Amazing Spider-Man Vol. 10: New Avengers – J. Michael Straczynski, Mike Deodato Jr., Mark Brooks

PRZEPROWADZKA DO SIEDZIBY AVENGERS


Ta kolejna sześcioczęściowa historia od Straczynskiego to niestety już potwierdzenie schematyczności w jaką w serii w tym momencie popadł. Owszem, nadal to bardzo przyjemny kawał komiksu, ale nic poza tym. Oczywiście całe to sarkanie odnosi się przede wszystkim do oceniania jej na tle ogółu runu Straczynskiego, który pokazał nam wiele genialnych opowieści, bo na tle większości spidermanowych komiksów „New Avengers” nadal jest świetny.

 

Peter nigdy nie miał łatwo i łatwo nie ma także teraz. Spłonął dom May i Peter wraz z rodziną zmuszony jest przeprowadzić się do Avengers Tower. Jakiś plus tego, że jest członkiem Avengers. Ale wkrótce pojawiają się kolejne problemy, bo oto Hydra planuje ataki, a jeden z nich przeprowadza z użyciem złych sobowtórów Mścicieli. Jakie są jednak prawdziwe zamiary terrorystów?

 

Ten tom, jak i poprzedni, jest dość mocno schematyczny. Przede wszystkim dlatego, że Straczynski, odrzucając to, co wychodzi mu najlepiej, czyli obyczajowe i zaangażowane emocjonalnie historie, skupił się na tym czego chcą niewymagający, typowi czytelnicy, czyli akcji. Nie jest to zły schemat, ale jednak schemat i przydałby się powiew jakiejś rewolucji. Z tym komiksem jest jednak jak z tytułem jednego z zeszytów „Unintended Consequences”: Straczynski już raz wykorzystał go w „Spider-Manie” i to co pokazuje w tej historii jest jedynie zlepkiem tego, co było. Brak tu oryginalności, inwencji, pomysłowości… Czyta się to szybko, ale bez zachwytu i bez refleksji.

 

Ale jednak nadal czyta się świetnie. Co tu dużo mówić. Nie ma tu miejsca na nudę, tempo jest dobre, akcja udana, a im bliżej finału, tym zaczyna dziać się więcej i zdecydowanie ciekawiej. Nawet jeśli sam finał starcia z Hydrą jest zbyt szybko poprowadzony i nie do końca przekonujący, Straczynski w ostatecznym rozrachunku radzi sobie na poziomie.

 


No i jeszcze rysunki. Te są tradycyjnie już znakomite, choć są momenty, gdzie sprawiają zrobionych pospiesznie albo od niechcenia. Najlepiej jednak wypadają te mroczne, pełne zabaw światłem i cieniem i mogące popisać się swoim realizmem. A takich scen bynajmniej tu nie brakuje. I tylko czasem odnosi się wrażeni, że aż taki realizm jest Pająkowi zbędny. No ale kwestia gustu.

 

Reasumując, choć tom stara się wprowadzić pewną rewolucję w życiu Petera, na tym polu wypada dość blado. Ale jako rozrywkowy komiks akcji sprawdza się bardzo dobrze. Na szczęście kolejna część to już historia „Other: Evolve or Die” – 12 zeszytów, które znów wywrócą życie Pająka do góry nogami. I przy okazji przypomną o tym, w czym Straczynski jest najlepszy. Szkoda tylko, że będzie on dzielił ten pajęczy event z innymi twórcami, którzy znacząco będą zaniżali poziom. Ale o tym następnym już razem.

Komentarze