środa, 28 kwietnia 2021

W tajemniczym ciemnym lesie – Winshluss

CZEROWNY KAPTUREK POKOCHAŁA TOMA GORDONA

 

Winschluss, autor m.in. „Pinokia”, powraca z nowym komiksem. I kolejnym swoim dziełem osadzonym w baśniowym klimacie. Tym razem na warsztat wziął bajkę o Czerwonym Kapturku, przemodelował ją zupełnie i stworzył zupełnie nową, intrygującą całość. Dziwną, szaloną, ale naprawdę uroczą i bardzo ładnie zilustrowaną.

 

Głównym bohaterem tej opowieści jest Angelo, dziecko uwielbiające przygody i zoologię. Teraz jednak ma na głowie inne sprawy, a dokładniej wyjazd z rodzicami do chorej babci. Tak się jednak składa, że w trakcie postoju rodzice w pospiechu zapominają o nim i w dalszą drogę ruszają już bez syna. Panika? Strach? Obawy? Tak, ale tylko przez chwilę. Angelo jednak szybko się otrząsa i postanawia samemu dotrzeć do babci. Droga wiedzie jednak przez las, w którym kryje się wiele rzeczy, z jakimi nasz chłopiec wolałby nie mieć do czynienia…

 

Mam wrażenie, że gdyby Stephen King zamiast swojej powieści „Pokochała Toma Gordona” chciał napisać nową wersję „Czerwonego Kapturka”, stworzył by coś podobnego do tego. Coś podobnego, bo jednak Winshluss ma nieco inną wrażliwość artystyczną i więcej szaleństwa, które nawet jeśli nie zawsze wychodzi tak, jakby mogło, dodaje całości pikanterii i sprawia, że naprawdę przyjemnie czyta się tę opartą przecież na zgranych schematach opowieść.

 


„W tajemniczym ciemnym lesie” to bajka. „W tajemniczym ciemnym lesie” to historia przygodowa. Jednocześnie „W tajemniczym ciemnym lesie” to także edukująca przypowieść o pokonywaniu strachu, słabości itp. Winshluss, który zaserwował nam przeznaczonego dla dorosłych „Pinokia”, dobrze odnajduje się tu w konwencji familijnej. Ale przełamuje ją wspomnianą już nutą szaleństwa i mniej typowego dla tematu podejścia.

 

I to też wychodzi mu dobrze, choć nie zawsze idealnie. W trakcie lektury czasem miałem wrażenie, że obcuję z głupkowatą komedia (na szczęście nie często), a czasem że to głębsza, poważna opowieść, która ma nam do powiedzenia – i to nie tylko tym najmłodszym – coś ważnego. Winshluss, balansując na krawędzi parodii i potraktowanej na serio fantastyki osadzonej w baśniowym świecie, zdołał wszystko to przekuć w intrygującą i całkiem spójną całość.

 


I świetnie przy tym zilustrowaną. Jego rysunki są może proste, czasem niechlujne, ale mają w sobie to coś. Przede wszystkim są nastrojowe i pasują do tej szalonej nuty opowieści. Całość wieńczy dobre, bardzo ładne wydanie. I tak w ręce czytelników trafia dobry komiks dla całej rodziny. Może nie zawsze do końca spełniony, ale i tak wart poznania.

 

Dziękuję wydawnictwu Kultura Gniewu za udostępnienie egzemplarza do recenzji.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz