wtorek, 11 czerwca 2019

Grass Kings #3 - Matt Kindt, Tyler Jenkins

KONIEC POŚRÓD TRAW


Finał „Grass Kings” nadszedł wielkimi krokami. Seria, choć krótka, okazała się jednak intensywnym i bardzo przyjemnym doświadczeniem. Całość może i nie ustrzegła się drobnych błędów, ale za to urzekła klimatem, wykonaniem i prostym, ale jakże chwytliwym pomysłem na akcję. Teraz, po ostatnim tomie, śmiało mogę powiedzieć, że jestem usatysfakcjonowany i nie żałuję ani chwili czasu spędzonego w Królestwie Traw.


Zaczęło się lata temu na styku dwóch pokoleń. Hubert Sr. został wówczas szeryfem Cargill, jego zastępcą zaś stał się jego syn. I to wtedy w mieście wypłynęło pierwsze ciało. Niestety zwłoki nie były jednorazowym wypadkiem, a zapowiedzią. Ginęły kolejne osoby, nikt nie wątpił, że oto pojawił się seryjny morderca, a jego działania dotknęły także okoliczne miasta – Raven i, oczywiście, Królestwo Traw. Sama sprawa, jak i metody radzenia sobie z nią poróżniły ojca i syna, poróżniły też mieszkańców i same miasta….

… a teraz paranoja trwa. Spirala szaleństwa i przemocy nakręca się coraz bardziej, a działania ludzi prowadzą do coraz poważniejszych konsekwencji. Gdy niektórzy szykują się na wojnę z federalnymi i starają się zaangażować do działania bogacza, który nie chciałby kontaktów z władzą, a który mógłby dostarczyć im broń, inni zmagają się z problemami osobistymi. Gdy kulminacja wydarzeń zbliża się wielkimi krokami, trzej bracia będą musieli połączyć siły i zawalczyć o to, co jest dla nich ważne. Co jednak wyniknie z tego wszystkiego? Kto przeżyje a kto zginie? Kto jest mordercą? I jakie jeszcze sekrety skrywają Królestwo Traw i jego mieszkańcy?


„Grass Kings” to nie tyle komiks, co dobrze przemyślany, świetnie skrojony jednosezonowy serial zamknięty w formie graficznej opowieści. Poszczególne rozdziały skonstruowane jak epizody telewizyjnej produkcji, galeria wyrazistych bohaterów, małomiasteczkowa społeczność, tajemnice, klimat, akcja… Gdyby Stephen King miał napisać stricte sensacyjną opowieść w odcinkach, pewnie tak właśnie by wyglądała. Zresztą to gotowy materiał na tego typu produkcję, którego nawet nie trzeba by było wiele przerabiać. Tu nawet dialogi doskonale nadają się pod adaptację, a gdyby tak zebrać dobrą obsadę…


Ale wróćmy do komiksu. Fabularnie to kawał dobrego dreszczowca akcji, ale jak na podobną opowieść przystało, najważniejszy w nim – obok zagadek – jest klimat. A ten w dużej mierze spoczywa na szacie graficznej. Na szczęście artyście udało się zbudować doskonały nastrój, choć w większości plansze są jasne, pełne pastelowych barw i delikatności. A jednak kryje się w tym mrok, napięcie i znakomite oddanie scenariusza – tak znakomite, że szata graficzna wypada jeszcze lepiej niż fabuła.


Dlatego, bez zbędnego przedłużania, polecam bardziej niż gorąco. „Grass Kings” to kawał świetnego komiksu dla dojrzałego czytelnika. Aż chce się usiąść i jeszcze raz przeczytać całość od początku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz