poniedziałek, 8 stycznia 2018

New Avengers #1: Wszystko umiera - Jonathan Hickman, Steve Epting

POCZĄTEK MARVEL NOW

Można nie lubić Avengersów, jednak są takie opowieści, które wypada znać niezależnie od własnych preferencji. Oczywiście tyczy się to głównie klasyki, wśród nowości jest to raczej rzadkością, ale jednak się zdarza. Pierwszy tom „New Avengers” taki właśnie jest – przynajmniej dla tych, którzy zamierzają czytać komiksy z linii Marvel Now – i to z kilku powodów. Najważniejszy z nich jest ten, że to po prostu bardzo dobry album, stawiający ciekawe pytania i oferujący naprawdę znakomitą rozrywkę. Ale oprócz tego to właśnie tu zaczyna się nie tylko Marvel Now, ale także opowieść o inkursjach, która trwać będzie długi czas, a jej kulminacją staną się „Tajne wojny”, które jednocześnie zakończą całą tę linię wydawniczą.


Wszystko umiera. Reed Richards jest z tym pogodzony, śmierć jest w końcu nieubłagana i nikt nie zdoła przed nią uciec, jednak nie może przejść do porządku dziennego nad faktem, że tym razem nadciąga przedwcześnie. Kiedy nad Wakandą pojawia się druga Ziemia, która zostaje zniszczona przez tajemniczą kobietę każącą nazywać się mianem Czarnego Łabędzia, zaczyna się odliczanie do końca wszystkiego. Kobietę udaje się pojmać, ale to, czego dowiadują się od niej członkowie Iluminatów – tajnego stowarzyszenia zrzeszającego wybranych członków Avengers – jest więcej niż niepokojące. Oto na jednej z Ziem doszło do wydarzenia, które echem odbiło się w całym wszechświecie i wszystkich jego alternatywnych wersjach. Spowodowało to reakcję łańcuchową w postaci inkursji – zderzeń różnych wszechświatów, które prowadzą do unicestwienia obu z biorących  w nich udział. Jedyną szansą na ratunek jest zniszczenie punktu inkursji czyli jednego ze światów, ale kto mógłby zdecydować się na cos takiego? Avengers rozpaczliwie szukają ratunku, bo ich świat staje w obliczu kolejnych zderzeń, ale niestety wszystko wskazuje na to, że będą zmuszeni unicestwiać inne planety by chronić własną. Tylko czy którykolwiek z nich odważy się przyjąć na siebie taką odpowiedzialność?


Siłą serii „New Avengers” nie są ani akcja wymazująca z istnienia całe światy, ani też całkiem spora grupa marvelowskich gwiazd pojawiających się na jej stronach, a pytania o słuszność działań, granicę własnych czynów, jakie popełniamy by chronić to, co nam drogie oraz o to, czy ledwie grupka potężnych istot ma prawo decydować o naszym bezpieczeństwie, skoro nawet wśród nich w każdej chwili mogą pojawić się konflikty. Na tym właśnie Hickman zbudował swoją opowieść i zrobił to w naprawdę znakomitym stylu. O wiele lepszym, niż to, co pokazał w drugiej prowadzonej przez siebie serii – „Avengers”.


Oczywiście czytelnicy spragnieni akcji także znajdą tutaj coś dla siebie. bohaterowie dużo rozmawiają, sprzeczają się i szukają rozwiązania swoich problemów, ale jednocześnie działają. Na ich oczach dochodzi do kilku inkursji, spotykają Galactusa i odwiedzają Latverię, należącą do ich wroga, Dr. Dooma, a to tylko część tego, co znajdziecie na stronach komiksu. Ważniejszy jednak jest rozmach całości. wraz z postępem akcji fabuła łączy ze wspomnianymi już „Avengers”, razem prowadzą najpierw do eventu „Nieskończoność”, do którego „Wszystko umiera” jest wstępem, a potem dalej, aż do „Tajnych wojen”, które staną się kulminacją inkursji i starć z potężnymi, przedwiecznymi bytami z kosmosu. A wszystko to znakomicie narysowane i bardzo dobrze wydane, na dodatek za atrakcyjną cenę. Naprawdę warto.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz