środa, 26 września 2018

All-Star Batman #2: Końce świata - Scott Snyder, Jock, Francesco Francavilla, Tula Lotay, Giuseppe Camuncoli

PLEJADA WROGÓW BATMANA


Jaka była najlepsza seria jeśli chodzi o "Nowe DC Comics"? Zdania na ten temat,  jak zwykle są podzielone, ale pisany przez Scotta Snydera "Batman", który wprowadził solidne zmieszanie w świecie tytułowego bohatera zawsze jest wymieniany wśród tych najbardziej cenionych. Działo się w nim w końcu dużo, szybko, z klimatem i pomysłem. Autor chciał też zrewolucjonizować nieco postać i jej świat, co udało mu się całkiem nieźle. W ramach "Odrodzenia DC" poszedł jednak inną, bardziej rozrywkową drogą, która jednak spodoba się wszystkim miłośnikom "Mrocznego Rycerza".


Batman kontra Mr Freeze. Batman kontra Poison Ivy. Batman kontra Szalony Kapelusznik. Batman kontra Ra’s. Ileż było już takich walk? Ileż razy Bruce musiał stawiać im czoła, żeby ocalić niewinnych, swoje miasto a nawet świat? Teraz znów musi zmierzyć się z nimi, wędrując od Alaski, przez Kalifornię i Missisipi, po Waszyngton. Wszędzie czekają na niego potężni przeciwnicy, uzbrojeni nie tylko w broń, ale też i kolejne szalone plany. Co jednak ich łączy? Jaki jest cel tego wszystkiego? I co kryje się za tymi wydarzeniami?


Komiksy zebrane w albumie "All-Star Batman: Końce świata" to nic innego, jak seria walk Mrocznego Rycerza z jego największymi wrogami. Jeden po drugim, plejada największych złych uniwersum nietoperza przewija się przez strony historii, ukazując ich różnorodność i serwując nam historie osadzone w rożnych gatunkowych ramach. Od typowego kryminału zaczynając, na horrorze skończywszy, Snyder wnika w mitologię postaci, która mocno czerpała zawsze z wiktoriańskich klimatów.


Fabularnie rzecz jest równie udana, co pierwszy tom. Nie ma tu większych nowości i takiej dozy brutalności, ale każdy, komu podobała się tamten komiks, z tego będzie bardzo zadowolony. Nieco gorzej jest z szatą graficzną, bo rewelacyjnego Johna Romitę Jr. zastąpiła tu grupa artystów o rożnych stylach. Rzecz jest więc nieco prostsza, bardziej brudna, momentami wręcz niechlujna, choć wszystko to nieźle pasuje do całości. Nieźle, bo gdyby ilustracje zrobił wspomniany Romita Jr., byłoby po prostu znakomicie.


Czy muszę dodawać coś jeszcze? Miłośnicy Batmana będą bawić się znakomicie, więc polecam im ten album z czystym sercem. To udana historia i jestem ciekaw co jeszcze Snyder wymyśli, bo akurat pomysłowości odmówić mu nie można, nawet jeśli nie zawsze – tak, jak na przykład teraz – potrafi zaskoczyć.




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza