poniedziałek, 15 lutego 2021

The Promised Neverland: List Normana (light novel) – Nanao, Kaiu Shirai, Posuka Demizu

SENTYMENTALNY DZIEŃ

 

Czytacie moje recenzje więc wiecie, że light novel to nie typ literatury, który bym cenił. Owszem, znam dzieła, które jako tako dało się czytać, ale nigdy nie trafiłem na nic, co by mnie zachwyciło. „List Normana” też mnie nie zachwycił, ale jak na książkę tego typu wypada naprawdę dobrze i nie zawodzi pod względem stylu, co jest niestety zmorą light noveli.

 

Nadszedł trzeci listopada. Dzień, w którym Norman ma zostać wysłany do demonów. Ostatni dzień jego życia. Straszna chwila? Dla niego raczej sentymentalna. Siedząc w lesie i pisząc list do swoich przyjaciół, by pomóc im w ucieczce z Grace Field House, zaczyna wspominać minione lata. Czas, który spędził u boku Emmy i pozostałych dzieci, wszystkie te dni, kiedy był szczęśliwy i nie wiedział nic o demonach, zsyłkach i związanych z tym wydarzeniach. Czas, którego wspominanie staje się swoistą pociechą w tym trudnym okresie…

 

Jak widzicie po powyższym opisie, „List Normana” nie rozwija uniwersum „The Promised Neverland”. Wszystkie najważniejsze wydarzenia zawsze zarezerwowane są dla mangi, bo w końcu nie każdy sięga po dodatki, a każdy fan serii chce dostać wszystko to, co powinien w cyklu, który już i tak czyta. Twórcy light noveli spod danego szyldu muszą więc albo skupić się na pokazaniu jakichś nieistotnych wydarzeń, albo na powieleniu tego, co już było, z nieco innej perspektywy. „Lis Normana” zaś łączy obie te cechy, dając nam całkiem ciekawą, sentymentalną podróż w czasie do momentów, które w serii zostały już dawno za nami.

 

Ale jak to wszystko jest napisane? Bo chyba każdy, kto czyta light novele wie, że to typowa literatura młodzieżowa. Najczęściej prosto, wręcz prostacko napisana, bez rozbudowanych opisów, bez wielokrotnie złożonych zdań, bez smakowania słów i bez głębi – tak psychologicznej, jak i wynikającej z przesłania i tym podobnych elementów. „List Normana” jednak, napisany przez Nanao, stylistycznie jest o dziwo niezły. To nie wybitna literatura, właściwie to jest bardzo prosta i niewymagająca, ale czyta się ją bez bólu, a i zdarzają się bardziej udane momenty.

 


Sama treść, choć w pewnym stopniu stanowi powtórkę z rozrywki, pozostaje całkiem ciekawa i przyjemna. A na dodatek mamy tutaj sympatyczne ilustracje. Na dzień dobry wita nas kolorowa rozkładówka (jedna z tych grafik wydana została przez Waneko także jako pocztówka), a na koniec mamy kilka szkiców i tym podobnych bonusów.

 

W skrócie: przyjemny dodatek dla miłośników „The Promised Neverland”. Czytając „List Normana” łatwo jest dać się ponieść wspomnieniom o wczesnych tomach serii i tym emocjom, które wywoływały. I to najlepsze, co niniejsza pozycja ma do zaoferowania.

 

Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz