Osiedle Swoboda #5 - Michał Śledziński, Karol ‘KRL’ Kalinowski

OSTATNIA AKCJA


Im bliżej końca tym większe szaleństwo dzieje się na stronach „OS”. Jednocześnie zaczyna się też spadek formy, ale... No chociaż ten rozdział nie jest już tak dobry, jak poprzedni, zabawa wciąż jest bardzo udana i ma swój urok.


Po dwóch tygodniach od powrotu Szopy kryzys na Osiedlu dobiega końca. W Antonowie, Gmina Brok, Wrona w towarzystwie Kriega opowiada trójce dzieci wydarzenia sprzed 14 dni i jak doszło do rozwiązania całej sytuacji. Zaczyna od śmierci prałata i tego, jak sam porwany (na zlecenie owego księdza zresztą) przez Alego, spotkał w piwnicy przy magazynowej zmasakrowanego Kriega.

Tymczasem znaleziona przez Niedźwiedzia kaseta trafia w ręce Drwala. To, co się na niej znajduje sprawia, że boss po raz kolejny – i być może ostatni – wyruszy do walki. Ale jak skończy się ta potyczka?

W „NKOTB” W bloku pojawia się sam Szatan, a tymczasem dzieciaki poznają hasło do Commodore'a i...


Przedostatnia część zeszytowego „Osiedla Swoboda” to, jak już pisałem, część słabsza od poprzedniej, ale nadal bardzo przyjemna w lekturze. Fabuła gmatwa się tu coraz bardziej, coraz więcej rzeczy zapętla się i pędzi coraz szybciej naprzód, a my mamy okazję obejrzeć pewne wydarzenia z kilku różnych perspektyw (mowa tu o wybuchu, którego przyczyn i skutków na razie nie poznajemy). Poza tym rysunki, kolor i cała reszta utrzymana na poziomie, a czego tu więcej chcieć?


Owszem, klimat starego OS, gdzieś się ulotnił niemal zupełnie, ale zastąpił go zupełnie nowy i dla mnie całkiem odpowiedni dla nowego rozdziału na nowe czasy. Czasy szybkiej akcji, widowiskowych scen i absurdów. A skoro o absurdach, czyli w pewnym sensie też humorze, mowa, to na koniec, na czwartej stronie okładki wydania zeszytowego, mamy sympatyczny żarcik, odnoszący się zresztą do filmów Tarantino, ale jest on tylko w tym wydaniu: zbiorcza edycja nam go poskąpiła.


W „New Kid on the Block” znów dzieje się sporo i śmiesznie. Bez refleksji i bez przesłania, ale za to rozrywkowo, a tu naprawdę nie potrzeba nic więcej skoro to tylko taki odcinkowy short na odprężenie. Za to należy tu docenić klimat i sentymentalną nutę.


Jako całość piąty zeszyt „OS” to całkiem smakowite danie i tyle w temacie. Nie wiem ile razy czytałem całą tę serię, w dawnych czasach coraz urządzałem sobie maratony, gdzie jednym ciągiem leciały i epizody produktowe, i kolorowe i wiem, że jeszcze nie raz będę chciał wrócić.

Komentarze