The Amazing Spider-Man: Spider-Hunt - Howard Mackie, J.M. DeMatteis, Todd DeZago, Tom DeFalco, John Romita Jr., Joe Bennett, Luke Ross, Todd Nauck, Tom Lyle
Więc wracam do przygód Pajęczaka z czasów po wielkim klonowaniu, a przed rewolucją Straczynskiego i... Fajny to komiks. Wiadomo, nierówny, bo tak to jest,
jak się za jedną opowieść bierze kilku autorów kilku różnych serii – najlepsze
pozostaje to, co zaserwowali nam DeMatteis i Mackie – jednak nad przy tym
naprawdę dobry. „Spider-Hunt” to może i prosta historia o wrogu, który znów
chce zniszczyć życie Petera (i znów to jest ten sam dobrze nam znany wróg), ale
jednak twórcom udało się wykrzesać z niej coś intrygującego. Czyta się to
naprawdę dobrze, dynamicznie, zabawa jest udana, a komu za dużo było tego
przegadanego „Pająka” z ostatnich numerów, teraz znajdzie nieco miejsca na
oddech i nawet jeśli czasem naprawdę sporo tu tekstu, dzięki tym dynamiczniejszym
momentom i pewnym intrygującym elementom chce się to czytać.
Zycie Petera sypie się na całego. Nadal za jego
głowę wyznaczona jest nagroda, nadal Osborn knuje, nadal J. Jonah Jameson
działa razem z Osbornem… A tu nagle policja znajduje kolejnego oplecionego
pajęczyną bandytę. Niby standard, ale tym razem coś jest inaczej: bandzior nie
żyje, udusił się. Winny? Wiadomo, Spider-Man, więc zaczyna się na niego jeszcze
gorsze polowanie. A to dopiero wstęp…
Tymczasem Peter ma dość. Ledwie udało mu się oczyścić
po ostatnich wydarzeniach, a teraz wszystko wskazuje, że jest winny. Szuka
pomocy, daje próbki pajęczyny do analizy, by udowodnić, że jest niewinny, ale
jednocześnie Osborn prowokuje go na tak wielu polach, że swoimi kolejnymi zachowaniami
jedynie potwierdza, że stał się zły. Jakby tego było mało co chwila widuje
Goblina. Początkowo myśli, że to właśnie Norman, który chce go nękać także w
ten sposób, ale kiedy w trakcie walki z Osbornem widzi tę samą sylwetkę,
zaczyna zastanawiać się o co chodzi. Pojawił się nowy Goblin czy może Peter
zaczyna wariować? Albo, co gorsza, odpowiedź jest jeszcze inna. A tymczasem
polowanie trwa, pętla zaciska się coraz bardziej i kiedy porwany zostaje wnuczek
Osborna, mały Normie, a do akcji zaangażowany zostaje chociażby sam Punisher, dosłownie wszystko może się zdarzyć…
Ta historia to tak w ogóle nic innego, jak czystej
wody akcyjniak. Masa postaci poluje na Spidera, dopaść chcą go profesjonaliści
z giwerami, paru superłotrów, w tym nowy, bardzo potężny i tajemniczy Black
Tarantula, do tego zwykli ludzie, którzy chcą uszczknąć nieco kasy. Tworzy to
sytuacje, w których Peter musi ratować ludzi, ale jednocześnie jego akcje
ściągają na ratowanych zagrożenie, bo badassy nie przejmują się dzieciakami na
linii strzału, a i ratowani reagują panicznie na pojawienie się Pajączka. A tu
jeszcze wszystko układa się tak, że przypomina Peterowi, jak to MJ cierpi przez
to, że jej mąż wdziewa pajęczynę. Oczywiście obok tego dzieje się wiele rzeczy,
od tajemnicy postaci Goblina, przez przetasowania w „Bugle’u”, na osobistych
wątkach postaci skończywszy. I jest fajnie. Są tu sceny akcji, jakby potem
żywcem skopiowane w walce z Morlunem (tym mocniej się kojarzą, że tu też
machnął je Romita Jr.), są też momenty wtórne, ale i nie brak ważnych rzeczy.
No i są minusy. Bo wiadomo, bywa nierówno. Świetnie
pomyślane przez DeMatteisa zeszyty pełne są fałszywych nut, bo on dał tu
fabułę, ale scenariusz pisał już DeFalco i rozpisał się, ale nad rzeczami, nad
którymi rozpisywać się nie było co, ale pomijając to, nad czym przesiąść by
można na dłużej. Ale ogólnie rzecz wypada naprawdę dobrze. Nieźle napisany,
naprawdę fajnie zilustrowany – dużo Romity Jr.! – i konkretnie wydany. Bo sam
„Spider-Hunt” to opowieść na ledwie cztery zeszyty, tymczasem tu dostajemy zarówno
wprowadzenie, jak i co dalej, co łącznie daje nam dziesięć zeszytów. W skrócie,
warto. Nie jest to arcydzieło, nie jest to opowieść, którą każdy przeczytać
musi, ale kto Pająka lubi, będzie bawił się naprawdę dobrze.
Komentarze
Prześlij komentarz