Ostatnio skończyłem czytać wszystko Kinga, co
wyszło po polsku (a i sporo tego, czego nam poskąpiono też zaliczyłem), więc
postanowiłem sprawdzić, czego recenzji jeszcze tu nie wrzucałem i nadrobić te
luki. I zaczynam chronologicznie, od „Podpalaczki” i… No właśnie, kolejna książka
Króla, z którą mam problem. Swego czasu sporo spodziewałem się po niej, bo
wszędzie chwalenie etc. Do tego to taki autoplagiat z „Carrie” trochę, a ja „Carrie”
uwielbiam i chętnie w ten schemat wchodziłem, a
tu… Co tu dużo mówić, rozczarowanie było duże. Z drugiej strony to i tak
o niebo lepsza książka od „Desperacji”, „Bezsenności”, „Histori Lisey” czy tego,
co King robi o Holly Gibney, bo i lepiej pisana, i z jakimś klimatem.
Śledzimy losy dziewczynki imieniem Charlie i
jej ojca Andy’ego. Dziecko okazuje się posiadaczką telepatycznych zdolności
pozwalającej jej rozpalać ogień siła woli. Wszystko przez to, że rodzice dziecka
przed laty brali udział w rządowych eksperymentach. Teraz dziecko, które może
być wielkim zagrożeniem, staje się celem rządu – a dokładniej organizacji
zwanej Sklepik – który zaczyna polowanie i…
Jak pisałem na wstępie, niby nic w tym pomyśle
odkrywczego, ale można było zrobić z tego coś w klimatach „Carrie”. Czyli po prostu
lekkiego, nieprzesadzonego horroru, w którym moce mogą pomóc, ale prędzej sprowadzą
zagładę. Oczywiście można by też pójść dalej i oczekiwać fajnej przypowieści o
tym, jak wielka moc nie tylko łączy się z odpowiedzialnością, ale przede
wszystkim z zagrożeniem i tym, co ze sobą niesie. Wreszcie, gdyby King był
wielkim pisarzem, a nie wyrobnikiem, to mogła stać się fascynująca satyra, stanowiąca
ilustrację hasła o daniu dziecku broni, ale… Nie wyszło nic z tego, a i jako
nawet czysta rozrywka rzecz jest bardzo miałka i przeciętna.
Pomysł pomysłem, ale stylistycznie też nie
jest najlepiej. King ma kilka świetnych momentów, które potrafią wzbudzić wiele
emocji, ale niestety można je policzyć na palcach jednej ręki. A jakby tego
było mało, chociaż to nie cegła pokroju „Bastionu” czy „To”, nie brakuje tutaj solidnej
dawki męczących dłużyzn. Akcja nie ma dynamiki, chociaż została skrojona
właśnie pod nią, bo King za bardzo rozwleka to, co powinno pędzić przed siebie
na złamanie karku, a postacie w zasadzie niewiele nas obchodzą. A i samo pisarstwo
jest jakieś takie toporne, zwłaszcza, że King zamiast zostawić coś naszej wyobraźni,
na siłę musi wszystko zaprezentować.
Komu więc mogę polecić tę powieść? Albo
zagorzałym fanom Kinga, albo równie zagorzałym miłośnikom horrorów. To nie jest
zła książka, ale kolejna przeciętna pozycja w dorobku autora. Kultowa i choćby
dlatego warta poznania, ot dla wyrobienia sobie własnego zdania, ale bardzo
typowa, oczywista i banalna.

Komentarze
Prześlij komentarz