Armada #1: Ogień i popiół - Jean David Morvan, Philippe Buchet

NAGO PO KOSMOSIE


Jakoś mnie tak ostatnio naszła ochota, by raz jeszcze, nie wiem już po raz który, przeczytać „Armadę”. No to czemu nie? Ochota jest, czas jest, albumy pod ręką też w zasadzie, trzeba tylko chwilę w regale pogrzebać, bo trochę głębiej leżą. A przede wszystkim to świetna seria, więc wróciłem i znów super się bawiłem. A i sentyment ożył, bo po losy Navis po raz pierwszy sięgnąłem mając kilkanaście lat. Urzekł mnie jej fragment opublikowany w jednym z numerów „Świata Komiksu”. Nie będę ukrywał, że ujął też w pewnej części erotyką, bo – poza tym, że to świetnie narysowana opowieść – po tych kilku stronach niewiele dało się o nim powiedzieć. Na szczęście dzieło duetu Morvan / Buchet okazało się czymś o wiele lepszym, niż można by sądzić po tym, że pierwsza część sprawia wrażenie, jakby to erotyką, a nie jakością, chciała przyciągnąć odbiorców: doskonała opowieścią przygodową i fantastyczną, nieco oldschoolową i jakże ujmującą, do której do której naprawdę chce się wracać co jakiś czas.


Armada to zbiorowisko statków najróżniejszych kosmicznych ras, przemierzających wszechświat w poszukiwaniu kolejnych żywych istot. Jeden z jej zawiadowców trafia na pełną roślinności planetę, gdzie odnajduje dziewczynę imieniem Navis. Ginie jednak w wypadku, a na planecie zjawia się niejaki Heiliig, kosmita w planecie dziewczyny upatrujący szansy dla swego, pozbawionego własnego świata, ludu. Problem jest taki, że warunki, jakich ta rasa potrzebuje do życia są skrajnie inne, niż glob ma do zaoferowania. Dlatego zwiadowca miał upewnić się, że nie ma tu inteligentnych istot żywych, by móc przemienić planetę w bardzo gorący świat, na którym nic, co żyje do tej pory, żyć już nie będzie mogło. Heiliig jednak nie zamierza trzymać się zasad i woli zabić Navis, niż ryzykować, że straci szansę dla swoich ludzi. Do swojej dyspozycji zaś ma nie tylko technologię, ale i sklonowanych siłaczy, którzy nie myślą samodzielnie. Czy samotna dziewczyna z procą będzie miała jakiekolwiek szanse?


Znakomicie narysowany i świetnie napisany komiks rozrywkowy, to pierwsze określenia, które przychodzą na myśl o tej serii, jednej z najpopularniejszych w Europie w swoim gatunku. Nie jest to historia szczególnie oryginalna czy odkrywcza, wszystko co widzimy na jej stronach w fantastyce było już nie raz  i to w najróżniejszych wariantach, ale jest w „Armadzie” jakaś lekkości powiew świeżości. I są udany klimat, sporo humoru, odrobina filozofii... Czego chcieć więcej?


Kilku rzeczy i wszystkie je tu dostajemy. Jest zatem świetna akcja, która nie nudzi, mnóstwo widowiskowych scen i zwrotów akcji, cała plejada kosmicznych ras, ukazujących popisy wyobraźni obu autorów, jest trochę wzruszeń, jest nuta fantastyki przygodowej, jest też wspomniany oldschoolowy look, który urzeka. Dla męskiej części odbiorców zaś znalazła się tu spora ilość łagodnej erotyki (łagodnej i uzasadnionej), która o dziwo dodaje całości realizmu i wcale nie sprawia wrażenia chęci zadowolenia spragnionych golizny czytelników. A wszystko to ukazane za pomocą realistycznych, dopracowanych i pełnych detali ilustracji, które ogląda się wprost rewelacyjnie. Do tego dochodzi też świetnie skrojona postać kobieca, która ma charakter i charakterek, a także nieźle ujęty antagonista, który nie jest tak do końca zły i ma swoje racje.


Jednym słowem: znakomity komiks dla wszystkich, którzy cenią sobie dobre europejskie komiksy. I, oczywiście, dobrą fantastykę. Teraz, w dobie wznawiania podobnych serii, mamy też losy Navis w ładnej zbiorczej edycji. Ale ja i tak mam sentyment do tych albumów wydawanych na offsecie, z innymi okładkami (mowa o pierwszych dwóch tomach) i tym zapachem papieru, który budzi sentymenty.

Komentarze