piątek, 2 kwietnia 2021

Fibi i jednorożec #5: Pod znakiem jednorożca – Dana Simpson

Z FIBI I JEDNOROŻCEM PRZEZ CAŁY ROK

 

Kolejny tom „Fibi i jednorożca” pojawił się właśnie na polskim rynku. I cóż tu mogę więcej dodać? Ci, którzy polubili przygody dziewczynki i jej niezwykłej towarzyszki, będą zadowoleni. Ci, których one nie kupiły, nie będą przekonani tym razem. A kto ma ochotę na niewymagający komiks rozrywkowy dla dzieci, może sięgnąć po tytuł i przekonać się, czy to opowieść dla niego.

 

Dorastająca Fibi i jej magiczna przyjaciółka, jednorożec Marigold, powracają. Zbliża się Halloween, czas się przebierać i zbierać cukierki, ale… Właśnie, w co się przebrać? A kiedy już uda się rozwiązać ten problem zostaje kwestia dość osobliwej imprezy, w której mają wziąć udział. Kiedy mija Halloween, nachodzi w końcu także i zima, a wraz z nią zabawy śniegiem, lód… A potem kolejne miesiące i pory roku, a wraz z nimi takie atrakcje, jak powrót na biwak czy czytanie wakacyjnych lektur. A to tylko część tego, co czeka na bohaterki i… czytelników.

 

„Fibi i jednorożec” to seria specyficzna. Niby jest to kolejny przedstawiciel długiej tradycyjni komiksu prasowego, niby są to typowe paski drukowane w gazetach czy w internecie, przeznaczone do codziennego czytania, ale nie do końca. Wiecie, co jest siłą tego typu publikacji? Spójrzcie tylko na „Garfielda”, „Fistaszki”, Mafaldę” albo „Calvina i Hobbesa”. Każdy pasek bawi, autentycznie śmieszy, zaskakuje, ale co najważniejsze, niesie ze sobą coś zdecydowanie więcej: satyrę, ponadczasową prawdę, komentarz społeczny, filozoficzną zadumę… Dzięki temu nadają się zarówno jako niewymagająca rozrywka dla dzieci, jak i ambitna lektura dla dorosłych, którzy chcą się nad czymś pochylić i zadumać. Niełatwo jest osiągnąć coś takiego – wręcz należałoby rzec, że wielka to sztuka – i w „Fibi” tego nie ma.

 


Seria ta jest lekka, prosta i niewymagająca. Dość naiwna przy tym, a większość pasków nie śmieszy ani nie skłania do zadumy. Na cały tomik możecie znaleźć dwie, trzy strony, na których autorka próbowała zawrzeć coś więcej, ale nie jest to głębia na miarę wspomnianych opowieści. Cała reszta to po prostu krótkie perypetie z życia bohaterki i jednorożca (nawet jako dziecko nie byłem fanem tych „istot” i tym bardziej nie jestem teraz). Plusy całości są takie, że nie nudzi. Czyta się to szybko, lekko i przyjemnie, czasem potrafi rozśmieszyć i pozostaje ładnie wydaną publikacją.

 

I przy okazji nieźle narysowaną. Nieźle, bo do mistrzostwa Daviesa czy Schultza nie można tego nawet porównać, ale dzieciom się spodoba, szczególnie, że całość jest dość mocno kolorowa. I tak najkrócej można całość podsumować. To seria dla dzieci, z niewykorzystanym potencjałem na opowieść wnoszącą się ponad takie ograniczenia, ale jako rzecz dla najmłodszych, mająca swój urok, podlany nutą prostego dydaktyzmu w temacie przyjaźni. Dorośli niestety niewiele znajdą tu dla siebie, ale ich pociechy mogą bawić się nieźle.

 

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza