Sam strach – Matt Fraction, Stuart Immonen, Ed Brubaker


ZJAWIA SIĘ WĄŻ

 

Była raz sobie powieść graficzna „Sam strach”. Niby spidermanowa, ale jednak o szerszym zasięgu, bo dotykała tematyki znanej z serii o Kapitanie Ameryce. No a długie lata potem pojawiło się wydarzenie o takim samym tytule i oba dzieliły o wiele więcej, niż tylko nazwę, bo i ten sam motyw przewodni - strach. Więc otwierające pierwszy album wprowadzenie mówiące, jakoby to wszystko wzięło się tylko od słów Roosvelta (i nazywające ten event czymś niezwykłym), może nie jest nieprawdziwe, ale nie oddaje natury całości. Bo jednak podobieństwa tematyczne wydarzenia i powieści graficznej z 1992 roku są widoczne na pierwszy rzut oka. Nie zmienia to jednak faktu, że „Sam strach” to kawał dobrego, epickiego komiksu, może nie wydanego w idealnej formie, ale naprawdę dającego radę.

 

Wąż. Tak nazywa się istota, która trwa w uwięzieniu na dnie Rowu Mariańskiego. I to właśnie jego uwalnia Sin, córka Red Skulla. Dzięki temu i dzięki magicznemu młotowi Węża, Sin ulega przemianie. I nie tylko ona. Gdy siedem kolejnych młotów trafia w różne miejsca świata, wzmacniając i odmieniając różnych „wybrańców”. I tak zaczyna się kolejna walka, której herosi mogą nie przetrwać. Tu nawet sam Odyn gotów jest zniszczyć cały świat, byle choć trochę osłabić przeciwnika. Ale Thor nie chce słuchać się ojca, a reszta ziemskich herosów nie zamierza się poddać…

 

Pająkowy „Sam strach”, napisany przez legendy – Stana Lee i Gerry’ego Conwaya – był powieścią graficzną o wykorzystujących ludzkie lęki kryształach, które znajdują się w rękach nazistowskich wrogów. I w evencie o tym samym tytule też mamy nazistów i mamy strach, którym władają poprzez stare, asgardzkie bóstwo. Tylko rozmach jest tu większy, skala i ilość bohaterów też się rozrosły. I bardziej widowiskowe jest to wszystko. No, jak na event przystało.

 


I, jak na event przystało, wydarzenia dramatyczne są, trupów jest sporo… Standard, klasyk, ale czyta się dobrze. Cała t opowieść miała być crossoverem między seriami z Kapitanem Ameryką i Thorem, ale Marvel dostrzegł potencjał i zrobił z tego rzecz rozciągniętą na wszystkie najważniejsze postacie i serie. Plusem całości jest to, że rzecz wpasowywała się w panujące wówczas nastroje społeczne, co sprawnie wykorzystał scenarzysta opowieści – Matt Fraction, ten sam, któremu zawdzięczamy świetne historie pokroju serii „Hawkeye” czy fabuły „Iron Man: Pięć koszmarów”. O tym jednak lepiej opowiedzą Wam dodatki.

 


Czyta się więc to wszystko dobrze, szybko, czasem nawet doceniając rzetelną robotę, czasem jakiś pomysł. Ogląda tak samo, bo Immonen to świetny rysownik i nawet, jeśli trochę przesadzili tu twórcy z widowiskowością przemian, jest na czym oko zawiesić i klimacik jest tu naprawdę przyjemny. No i jest jeszcze polskie wydanie od „WKKM”, fajne, w dobrej cenie, z dodatkami, ale niestety niepełne. A może raczej nieprzemyślane tak do końca. Bo jak dla mnie dodatek „Fear Itself: The Worthy #1” można było sobie darować, za miast tego – albo i do tego, b to jednak tylko dwa zeszyty – dorzucić epilog w formie numerów #7.2 i 7.3 (tym bardziej, że mamy 7.1, robiony nie przez Fractiona, a dwa pozostałe, dopowiadające wiele ważnych rzeczy, jak chociażby los Thora, już do jego scenariusza, gdzieś wyparowały). Ale i tak fajnie jest i przeczytać warto, jeśli eventy lubicie.

Kolejność czytania eventu i tie-inów dostępnych po polsku:

·       Fear Itself: The Book Of The Skull #1

·       Sam strach #1-2

·       Fear Itself: The Worthy #1

·       Sam strach #3-4

·       Herc #3-4 (z tomu „Superbohaterowie Marvela: Hercules”)

·       New Avengers #14 (z tomu „Mockingbird” z Marvel Now)

·       Herc #5 (z tomu „Superbohaterowie Marvela: Hercules”)

·       Sam strach #5

·       Herc #6

·       Sam strach #6-7.1

Komentarze