Spider-Man: The Other - Evolve or Die – Peter David, Mike Wieringo, Rginald Huldin, Pat Lee, Joseph Michael Straczynski, Mike Deodato Jr.
Fabuła „The Other: Evolve or Die” to zdecydowanie
największy pajęczy event z czasów, kiedy nad przygodami Pajączka pracował
Straczynski. To też kawał świetnej opowieści, którą poznać powinien każdy
miłośnik tej postaci. Chociaż ze względu na fakt, że na dwunastozeszytową
całością pracował cały zastęp scenarzystów i rysowników, bardzo nierówną. No i trzeba pamiętać też, że to niemal dosłowna kopia jednej z fabuł czasów
Pewnego dnia Peter ma sen, w którym widzi Morluna i Kravena. Niby nic takiego, ale do czasu. Po
przebudzeniu jednak jeszcze nic na to nie wskazuje, więc, jak co dzień, nasz Pajęczak angażuje się w zwyczajne życie pająka, ale ciągle
towarzyszą mu zaszczepiona snem myśli o śmierci. Kiedy w starciu z nowym wrogiem zostaje ranny i traci
przytomność, nie wie jeszcze czym się to skończy. Opatrująca go dr. Costello przeprowadza badania i odkrywa, że Peter
jest umierający, bo zabija go mutacja, która dała mu moce. Od tej chwili nasz
heros będzie musiał poradzić sobie ze świadomością własnej śmiertelności i
pożegnać z bliskimi i światem, jak należy. Ostatnie dni staną się dla niego
jednak nie tylko czasem spełniania marzeń, które zabiorą go w podróż w czasie i
kolejnymi badaniami, jakie przeprowadzają na nim najwięksi geniusze świata, ale
też walka. Bo oto zza grobu powrócił Morlun i chce za wszelką cenę zabić
Pajęczaka. A nie jest jedynym łotrem, który szaleje po mieście…
Po świetnych typowych dla Starczynskiego zeszytach, gdzie
działo się wiele, ale w bardziej życiowy sposób, a potem tych mniej porywających, bo stricte superhero – co mnie już mniej kupowało – „The Other”
to pewien powiew świeżości. Bo niby powrót do tych superbohaterskich klimatów, ale przede wszystkim iście epicka,
wywracającą życie Petera do góry nogami opowieść, gdzie dużo wątków obyczajowych i dobrze rozegranych. I przy okazji opowieść, która jako pierwsza
od wielu lat zaangażowała kilka pajęczych serii by opowiedzieć ją, jak to
robiono w dawnych czasach (co równocześnie jest formą wyciągnięcia większej
ilości funduszy od czytelników, którzy przez „Innego” zmuszeni zostali kupować
teraz trzy serie miesięcznie – „Amazing Spider-Man”, „Marvel Knights:
Spider-Man” i „Friendly Neighborhood Spider-Man”, no ale cóż). Jednocześnie to powrót
rozległych fabuł tworzonych przez wielu artystów, wszystko fajnie, jak dawniej, z graniem na sentymentach i... i tu pojawiają się pewne
problemy.
Pierwsza część tej historii złożona z trzech
zeszytów napisanych przez Petera Davida, nie powala wprawdzie na kolana, ale
wprowadza nieco przyjemnej odmiany. Mamy więcej humoru, ciekawej akcji…
znalazło się parę błędów, ale ogólnie nie mogę się do niczego, kolokwialnie mówiąc,
przyczepić. Podobnie jest z kolejnymi trzema numerami, jakie napisał Reginald
Hudlin, ale za jego „panowania” nad opowieścią zdarzyła się prawdziwa perełka w
postaci zeszytu „Retreat”. Ale i tak najlepiej jest w części trzeciej, w całości
napisanej przesz Straczynskiego, który zmienia „The Other” w ponury, gorzki i przesycony
emocjami event, gdzie bardziej liczy się bohater, jako człowiek, jego relacje i
psychika, niż popisy superhero. Pozostałe zeszyty to miks scenariuszy tej
ekipy, mniej lub bardziej udane, choć satysfakcjonujące na sam koniec, mimo że to powtórka z rozrywki, bo za wielkiego klonowania była niemal identyczna fabuła tylko z innymi złymi.
Ale graficznie rzecz nie zadowala. Co prawda są tu
świetne ilustracje Mike’a Deodato Jr., ale przeciętne prace Mike’a Wieringo nadają
się co najwyżej do komiksów dla dzieci i młodzieży, gdzie infantylna cartoonowość nie
przeszkadza. Tu jednak wypada to słabo. Ale niestety to, co serwuje nam Alan
Lee to prawdziwa beznadzieja. Mangowa estetyka zostaje tu zamordowana przez
tragiczne ilustracje, w których proporcje się gubią, cienie to porażka, a
nadrabianie niedostatków rysownika komputerowymi fajerwerkami gryzie w oczy, a mnie doprowadzała do zgrzytania zębami.
Mimo takich wpadek, „The Other” to wciąż świetna
historia, otwierająca nowy rozdział w życiu Petera. Potem wszystko to gdzieś
się zatraciło, rozmyło w jeszcze bardziej wtórnych fabułach kolejnych scenarzystów, ale tu robiło wrażenie i wywoływało wiele emocji. Znać więc nie tylko trzeba, jeśli jest się
fanem, ale i po prostu warto.




Komentarze
Prześlij komentarz