czwartek, 25 lutego 2021

Magi #35 - Shinobu Ohtaka

WALKA NA DEMONICZNE UZBROJENIA

 

Krok po kroku zbliżamy się już do wielkiego finału „Magi” – bardzo udanej serii, łączącej w sobie typowego shounenowgo bitewniaka z fantasy osadzonym w realiach „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Ów zbliżający koniec widać już wyraźnie też w samej opowieści. I chociaż cykl znacznie zmienił się na przestrzeni trzydziestu pięciu tomów, wciąż pozostaje bardzo sympatyczną rozrywką, po którą warto jest sięgnąć.

 

Sindbad, czekając w Świętym Pałacu, opowiada o przeszłości. Ale to nie jedyny temat, jaki porusza. Tymczasem czeka nas walka na demoniczne uzbrojenia, ale co z niej wyniknie? I czy w końcu padną odpowiedzi na niektóre pytania?

 

Na wstępie napisałem o zmianach, które nastąpiły na przestrzeni trzydziestu pięciu tomów „Magi”. Ponieważ zorientowałem się, że nigdy dotąd nie zagłębiałem się w ten temat, uznałem że to dobra okazja by to zrobić. Tym bardziej, że już za chwilę cykl dobiegnie końca. A zatem pamiętacie, jakie „Magi” było na początku? Powielając schematy znane z „Dragon Balla” (niepozorny dziecięcy bohater wygnaniec, który ma pociąg do piersi i niezniszczalny apetyt, walki, świat zamieszkany przez dziwne stworzenia, wrogowie, stający się przyjaciółmi etc., etc.), oferował nam sympatyczny lekki bitewniak, pełen humoru i nietypowego, jak na mangi klimatu.

 

Co stało się potem? Seria dorosła wraz z bohaterem, spoważniała… Ostatnie tomy zaś to już podzielenie jej na dwa typy tomów: te wypełnione akcją, kiedy strony wprost przerzucają się same, i te bardziej wyplenione treścią i rozmowami, mocno skręcające w kierunku politycznych tematów. Tomik trzydziesty piąty łączy w sobie obie te cechy, oferując dynamiczną rozrywkę zer sporą ilością tekstu. Na humor nie ma tu tyle miejsca, co na początku serii, ale i sama opowieść jakoś wiele go już nie wymaga.

 


Poza tym ta część „Magi” pełna jest widowiskowych scen (których nigdy w niej nie brakowało, ale warto to zauważyć i tak), znakomitej dynamiki i klimatu. Czyta się to szybko, lekko i przyjemnie i dokładnie tak samo ogląda, bo kresa, typowa dla gatunku, pozostaje bardzo miła dla oka, świetnie oddająca różne aspekty całości i budująca odpowiedni nastrój.

 

Fanom polecać nie muszę, bo i tak sięgną. Ale jeśli macie ochotę na dobrą opowieść, gdzie fantastyka i przygody łączą się w jedną, udaną całość i lubicie arabskie klimaty (ale to nie jest konieczne, bo ja osobiście ich nie trawię, a bawię się dobrze), „Magi” to rzecz dla Was. Nic więcej dodawać nie trzeba.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz