piątek, 5 lutego 2021

My Hero Academia: Akademia Bohaterów #24 - Kohei Horikoshi

DOBRZY KONTRA ŹLI

 

„My Hero Academia” to obecnie jedna z najpopularniejszych mang typu shounen. Zajrzyjcie tylko na stronę MangaPlus wydawnictwa Shueisha – w chwili, gdy piszę te słowa, pod względem popularności bije nawet „Dragon Balla Super”. Ale co się dziwić, skoro to dobra, świetnie narysowana manga, która oferuje miłośnikom gatunku wszystko to, za co go kochają.

 

Za każdym razem, kiedy biorę się za recenzowanie kolejnych tomików „My Hero Academia” zastanawiam się, co powinienem napisać o treści. Z jednej strony nie ma bowiem tu nic takiego, co można by zdradzić, psując przyjemność płynącą z lektury, z drugiej oficjalne opisy tomików brzmią tak, jakby nie chciały zdradzać nic. Ostatecznie znów zostawiam Was więc z tymi kilkoma, jakże intrygująco brzmiącymi słowami z okładki, bo tak chyba będzie najlepiej.

Czekaj na mnie, Giran, pędzę ci z pomocą! (Odpuść, pewnie i tak już nie żyje.) Cicho tam! Tylko tu… W bractwie, ze wszystkimi, mam swoje miejsce na ziemi! (To ja jestem prawdziwym mną.) Nie… Mylisz się… Nigdy nie… zabiłbym moich kompanów! Przygotuj się, Armio Wyzwolenia Supermocy! PLUS ULTRA!

 

Nie wiem czy uwielbiam „My Hero Academia”. Nie wiem, czy jestem jej wielkim fanem. Wiem za to, że czytając każdy kolejny jej tom, bawię się doskonale, bo to po prostu świetna seria. Owszem, ma swoje minusy – do tych zalicza się nadmiar gadania, przez który czasem cierpi dynamika walk – ale i tak to jeden ze wzorcowych shounenów, które znać i wypada, jeśli lubcie gatunek, komiksy, mangę albo anime, ale przede wszystkim warto.

 


Seria ta to miks motywów, wątków i elementów z komiksów superhero i mangowych bitewniaków. To, co fascynuje w tej opowieści, to nie tylko wyraziste postacie (najbardziej lubię Minetę i „żabcię”), ale – i to chyba przede wszystkim – bogactwo darów i zdolności, jakimi Horikoshi obdarza swoich bohaterów. Każdy ma inny dar, a każdy z nich bywa mniej lub bardziej oryginalny. Czasem ociera się o absurd, czasem jest do bólu typowy, zawsze ciekawy i, jak się przekonujemy, wart bliższego poznania. Ale na tym nie koniec.

 

„My Hero Academia” to bitewniak, więc walki są dynamiczne i widowiskowe. Podstawą shounena są też wyraziste postacie tych łych i to również znajdziecie w tej serii. Humor? Odrobina erotyki? Też są. A wszystko to podane w bardzo dopracowany, robiący wrażenie pod względem graficznym sposób. Dlatego jeśli lubicie shouneny i komiksu o superbohaterach, nie wahajcie się i poznajcie ten cykl. A gdyby było Wam mało, koniecznie sięgnijcie po spin-off „Vigilante”, który trzyma ten sam, znakomity poziom.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz