piątek, 29 stycznia 2021

Children - Miu Miura

DZIECI I SADYZM


Odkąd tylko zobaczyłem tę okładkę, wiedziałem że to będzie manga dla mnie. I od tamtej pory czekałem na wydanie „Children”, jak od dawna nie czekałem na żadną Jednotomówkę Waneko. Ale czekać było warto. Ba, to chyba najlepsza jednotomowa manga, jaka trafiła w moje ręce od czasu „Wypaczonej” (klasyki Tezuki nie wliczam, bo to zupełnie inna kategoria) i aż żal, że opowieść ta nie jest dłuższą serią, którą można by się cieszyć z tomiku na tomik.

 

Główny bohater, Tooru, znalazł idealną pracę. Za pół roku pilnowania dzieci w odludnym ośrodku miał dostać trzy miliony jenów. To miała być łatwa praca, relaks, niestety szybko okazuje się, że coś tu jest nie tak. Dzieci mieszkają tu same, zachowują się dziwacznie (fakt, że bez skrępowania myją się przy dorosłym mężczyźnie to najmniejszy z dziwów), a także… Właśnie, jaką tajemnicę skrywają? Nieświadomy niczego Tooru trafia w sam środek sadystycznego, ociekającego krwią koszmaru, którego może nie przeżyć…

 

Są tacy, którzy uwielbiają ekstremalne horrory, i są tacy, którzy odżegnują je od czci i wiary. Ci pierwsi bronią swoich zainteresowań, twierdząc że to po prostu bezpieczna adrenalina – i trudno się z tym nie zgodzić. Ci drudzy, dość wrażliwi, by nawet na wyimaginowaną przemoc reagować odrazą i niechęcią, nie są w stanie pojąć jak można oglądać, czytać czy grać w coś takiego – i równie ż ich nie trudno jest zrozumieć. Na którym końcu tej skali znajduję się ja, łatwo się domyślić. Jestem fanem horroru i próbuję najróżniejszych jego odmian, a od wszelkiej maści krwawych podgatunków, od splatterpunku zaczynając, na tortue porn skończywszy, bynajmniej nie unikam. Bo lubię, kiedy sztuka wywołuje emocje czy pewne odczucia, a gdy oglądanie horroru aż boli albo zniesmacza, spełnia ten warunek.

 


Dlatego „Children” tak bardzo przypadło mi do gustu. To kolejny mangowy horror łączący makabrę z urokiem i słodyczą. Z tym, że mamy tu do czynienia ze zdecydowanie mocniejszą rzeczą, niż np. „The Promised Neverland” czy „Gdy zapłaczą cykady”. Dzieło Miu Miury to mocna, sadystyczna rozrywka, która atakuje zmysły czytelnika. Jest tu krew, jest wiele drastycznych scen, jest mrok, ale na tym wcale nie koniec. „Children” czerpie bowiem z estetyk wielu gatunków opowieści grozy, nie obce mu więc bardziej klimatyczne sceny i kadry, jakby rodem wzięte z „Wioski przeklętych”. Dodanie do tego słodyczy i uroku, widocznego głownie w designie postaci, tylko jeszcze mocniej podkręca wrażenie, jakie robi całość.

 


A nie byłoby tak, gdyby nie świetna szata graficzna. Okładka mówi nam wiele, wiele obiecuje, ale nie oszukujmy się, w środku jest jeszcze lepiej. Mamy tu i delikatność, i urok, i mocne, pełne mroku akcenty… Ogląda się to z przyjemnością, rysunki budują nastrój, a całość pochłania się dosłownie z wielką przyjemnością.

 

Jeśli zatem należycie do miłośników horrorów, jesteście dorośli i nie odrzuca Was ostra, brutalna rozrywka, stanowiąca taki komiksowy odpowiednik muzyki metalowej, poznajcie „Children”. To kawał świetnego horroru i przy okazji także jedna z lepszych Jednotomówek Waneko.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza