Czarna Góra - Andrzej Pilipiuk

TAJEMNICE PRZESZŁOŚCI

 

Jeden z najpopularniejszych polskich pisarza powraca z tym, co wychodzi mu najlepiej… Nie, nie z kolejnym tomem przygód Jakuba Wędrowycza tylko z tym drugim, czyli opowiadaniami. Bądźmy więc zatem poważni, bo i treść do komediowych – mimo pewnej dozy humoru – nie należy. Ale za to właśnie cenię sobie krótkie formy Pilipiuka – za tę ich powagę połączoną z dobrymi pomysłami i równie dobrym wykonaniem. I taki jest właśnie ten zbiór.

 

Jak wszystkie zbiory z serii „Światy Pilipiuka”, tak i ten nie może obejść się bez dwóch bohaterów: Pawła Skórzewskiego i Roberta Storma. Teraz jednak czeka nas okazja odkrycia jak wyglądało życie tego pierwszego zanim został doktorem, którego tak doskonale znamy. Ten drugi zaś znów pakuje się w tarapaty i znów odkrywa przed nami fascynujące przygody. Nie ważne jednak czy rzecz dotyczy pewnej deski, czy polskiej bomby atomowej z lat 20., za każdym razem wciąga, zaskakuje i dostarcza dobrej rozrywki.

 

Pilipiuk nie potrafi pisać powieści. Wiele ich wydał w swojej karierze, ale rzadko która była naprawdę udana. Problem z długimi formami w jego przypadku jest taki, że mamy w ich przypadku do czynienia ze zlepkiem pomysłów, które nie do końca do siebie pasują. Pilipiuk bierze wszystko co przyjdzie mu do głowy i w formie przeładowanych pomysłami rozdziałów, które same w sobie stanowią bardziej opowiadania przekute na siłę w kolejny fragment większej całości, niż cokolwiek innego, próbuje posklejać to w jedną całość. I rzadko się to udaje.

 

Ale z krótkimi formami Pilipiuk sobie radzi i to jeszcze jak. W końcu to właśnie na opowiadaniach zbudował niemal całe swoje jakubowe uniwersum, a także zapełnił nimi już dwanaście tomów „Światów Pilipiuka”. I to one naprawdę mają w sobie to coś. Dobre, skończone pomysły, nie wymagające rozwinięcia w nic więcej ani też wiedzy o innych losach przedstawionych w nim postaci, dobry styl, ciekawy klimat… Owszem, są tu przeplatające się wątki, ale Pilipiuk swoją prozę konstruuje tak, by można było zacząć czytać od dowolnego tekstu i bawić się tak samo dobrze, jak wychwytując wszystkie te powiązania.

 

A zabawa jest udana, bo mamy tu tajemnice przeszłości, akcję, przygody… Czasem bliższe jest to literaturze historycznej, czasem iście detektywistycznej, podanej z pazurem i humorem, czasem awanturniczej, a czasem zahaczającej o oldschoolowy fantastykę. Wojny, archeologii i tym podobnych tematów, charakterystycznych dla Pilipiuka, także nie brakuje. Każdy więc, kto lubi powyższe gatunki czy estetyki, znajdzie tu coś dla siebie. Reszta to po prostu dobre wykonanie, pełne lekkości, swobody, ale i dobrze odmalowywanych realiów.

 

Kto lubi Pilipiuka, rekomendacji nie wymaga, bo i tak przeczyta. Kto nie lubi, przekonać się nie da. Ale jeśli nie znacie jeszcze jakimś cudem jego prozy, sięgnijcie i przekonajcie się, co ma do zaoferowania. Nie jest to głęboka, wybitna literatura, ale jako rozrywkowa lektura sprawdza się dobrze także dla nowych odbiorców. A stałym czytelnikom gwarantuje to, na co liczą: jeszcze jedną, równie udaną wyprawę do niezwykłego, a jednak bliskiego nam świata, w której towarzyszyć będą im doskonale znani bohaterowie. I fakt, że pomimo tylu tomów Pilipiuk wciąż trzyma poziom, także należy docenić.

 

Dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów za udostepnienie egzemplarza do recenzji.



Komentarze