Po zrewolucjonizowaniu superbohaterskiej strony
życia Petera i kilku osobistych, mocnych akcentach, Straczynski postanowił wziąć
na warsztat jego młode lata i trochę w nich namieszać. W konsekwencji powstał
kolejny świetny tom, który o wiele lepiej jednak wypadałby, gdyby odrzeć go z
akcji i popisowych walk, a skupić na psychologii. Wciąż jednak zabawa
prezentuje wyższy poziom niż inne, podobne tytuły.
Charlie i Peter zawsze byli, jak bracia. Obaj
outsiderzy, w szkole byli prześladowani i mimo trudnych relacji między sobą,
nawiązali nić porozumienia. Teraz, po wielu latach Charlie odwiedza Petra z
prośbą o pomoc w naukowym projekcie. Wymyślił coś na kształt drugiej skóry,
odpornej na wszelkie urazy i chce zarobić na kontrakcie z wojskiem. Niestety wkrótce
dochodzi do wypadku, który zmienia Charliego nie do poznania. Od teraz obaj
dawni przyjaciele będą musieli stać przeciwko sobie i…
Pomysł powtórkowy, bo w końcu Peter już nie raz
musiał zmagać się z dawnymi przyjaciółmi przemienionymi we wrogów, ale
Straczynski znów pokazuje, co potrafi wyciągnąć ze schematów. Świetny
scenariusz, znakomite rysunki (John Romita Jr. opuścił co prawda pokład, ale
znakomity, operujący mocno realistycznym stylem Mike Deodato Jr. godnie go zastąpił
– niestety słabe ilustracje towarzyszącego mu tworzącego retrospekcje Marka Brooksa
psują efekt) i dobrze poprowadzona fabuła sprawdzają się tu znakomicie.
Widać już jednak, że Straczynski powoli zaczyna
nudzić się opowieścią, a co za tym idzie jego run, powoli dobiega końca. Z
jednej strony żal jest tego faktu, bo wiele opowieści, które przedstawił były
genialne, z drugiej można się cieszyć, bo zaczyna mu już brakować inwencji i
historie popadają w schematyczność. Przyjemną dla czytelnika, ale nadal
schematyczność. Patrząc jednak z perspektywy czasu, wolałbym żeby Straczynski
ciągnął swoją opowieść jeszcze długo, bo nawet owo powielanie schematów w jego
wykonaniu wypadało o wiele lepiej, niż zeszyty pisane potem przez Slotta.
Wracając jednak do „Skin Deep”, to trzeba rzec, że
rzecz nadl robi robotę. To szybko podana historia z porcją emocji i humoru… W pewnym
momencie zaczyna tu dominować akcja, przez co jakość spada, jednak sam finał nie tyle daje radę, ile znów podnosi poziom i przypomina, za co kocha się Straczynskiego. Poza tym wciąż widać tu zarówno pomysłowość, jak i talent scenarzysty o swojskim dla nas nazwisku, więc ja ze swej strony, tradycyjnie, polecam niezmiennie gorąco. Fajnie, że niedługo będziemy mieli to wszystko po polsku.



Komentarze
Prześlij komentarz