GDZIE
TYM AUTEM
Moja przygoda z „GTA” to tak od d…y strony wygląda,
jak to mówią. No bo zacząłem w zasadzie od piątki – bo dawali za darmo i gdyby
nie to w ogóle bym w serię nie pyknął, tak nie trawiłem wtedy gier z jazdą
samochodem – a potem kupiłem czwórkę. Teraz była promocja na pakiet „Grand
Theft Auto: The Trilogy – The Definitive Edition” to wziąłem i co? Zamiast jak
człowiek, od trójeczki, która na dodatek swoje ćwierćwiecze obchodzi, to ja
znów od tyłu i w „San Andreas” poleciałem. I ja wiem, że na tę edycję się
narzeka, bo płacić pełną cenę za nią, chociaż to jedynie nieco odświeżone gierki
oparte na wersji mobilnej, jeśli ma się starą edycję to idiotyzm. Ale z drugiej
strony, jak ktoś nie ma, nie grał, a zagrać chce, sens w tym jest. Okej, zgoda,
to i tak skok na kasę, ale jak poczekać na promocję, to ma się w niezłej cenie
trzy dobre gry, z poprawioną grafiką i działające na nowych systemach bez
kombinowania z patchami i modami. No a gierki miodna, mimo paru błędów i zabawę
na kilkadziesiąt godzin oferuje wprost rewelacyjną, choć wkur…wkurzyć znaczy
też umie.
Głównym bohaterem jest CJ, który po latach wraca w
rodzinne strony do Los Santos, na pogrzeb matki. W mieście jednak źle się
dzieje, jego ziomki straciły sporo dawnego terenu, więc CJ skrzykuje swój gang
i zaczyna działać. A tu jeszcze lokalni gliniarze, którzy mają wiele na sumieniu,
wplątują go w swoje sprawy, a na dodatek im wyżej sam CJ się wspina, tym większe
problemy i wyzwania na niego czekają…
Chyba żadnej gry tak dobrze nie wspominam, jak „GTA
V”. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. Zanim się wciągnąłem, minęło
parę godzin, a i potem przez większość gry byłem może i zachwycony, ale
upierałem się, że znam lepsze, że są fajniejsze, ale… No w zasadzie mogę
powiedzieć, że są gry równie dobre, bo są, równie fajne i w ogóle, ba, są dla
mnie gry ważniejsze, a i tak „GTA” będzie już zajmować jedno z najważniejszych
miejsc w growej części mojego serducha.
A co z „San Andreas”? No zabawa przednia. Mniej tu
czasu spędziłem, niż w czwórce czy piątce, ale bawiłem się niemal równie dobrze.
Zaczyna się niepozornie – czarny gangsta pomyka po mieście na rowerku – ale z
każdą misją rozkręca się coraz bardziej. Chcecie akcji rodem z „Terminatora 2”,
gdzie motor, ciężarówka, wybetonowane zagłębienie w terenie, strzelanina,
wybuchy i pościgi? Chcecie włamać się do bazy wojskowej, wystrzelać personel i buchnąć
jetpacka, by potem latać nim nad miastem i próbować dorwać zieloną breję? A może
w pojedynkę dostać się na lotniskowiec i przygarnąć odrzutowiec? Takie mamy tu
atrakcje. Jeździmy, latamy, kradniemy, robimy wielki napad na kasyno, odbijamy willę,
ratujemy kumpla przed samobójstwem, ścigamy się, pływamy wstrzymując oddech… No
ale to tylko główne aktywności.
A poboczne? A no możemy rąbnąć radiowóz i bawić się
w misje policyjne. Analogicznie mam też misje
taxi, straży pożarnej, kartki pogotowia czy alfonsa – zależy jaki pojazd
wjedzie w nasze posiadanie. Kupujemy budynki, z których czerpiemy zyski, możemy
też zagrać w gry dostępne w grze, iść coś zjeść – i jeść tak, żeby utyć –
poćwiczyć, by wyrobić sobie kondycję i zrzucić kilogramy, budując muskulaturę,
na randki też chodzimy, wręczając kwiaty zajumane i z cmentarza, jak zechcemy itp.,
itd. Sporo tego jest, zabawa szybko się nie kończy, odświeżona grafika wygląda
całkiem ładnie (głównie kwestia świateł), a tryb dobowy i pogodowy wypadają
dobrze. SI, jak to SI w starszych grach, jakieś super nie jest, ale powodów do narzekań
też nie mam. Gierka chodzi płynnie, błędy są, nie powiem – samochody na mostach
poruszają się dziwnie skokowo (nie, że gracza, tylko te w otoczeniu), a pudełka
tańczą, jak głupie, więc misja z okradaniem bazy wojskowej jest męczarnią. Niektóre
misje też, a mówię o tych szkoleniowych, to spora przesada, bo namęczy się człowiek,
choć nie ma po co, bo w grze się to potem nie przydaje – szkoła latania to
katorga, a jedno z zadań tam udało mi się wykonać tylko na padzie, myszką i
klawiaturą się chyba nie da, a nie tak powinno być.
Ale to drobiazgi w porównaniu do frajdy, jaką daje
gierka. Czy wymagała remastera? Nie. A jeśli już to na pewno lepiej dopracowanego
na premierę, bo podobno problemy były spore. Ale w stanie, w jakim jest obecnie,
na promocji, to rzecz warta uwagi, jeśli jeszcze jej nie znacie. Z dobrą fabułą
i klimatem plus akcją rodem z najlepszych filmów sensacyjnych i akcyjniaków. Czego
chcieć więcej, gdy to wszystko łączy duży (trzy miasta i łączące je tereny)
świat, który dla nas jest jedną wielką piaskownicą z zabawkami (możecie atakować
dildosem czy piłą mechaniczną, kto gangsterowi zabroni) i fajną muzą w radiu?



Komentarze
Prześlij komentarz