Po świetnym „The Return Of Anti-Venom” i całkiem
udanym evencie „Spider Island”, kolejny tom „Amazing Spider-Mana” to już spadek
formy. Kolejny w tej serii za czasów Dana Slotta. Co prawda przygody Pajęczaka
nigdy nie trzymały jednego poziomu, ale nigdy wcześniej różnice te nie były aż
tak widoczne. Nadal jednak to całkiem przyzwoita rozrywka.
Spider-Man bada sprawę nastolatka, który zginął
spadając z dużej wysokości. Jego drogi przecinają się z drogami Carlie, która
właśnie go rzuciła, a która prowadzi własne śledztwo. Tymczasem wydarzenia
znane, jako Pajęcza wyspa odbijają się coraz szerszym echem na świecie i w
popkulturze…
Kolejne kłopoty w życiu Petera i kolejna porcja
niezłej rozrywki. Brak tu nieco pomysłu, a rysunki nie powalają, ale czyta się
przyjemnie. Bezrefleksyjnie i z pewną dozą zawodu po poprzednich wydarzeniach,
ale i tak nieźle. Może dlatego, że Vulture nigdy nie był moim ulubieńcem, jeśli
chodzi o wrogów Spidera? Ten komiks tego nie zmienił, ale i nie pogłębił mojej
niechęci. Ot tylko tyle i aż tyle.
W kolejny zeszycie, który wchodzi w skład tomu Doc
Ock przenosi swoje bezwładne, konające ciało do nowej, ostatecznej zbroi.
Kameleon, który zinfiltrował siedzibę Inteligencii, donosi mu, że ci
przygotowali broń masowego rażenia. Złowieszcza Szósta atakuje więc siedzibę
wrogów...
Oto numer „Spider-Mana” bez... Spider-Mana. Pająk
pojawia się tu tylko i wyłącznie na okładce, a cała reszta należy do
Złowieszczej Szóstki. Fabuła jest dość prosta, ale niezła. Dodatkowo wprowadza
do nadchodzącego wielkiego wydarzenia, czyli „Końców Świata", choć
jednocześnie nie dzieje się tu nic szczególnego, co miałoby jakieś większe
znaczenie dla czytelników.
Całość zamyka dwuczęściowy crossover z Daredevilem.
Black Cat powraca po dłuższej nieobecności i zostaje wrobiona w napad na Horizon Labs. Wciąż załamany po zerwaniu z Carlie Spider-Man prosi o pomoc Daredevila, ponieważ wie, że Kotka jest niewinna. Kiedy bowiem dokonano kradzieży, była z nim. Wkrótce cała trójka łączy siły, by rozwiązać problem…
Black Cat nigdy nie wydawała mi się udaną postacią.
Kopia Catwoman z Batmana, kopia tak wierna, że aż ocierająca się o plagiat,
drażniła właśnie tym brakiem oryginalności. I drażni nadal, choć po latach w
pewnym stopniu przekonałem się do niej.
Drażni też coś jeszcze - to, że ten zeszyt jest kolejnym wyciągaczem pieniędzy
z kieszeni czytelników. Ci bowiem, którzy czytali tylko „Amazing Spider-Mana” w
formie zeszytowej, musieli dodatkowo kupić ósmy zeszyt „Daredevila”, bo tak
czekał na nich finał opowieści. ci, którzy sięgnęli po wersję albumową nie mają
tego problemu, ale warto o nim wspomnieć.
Nie zmienia to jednak, że historia ta jest nieźle
napisana i przyjemnie zilustrowana. Prostota, królująca w rysunkach plus
nastrojowy kolor dają miłe dla oka wrażenia. Do tego dochodzi udany finał… Ale
żeby wiedzieć co dalej, będziecie musieli już sięgnąć po „Daredevila”. A to,
niestety, irytuje.
I to właściwie tyle, co należy o tym tomie
wiedzieć. Niezła treść niewiele jednak wnosi do całości, nie zaskakuje ani nie
zachwyca. Nie nudzi przy tym, ale mogło być o wiele lepiej, gdyby tylko oddać
opowieść w ręce innych twórców.




Komentarze
Prześlij komentarz