czwartek, 28 stycznia 2021

Garfield: Tłusty koci trójpak #8 - Jim Davis

 ZWIERCIADŁO NASZYCH CECH

 

Długo kazał na siebie czekać ten tom „Garfielda”, oj długo. Po 10 miesiącach, jakie minęły od wydania ostatniego „Tłustego kociego trójpaka”, zacząłem obawiać się, że kolejne przygody mojego ulubionego kota już nie trafią w moje ręce, ale nie traciłem wiary w Egmont i oto w końcu jest. I jak zawsze jest rewelacyjnie, a całość bawi, uczy, drażni nasze sumienie i wytyka nam błędy, nie pozwalając się ani na moment oderwać od lektury.

 

Jest gruby, jest leniwy, kocha jeść, nienawidzi listonoszy i powraca by śmieszyć. By gnębić swojego właściciela, walczyć z dietami i dogryzać psu. Gotowi mu w tym towarzyszyć?

 

Paski prasowe to taki specyficzny rodzaj komiksu, który – jak każda rzecz dostępna bez ograniczeń wiekowych – musi być dla każdego. Co więcej ma za zadanie dostarczyć rozrywki najmłodszym, jeśli trafi w ich ręce, jak i zagwarantować odpowiednią dozę satyry dojrzałemu czytelnikowi, który natrafi na niego pomiędzy kolejnymi relacjami z poważnych wydarzeń i nie mniej poważnymi artykułami. Trudno uzyskać takie wyważenie, ale największym mistrzom prasowych komiksów codziennych udawało się to i to na dodatek na rewelacyjnym poziomie, a „Garfield” to – obok „Fistaszków” – najwybitniejszy przedstawiciel swojego gatunku.

 


Przygody tłustego, leniwego kota to nie tylko świetna komedia, komentująca w bezlitosny sposób naszą codzienność (kolejne paski ukazywały się w gazetach codziennie, więc Garfield komentuje wszelkie święta i okazje, pojawiające się po drodze), ale i zwierciadło, w którym się przeglądamy. Kto z nas nie ma znienawidzonego dania? Kto z nas nie chciałby bezkarnie opychać się ulubionym jedzeniem? Kto nie chciałby móc nic nie robić, choćby tylko przez krótki czas, kiedy dość ma już pracy? Móc powiedzieć w twarz to, co myśli o innych? Żyć po swojemu? Garfield reprezentuje sobą nie tylko nasze najgorsze cechy (lenistwo, pychę, brak konsekwencji etc.), ale i nasze pragnienia – zdumiewająco zbieżne z tymi cechami. Do tego jest świetnym obserwatorem rzeczywistości, ale nie tej jasno skupionej na konkretnym punkcie, a ogólnej, ponadczasowej i pasującej do wszystkich, dla wszystkich wspólnej. Każdy z nas chciałby być jak on – nawet jeśli nie w każdej cesze – nikt nie chce być jak jego pan John, który symbolizuje wszystkie nasze porażki, z którymi w odróżnieniu od jego kota, nie umie sobie poradzić. On staje się naszą pociechą, bo w końcu ma gorzej, a skoro ktoś tak słaby to znosi, mu musimy znieść to, co gnębi nas.

 


Całość uzupełnia fakt, że wszystkie paski można czytać bez analizowania, doszukiwania się w nich głębi czy satyry. I bawić tak samo rewelacyjnie, bo „Garfield” śmieszy na każdym polu i każdego, łącznie z czytelnikami, którzy ani nie mają ambicji doszukiwania się czegoś poza kolejnymi żartami albo są zbyt młodzi by zrozumieć aluzje i przesłanie. Do tego dochodzą genialne w swej prostocie ilustracje i rewelacyjne wydanie. Czy trzeba dodawać nic więcej? Właśnie. Dlatego jeśli jeszcze nie znacie tej serii, poznajcie. Kupcie, przeczytajcie, postawcie na półce i wracajcie do niej raz po raz. Nie tylko na nowo odkryjecie paski, które z czasem wypadom z Waszej pamięci, ale tez i w tych doskonale zapamiętanych zobaczycie zupełnie nowe rzeczy, których nauczyły Was wiek i doświadczenie.

 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza