GTA III: The Definitive Edition (PC)

GIE TA A TRZY DE

 

No i w końcu dotarłem. „GTA III”, pierwsza 3D gra z serii, na dodatek świętująca w tym roku ćwierćwiecze swojego powstania, może i jest najmniej ceniona z trójwymiarowych odsłon, ale nadal to kawał znakomitej rozrywki. Twórcy dopiero się tu uczyli, jak tworzyć wielki świat i misje, w późniejszych grach wszystkie te elementy zostały tylko poprawione, podkręcone i rozbudowane, ale tu wszystko się zaczyna i nie mam powodów do narzekań. Po prostu jeszcze jedna, świetna gra z serii. I, w odróżnieniu od pozostałych z „Definitive Edition”, ta nie wymagała pada by wszystkie misje przejść bez najmniejszego problemu.

 

Głównym bohaterem jest milczący Claude. Kiedy w trakcie napadu na bank własna dziewczyna wystawia go do wiatru, chłopina trafia za kratki. Los chce, że w trakcie transportu więzienna furgonetka zostaje zaatakowana przez gangsterów, którzy chcą odbić innego bandziora, w efekcie czego Claude nie tylko zyskuje wolność, ale i nawiązuje znajomości, wkręcając się w pracę dla mafii, a to dopiero początek…

 

Oj oberwało się kiedyś tej grze i to nieźle. Gramy gangsterem, robimy nieprzyjemne rzeczy, niewinnych zabijamy na każdym kroku, bo jednak wpadają pod koła czy giną w strzelaninach, a my jeszcze za zabijanie nagradzani jesteśmy – nawet jeśli przejedziemy takiego przechodnia, aż chrupnie nam pod kołami, to chociaż do misji żadnej się to nie liczy, to jego kasę zwinąć możemy i tak. Na prostytutki też możemy się wybrać (i nam to podniesie ilość życia), palić gangsterów i przechodniów żywcem też jest opcja. No dużo tu możliwości zadawania bliźnim śmierci i cierpienia. Dlatego gierka tu i tam musiała wyjść ocenzurowana, spotkała się z krytyką, a i sprawdzano wiek kupujących ją graczy… Ba, była nawet sytuacja, gdzie pod wpływem „3” dwaj nastolatkowie zabili człowieka. To tak w skrócie. Teraz ta gierka wrażenia brutalnością nie robi. Kolejne odsłony były mocniejsze (pamiętacie wyrywanie zębów?), a i nie brak gier  (czyt. „Postal”, „Hatred” etc.), która pod względem kontrowersji i rzezi idą o wiele dalej, ale…

 


No dobra, jeśli chodzi rozgrywkę, „GTA III” to typowy sandbox. Mamy dla siebie całe miasto do zabawy – zbudowany na trzech wyspach odpowiednik Nowego Jorku – dużo ukrytych rzeczy do znalezienia i aktywności pobocznych. Nadal to ledwie część tego, co seria zaczęła oferować od „San Andreas”, ale wciąż jest co porobić i nad czym spędzić czas. A to robienie to jazda samochodem, wykonywanie misji: a to kogoś ubić, to samolot zestrzelić, to zebrać paczki czy coś tam, to znów wyścig jakiś wygrać. Standard. Jest akcja, jest humor, są błędy (zlikwidujcie w końcu to, że bohater wpadnie do wody to umiera… co gorsza tu np. stoisz na brzegu w wodzie po kolana i on ginie, bo się utopił…), ale frajdy jest wiele. Graficznie rzecz ładnie podkręcona, klimatyczna i w ogóle. Ale kwestia radia mnie boli, bo w każdej części „GTA” było co posłuchać, a tu jeździłem bez  włączania go. W większości stacje mają słabe kawałki, nic niczego nie rwie… Szkoda, ale i tak bawiłem się dobrze przez jakieś 30 godzinek. A chociaż gra ma już swoje lata, nadal jest po prostu znakomita i fajnie wprowadza w świat, który z części na część jest tylko coraz lepszy.

Komentarze