piątek, 19 lutego 2021

Chainsawman #3 - Tatsuki Fujimoto

KREW, HUMOR, EROTYKA I OBRZYDLIWOŚCI

 

„Chainsawman” się rozwija. Seria ta od początku jakże zaskakująco udana, nie pozwalała miłośnikom gatunku na chwilę nudy. I nie pozwala na nią teraz, oferując wszystko to, co w niej najlepsze, dorzucając do tego jeszcze porcję nowości – dobrze pasujących do reszty – i gwarantujących dobrą, mocną zabawę wszystkim, którzy kochając shouneny, chcieliby mocniejszej, wulgarniejszej i bardziej skierowanej do dorosłych opowieści.

 

Nasi bohaterowie pchani własnymi motywacjami, zostali odcięci od świata w budynku, gdzie czas płynie tak, jak życzy sobie tego demon. Nie mogąc wydostać się na zewnątrz, trafiają w sam środek sytuacji, która może skończyć się dla nich bratobójczą walką. Denji, który ma zostać ofiarą, chcąc realizować swoje seksualne fantazje, wpada na pomysł pokonania wroga. Pomysł jakże dla niego bolesny…

 

„Chainsawman” to seria bezkompromisowa. Jej autor wziął wszystkie najważniejsze elementy shounena i przeniósł je na grunt, na którym nie musi się hamować. W efekcie powstała seria, w której pełno jest krwi, brutalności, wulgarności czy erotyki, która nawet nie wymaga umotywowania czy zasadności, a jednocześnie rzecz jest lekka, zabawna i dynamiczna. Jest tu typowy bitewniak, jest też horror, a wszystko to zmiksowane w specyficzny produkt finalny, który mocni przypomina mangowy odpowiednik metalowej muzyki – w sam raz do odreagowania, ale i docenienia kompozycji, treści i wykonania.

 


W tym tomie do całej tej iście szalonej mieszanki dorzucona zostaje nuta obrzydliwości. Nie będę Wam zdradzał o co chodzi, ale powiem, że pasuje to do „Chainsawmana”. Czy mnie to ruszyło? Nie, jak i nie rusza przemoc w tej mandze, ale nie każdy jest tak odporny na podobne elementy, więc czuję się w obowiązku poinformować Was o nich. Ale czy ktoś, kto nie kocha tandetnych, ale w tej cudowny sposób, w jaki tandetne były opowieści grozy z lat 70. i 80. XX wieku, horrorów, w których trafić można i na nagość, i na odpychającą rzeź, sięgnąłby po ten tytuł? Wątpię. Każdy jednak, kto sięga po niego kochając tego typu dzieła, będzie bardzo zadowolony, a momentami wręcz zachwycony. Tym bardziej, że to wcale nie głupia opowieść.

 


I jakże znakomicie narysowana. Patrząc na całość, na pierwszy rzut oka można dość do wniosku, że autorowi się nie chciało. Brudna kreska, czasem iście szkicowane grafiki, prostota, ale… właśnie w tym tkwi siła tej opowieści. w tej niechlujności, brudzie, mroku… Ma to swój urok, wpada w oko, jest dynamiczne, ale też i potrafi być bardzo przyjemne wizualnie. Czy musze dodawać coś jeszcze?

 

Kto ceni szalone horrory i dobre, dynamiczne opowieści dla dorosłych, niech sięga w ciemno. Może i fabuła brzmi idiotycznie, ale uwierzcie mi, nawet mimo ewidentnych bzdur pojawiających się w treści, wszystko tu kupuje czytelnika. I po skończeniu chce się więcej i więcej.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz