poniedziałek, 14 września 2020

Skarga utraconych ziem – Jean Dufaux, Grzegorz Rosiński

NA ZIEMIACH CELTYCKICH LEGEND


Skarga utraconych ziem” to komiks, który miał pełne prawo mnie zawieść. Nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem fantasy, dzieła Rosińskiego co prawda cenię, ale nie uważam go za autora, którego wszystkie prace koniecznie muszę mieć, a i fabuła serii, kiedy po nią sięgałem lata temu, nie brzmiała dla mnie szczególnie zachęcająco. Dlaczego więc całość poznałem? Miałem okazję przeczytać kilka fragmentów i coś mnie w nich kupiło. Coś do mnie trafiło. Kupiłem więc pierwszy tom i trafiło mnie. Potem regularnie kupowałem kolejne i chociaż przestałem po pierwszym cyklu, nadal uważam, że to rzecz, którą każdy miłośnik fantastyki i europejskiego komiksu powinien poznać.


Jeśli chodzi o treść, to wszystko obraca się wokół legendy o skardze utraconych ziem, która ma zakończyć zły czas i młodej Sioban, dziedziczki prawowitych władców, która ma odzyskać władzę z rąk uzurpatora, złego maga Bedlama. Jak się można domyślić, nie będzie łatwo. Sytuacja jest trudna, przeszłość zawiła i tragiczna, a przyszłość niepewna. Tu nikt nie jest bezpieczny, każdy może być wrogiem, ale są też sojusznicy. Czy Sioban przetrwa i odzyska to, co jej należne, a skarga utraconych ziem zabrzmi na ziemiach Eruin Dulea?


Chociaż „Skarga utraconych ziem” to rzecz mocno oparta na celtyckich mitach, sama Sioban to taka tutejsza wersja Joanny D’Arc. Chyba inaczej nie da się jej określić. To jednocześnie silna postać kobieca, której komiksowa fantasy po prostu było potrzeba. Z jednej strony wciąż dziecko, które nie jest gotowe stawić czoła przeznaczeniu, jakie ją czeka, z drugiej to kobieta, która jest w stanie wykrzesać z siebie zaskakująco wiele siły i determinacji, kiedy wymaga tego sytuacja. I to właśnie na niej oraz innych postaciach bardzo mocno opiera się cała opowieść. Nie są to bohaterowie skrojeni na miarę mistrzów literatury, ale jak na swój gatunek wypadają naprawdę dobrze, choć mocno klasycznie.


Cała reszta to typowe fantasy oparte na klimacie średniowiecza. Zamki, księżniczka, miecz, magia, spiski, walka o władzę, legendy… Wszystko to, czego wymaga się od gatunku, łącznie z obowiązkową dla europejskiego komiksu erotyką, znajduje się w „Skardze utraconych ziem”. Gdzie więc tkwi siła tej serii? W dobrym wykonaniu. Klasyczne motywy zadowolą każdego fana gatunku, ale lekko i sprawnie poprowadzona fabuła dostarczy przyjemności wszystkim, dla których przygodowa opowieść jest czymś atrakcyjnym. Nie byłoby oczywiście tak dobrze, gdyby nie mistrzowskie ilustracje Rosińskiego. Nasz rodak wciąż pozostaje jednym z najlepszych artystów komiksowych, genialnie oddając tła, realia historyczne i klimat.


Dobrze więc, że komiks powrócił na rynek w kolejnym zbiorczym wydaniu. Co prawda chyba każdy nim zainteresowany zdołał już kupić którąś z poprzednich edycji, niemniej jeśli jeszcze tego nie zrobił, teraz ma ku temu doskonałą okazję. Ja ze swej strony polecam i tylko mam nadzieję, że doczekamy się zarówno omnibusu drugiej serii „Skargi utraconych ziem”, jak i w końcu wydania świeżego jeszcze cyklu „Czarownice”. Byłoby miło.


Inne komiksy, jak i nowości wydawnicze znajdziecie tu:


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza