Masterpiece: Frank Miller's the Dark Knight Returns (film)

POWRÓT DO „POWROTU MROCZNEGO RYCERZA”

 

„Powrót Mrocznego Rycerza” obchodzi w tym roku swoje czterdzieste urodziny. Jako, że to jeden z najważniejszych komiksów amerykańskich dziejach, w temacie trochę się dzieje. Po polsku wystartował niedawno test kolejnej kolekcji, tym razem poświęconej Batmanowi, a „PMR” wychodzi zarówno w wydaniu „Compact” (tanio, prawie kieszonkowo), jak i ma wyjść ekskluzywnie, w dużym formacie i w ogóle. A ja wraca, odświeżam, a to komiks, a to filmy na jego podstawie, a to w końcu ten dokument sprzed 13 lat – „Masterpiece: Frank Miller's the Dark Knight Returns”. Dokument świetny, ale też mający i swoje minusy. Ale po kolei.

 

Więc tak. Dokument można podzielić w zasadzie na dwie części: zarys tego, jak wyglądała droga Millera do sławy, a co za tym idzie także i zarys ówczesnego świata komiksu, który Frank zmienił oraz opowieść o „Powrocie Mrocznego Rycerza”. Wszystko to zaś wypełnione wywiadami z twórcami komiksu, jak i ludźmi, którzy odpowiadali za najlepsze opowieści o Batmanie i…

 

Zacznę od tego, co mi tu zgrzyta. Film może i szczegółowo omawia proces powstawania komiksu, zajmując się i scenariuszem, i rysunkami, i tuszem i kolorem także, ale o ile mamy tu wywiady z Frankiem Millerem (scenariusz, rysunki) i Klausem Jansonem (tusz), o tyle żadnej rozmowy z Lynn Varley, która całość genialnie pokolorowała, nie ma. Nie wiem, jak to wyglądało, wiadomo, że jej związek z Millerem burzliwy był, a rozstanie jeszcze bardziej, nie wiem, które z nich nie chciało mieć z drugim do czynienia i pojawiać się razem albo czy komuś może przyszło do głowy, żeby ją ominąć, ale szkoda jest i tyle, bo strona wizualna albumu, jej siła to w dużej, może nawet większej mierze zasługa Lynn, niż Franka. Zwłaszcza, że mamy tu rozmowy z ludźmi, którzy z „PMR” nie mieli nic wspólnego.

 

Bo właśnie rozmowami ten dokument stoi. Poza twórcami komiksu mamy tu wywiady z Dennym O’Neilem, Grantem Morrisonem czy Bruce’em Timmem (i wybór tych ludzi się rozumie, bo to dla Gacka legendy), ale taki Mike Carlin czy Michael E. Uslan to zbędne zapychacze moim zdaniem. Ogólnie jednak wszyscy opowiadają ciekawą historię, mnóstwo ciekawostek i faktów. Dowiadujemy się, jeśli jeszcze tego nie wiemy, jak Miller zmienił komiks amerykański, jak zmienił formy wydawania, skąd czerpał inspiracje i wpływy, dlaczego nigdy nie porzuci rysowania ręcznego, tradycyjnymi metodami i narzędziami, skąd wziął się pomysł na Robin, skoro autor nie chciał wcale tej postaci etc. etc. etc. To też ciekawa analiza samego „Powrotu”, poszczególnych scen i elementów. I to wszystko, włącznie ze wspominkami, sentymentalną nutą i solidną dawką lekcji historii jest po prostu świetne.

 

I chociaż czasem za dużo w tym wszystkim tych innych, a za mało samego Millera, i chociaż brakuje Lynn, film absolutnie wart jest uwagi. Jako hołd, jako komiksowy dokument i po prostu kawał ciekawego obrazu o artystach. Prawdziwi, nakręcani na temat fani 99% zawartych tu informacji i tak już wiedzą, ale przecież tych fanów, a w zasadzie fanatyków nie jest znów aż tak wiele.

Komentarze