niedziela, 4 listopada 2018

Tokyo Ghoul:re #8 - Sui Ishida

GHULE W DOBREJ FORMIE


Dobra passa „Tokyo Ghoul:re” trwa. Pierwszy tom tego cyklu postawił kilka ciekawych pytań i wprowadził intrygujący klimat, jakże różny od klimatu, który pamiętaliśmy z pierwszej serii „Tokyo Ghoula”. Akcja jednak toczyła się dość powoli, a olbrzymia ilość postaci wprowadzała sporo chaosu. Chaosu, który nadal w pewnym stopniu pozostał na łamach mangi. Jednak od pewnego czasu tempo przyspieszyło, wątki zaczęły układać się w interesującą całość, a Sui Ishida wrócił do tego, co pokochałem w tej opowieści i znakomicie kontynuuje to w najnowszym, ósmym tomie.


Cochleia staje się miejscem walki. Kiedy Haise, broniąc tego miejsca, zdecydował się wyrwać z niego jedną z osadzonych, na jego drodze stanął nie kto inny, jak sam Arima – niepokonany inspektor BSG. Sytuacja nie wygląda więc różowo, tym bardziej, że ten włada quinque „sowa”. Jednakże głos w głowie chłopaka zachęca go do działania i wybrania życia, a także coraz bardziej kusi go, by dokonał wyboru i powrócił jako Ken Kaneki. Czy w obliczu obecne sytuacji to w ogóle możliwe? A jeśli tak, jakie będę tego konsekwencje?

Tymczasem walka trwa na różnych frontach. Nimura mierzy się z Sową, do wypuszczenia której sam się przyczynił. Krew tryska ze wszystkich stron, a trupów przybywa. Kto ujdzie z życiem? Jakie tajemnice wyjdą na jaw w trakcie tych wydarzeń? Co knuje Sen Takatsuki? I wreszcie jaką decyzję odnośnie swojej tożsamości podejmie Haise?


Jest dobrze – i to nawet bardzo. „Tokyo Ghoul:re” trzyma znakomity poziom, dostarcza szybkiej akcji, krwawych scen, solidnej dawki walk, jeszcze większej mroku, a na koniec oferuje jeszcze parę ważnych scen. W końcu dowiadujemy się co znaczy „re” w tytule, na jaw wychodzą też inne rzeczy, ale nie brakuje tutaj także tajemnic, które od początku tej serii były jej siłą nośną. Oczywiście na tych, którzy szukają w tej opowieści jej specyficznego humoru, również coś się znajdzie, więc wszyscy fani „TG” będą z tomiku bardzo zadowoleni.


Do tego dochodzi jak zwykle niezawodna szata graficzna. Realistyczna, szczegółowa kreska, dużo mroku oraz świetne użycie zdjęć i komputera w jak najlepszym oddaniu plenerów i tła składają się na znakomity efekt końcowy. Dzięki temu mangę nie tylko dobrze się czyta, ale też i rewelacyjnie ogląda.


Fanom polecać nie muszę. Tym bardziej, że ten tom oferuje wiele istotnych dla całej serii rzeczy. Całą resztę miłośników horrorów zachęcam jednak do poznania całości. To kawał dobrego straszaka wypełnionego akcją i zabawa z nim jest naprawdę udana.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz