wtorek, 23 lutego 2021

Fire Force #8 - Atsushi Ohkubo

BRATOBÓJCZA WALKA

 

Gefährlich ist, wer Schmerzen kennt

Vom Feuer, das den Geist verbrennt (bang bang)

Gefährlich das gebrannte Kind

Mit Feuer, das vom Leben trennt

Ein heißer Schrei

Feuer frei

- Rammstein

 

„Fire Force” wypada coraz lepiej. Takie wrażenie mam po lekturze tomu ósmego. Przede wszystkim graficznie, bo więcej tu scen, które z miejsca wpadają w oko i mają swój klimat. Jeśli zaś chodzi o fabułę to ta trzyma dotychczasowy poziom. A więc taki, który usatysfakcjonuje miłośników shounenów.

 

Zaczyna się dziać.! Gdy dr Giovani, kapitan trójki, dopuszcza się z białymi szatami ataku na warsztat Vulcana, żeby zdobyć klucz do Amaterasu, dochodzi do spotkania Shou i Shiry. Dwaj bracia, stojący po przeciwnych stronach barykady będą musieli zmierzyć się ze sobą. Ale czy ta bratobójcza walka ma sens? Jeszcze gorsze jest to, że wróg ma przewagę liczebną i wszystko wskazuje na to, że nasi bohaterowie nie mają szans. A to przecież jedynie kolejny przystanek na drodze do osiągnięcia postawionego sobie celu!

 

„Fire Force” to seria prosta. To także seria złożona ze schematów typowych dla gatunku. Wreszcie to seria, która bazuje na powielaniu znanych i lubianych elementów. Ale co z tego, skoro nawet jeśli nie ma w niej oryginalności, wciąż chętnie po nią sięgam? Właśnie. Co w takim razie sprawia, że nadal z ochotą ją czytam?

 


Przede wszystkim to, że wciąż dostarcza naprawdę dobrej zabawy. jest tu akcja, są walki, tajemnice, fantastyka, nuta erotyki, humor, twardzi faceci, ładne kobiety, wrogowie do pokonania, wyzwania, którym trzeba stawiać czoło… Wszystko to podane jest w sposób lekki i dynamiczny, potrafi rozbawić (najlepsze w serii pozostają sceny z biedną bohaterką, która zawsze kończy przypadkowo zmolestowana) i ma swój urok. Co prawda ci, którzy znają już mnóstwo podobnych opowieści (a tych nie brakuje – weźmy na przykład podobne do „Fire Force” „Ao no Exorcist”) , nie dadzą się aż tak porwać, ale i oni się nie zawiodą.

 

Do tego mamy też niezłą szatę graficzną. Niezłą, bo przypominającą inne dzieła, a czasem oferującą dziwną perspektywę czy tym podobne zabiegi (choć już coraz rzadziej), ale przyjemną dla oka i dobrze pasującą do treści. Kto kocha shouneny i chce kolejnej dawki tego typu emocji, będzie bawił się naprawdę dobrze.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz