Sensational Spider-Man. Znowu w czerni: Niezwykły przypadek cz. 1 - Roberto Aguirre-Sacasa, Ramón F. Bachs, Angel Medina

SPIDER-MAN W CZERNI I BIELI

 

W zeszłym roku Egmontowi coś nie pykło i wypuścił „Marvel Knights Spider-Man #2” z kilkoma źle wydrukowanymi rozkładówkami. Nie pierwsza taka sytuacja, bo wcześniej źle rozkładówki były w „Superior Spider-Manie” czy „Wojnie domowej”, a w „Lobo: Portret bękarta” w ogóle pominięto jedną stronę, ale to o Spidera zrobiła się spora burza. Bo to był taki trochę niefartowny czas, że fani mieli już wpadek dość – w czerwcu najpierw Mucha strzeliła sobie w kolano świadomie wydając „Świt synów nocy” z brakującymi stronami, zaraz potem, w lipcu, Egmont wypuścił „Superkwęka” z przekładem, jak z translatora (niedługo będzie poprawione wydanie), a w sierpniu doszedł ten „Spider”, a cena okładkowa prawie 210 zł, więc się czytelnicy wzburzyli. Teraz jednak Egmont w końcu naprawia błąd. Nie jest to może rozwiązanie idealne, ale czytelnicy, którzy kupili – albo kupią teraz – ten tom, dostają dodatkowo przedruk #35 zeszytu serii w wersji czarnobiałej, uzupełniony o kolorowe rozkładówki, które w oryginale były źle wydrukowane. A wszystko to w twardej oprawie. Wygląda to ładnie, pomysł fajny. Pewnie nie każdemu takie wyjście będzie pasowało, ale doceniam, że Egmont w ogóle coś z tym zrobił i to w takiej formie.

 

Dobra, żeby sprawiedliwości stało się zadość, parę słów o fabule. Świat wie, że Peter to Spider-Man, policja na niego poluje, w końcu dopada, ale okazuje się, że pod maską nie skrywa się Peter, a ktoś zupełnie inny. No i teraz pytanie, skąd naśladowca ma pajęcze moce? Sprawa ciekawi też samego Parkera i…

 

Fabularnie całkiem spoko zeszyt, ale to część większej całości i samego sensu czytać go nie ma, bo i po co. Sporo akcji, świetne rysunki zwłaszcza Mediny, którego kreskę możemy podziwiać tu w całej okazałości, bez kolorów czy greyscale’a (bo to nie po prostu przeróbka kolorowych plansz na czerń i biel, a po prostu plansze w tusz, ale bez koloru), a na koniec są te kolorowe rozkładówki. I ładnie to wygląda i wpada w oko i w ogóle. I można wygodnie postawić na półce obok głównego tomu.

 

Wiem, że wielu fanów liczyło na dodruk z poprawnie wydrukowanymi planszami, ale dostajemy coś takiego i w sumie to dobre rozwiązanie. Cały nakład nie idzie dzięki temu na przemiał, a to dobrze, bo ja jednak za ekologią jestem i marnowania czegokolwiek nie popieram, a rozkładówki mamy w dobrej jakości. No i mamy dodatkowy zeszyt do kolekcji, taki biały kruk do dostania tylko w tej formie, choć pewnie niejeden Janusz biznesu będzie próbował tym handlować.

 

A skoro o dostawaniu mowa to rzecz zdobyć można na kilka sposobów. Są miejsca, gdzie można odebrać stacjonarnie, są opcje dołączenia do zamówień, jak ktoś akurat kupuje coś w Gildii, a można też u samego wydawcy. Wystarczy okazać dowód zakupy i po sprawie – ja sam korzystałem z trzeciego wyjścia, bo jednak swego czasu wyhaczyłem komiks w dobrej promocji i sprawa po okazaniu paragonu cyfrowego załatwiona została sprawnie i szybko (ogłoszenie wydawcy było przedwczoraj, dzisiaj wpadł kurier z przesyłką). W skrócie: wpadka może zdarzyć się każdemu, grunt to przyjąć to na klatę i naprawić błąd. I Egmont zrobił to w całkiem dobrym stylu.

Komentarze