Codzienna walka - Manu Larcenet


CODZIENNE NERWICE


Opus magnum Manu Larcenta to komiks uderzający zwyczajnością. Ale zwyczajnością niezwykłą. Pełen nerwic i problemów bohater mierzy się z życiem i jego aspektami, proste sprawy wynosząc do rangi tragedii, w obsypanej nagrodami serii, która po polsku ukazała się właśnie w pięknym, zbiorczym albumie.


Marco nie radzi sobie z życiem. Lata spędził na terapii, ale ta nie przyniosła efektów, więc ją porzuca. Zostawia także pracę. Jako fotograf dobrze sobie radził, ale zdjęcia rzeczy i sytuacji, których wolałby nie oglądać, robione w miejscach, których miał dość, przerosły go. Odwiedza więc brata, odwiedza rodziców, dnie spędza na spacerach, zabawach z kotem imieniem Adolf (wiernie oddającym jego wredny charakter), robieniu zdjęć i rozmowach z pewnym starszym mężczyzną. Nie szuka zajęcia, próbuje walczyć z nękającymi go atakami. Lubi samotność i unika zmiany, ale ta dopada go w końcu sama pod postacią Emilie. Ich związek przyniesie wiele trudnych chwil, wiele walk i kłótni, ale też i odświeżenia. Czy trwałego? Marco nadal ucieka, ucieka od problemów, stara się uciec od starości rodziców i widma ich śmierci, stara się uciec od nadciągającego rodzicielstwa, ale jednego nie potrafi – uciec od siebie samego.


Marco jest tak ujmujący, jak irytujący, ale to właśnie w nim najlepsze. Najciekawsze. Bo życiowe i prawdziwe, tak bardzo ludzkie i w swej niedoskonałości piękne. Manu Larcenet, autor w naszym kraju nieznany, chociaż ma na swoim koncie mnóstwo komiksów i wcale niemało nagród, oferuje nam możliwość zostania podglądaczami. Otwiera przed nami świat na poły biograficzny zarówno dla siebie samego, jak i każdego z nas, i pozwala wejrzeć w najbardziej intymne szczegóły. Czasem w porę odwróci wzrok, czasem zatrzyma się na jakimś detalu. A my z fascynacją chłoniemy to, co rozgrywa się przed naszymi oczami.


„Codzienna walka” to komiks iście w stylu Woody’ego Allena. Zabawny, ale i gorzki, wzruszający, denerwujący, prosty i złożony, pełen radości i smutku pełen także. Marco walczy, ale zwycięstwa i porażki splatają się nierozerwalnie. Czy album daje nam nadzieję, czy tylko zrozumienie, to już musicie ocenić sami.

 

Komiks zyskał też ciekawą oprawę graficzną. Rysunki są proste, cartoonowe, typowo francuskie, ale potrafią zaskoczyć realizmem i wysmakowaniem (absolutne mistrzostwo w kadrach prezentujących fotografie Marco). Do tego dochodzi skromna i nieskomplikowana kolorystyka. Całość jednak znakomicie współgra ze scenariuszem. I przyjemnie wpada w oko.


„Codzienna walka” zdobyła wiele nagród. W tym oczywiście także dla najlepszego albumu na festiwalu w Angoulême. Wszystko absolutnie zasłużenie. Nie wahajcie się więc, sięgnijcie. Naprawdę warto, szczególnie że polskie zbiorcze wydanie prezentuje się po prostu pięknie. Polecam.


Komentarze