Strażnicy Galaktyki kontra Thanos – Brian Michael Bendis, Mark Bagley, Ed McGuinness, Valerio Schiti, David Lopez

KOSMICZNI AVENGERS

 

Bendis w swoim runie „Strażników Galaktyki” tytułową ekipę określił mianem kosmicznych Avengers. I tak mógłby się nazywać ten tom, bo niby ma być poświęcony Strażnikom Galaktyki, a jednak niemal w całości wypełnia go pierwsze osiem zeszytów serii „Avengers Assemble” (czyli komplet pisanych przez Bendisa właśnie). Strażnicy też tu są, jednak podstawą są właśnie przygody Mścicieli. Przygody swoją drogą przyjemne, dynamiczne i w iście kinowym stylu, choć tego scenarzystę stać jednak na wiele więcej i całość traktowałbym bardziej, jako taką rozrywkową odskocznię od lepszych rzeczy.

 

Pojawia się Zodiac. Nowy. Avengers, jak wiadomo, muszą stawić mu czoła, ale to zaledwie początek, bo nadchodzi powrót Thanosa, a z tym już tak łatwo nie będzie. Czy pojawienie się Strażników Galaktyki coś zmieni?

Potem historia wraca do czasów walki z Thanosem w Rakowersum. Gdy grzechy bohaterów wychodzą na jaw, ujawniona zostaje również prawda o tym, co się wtedy tak naprawdę wydarzyło. I jakie wyjątkowo trudne decyzje podjąć musieli bohaterowie…

 

Bendis na napisanie tej serii zdecydował się po obejrzeniu filmu „Avengers”. Nie wiem, co go tam tak natchnęło ani co mu się podobało – co, jak co, ale pierwsza część kinowych przygód Mścicieli to niestety straszny średniak stawiający tylko na efekciarstwo – ale zapragnął zrobić komiks w takim stylu. I tak to właśnie wypada, choć, oczywiście, w jego wykonaniu lepsze jest to dużo, niż film. W ręce czytelników trafia tu bowiem kawał solidnego akcyjniaka. Avengersi, a potem także Strażnicy Galaktyki, mierzą się tu z nowym wrogiem i, też w nieco późniejszym terminie, Thanosem, dużo postaci (bo m.in. też i X-Men), szybkie tempo, sporo rozmachu plus typowa dla Bendisa lekkość sprawiają, że rzecz czyta się naprawdę dobrze i szybko.

 


Jednocześnie to też pewne wprowadzenie w nową erę Marvela. Seria debiutowała w roku 2012 i ukazywała się mniej więcej w tym samym czasie, co event „Avengers kontra X-Men”, który zakończył pewną epokę wydawnictwa i doprowadził do powstania linii wydawniczej Marvel Now (Bendis był zarówno współscenarzystą „AvX”, jak i architektem nowych przygód X-Men i Strażników Galaktyki w ramach Marvel Now). Do tego jej dalsze zeszyty, niewydane już po polsku, łączyły się z bendisowską „Erą Ultrona”, a także eventem „Nieskończoność”, więc „Assemble” to taki pomost między nowym, a starym można rzec. Oczywiście jeśli interesuje Was ta historia, to wiedzcie, że te osiem zeszytów mieliśmy już po polsku wcześniej i w lepszym wydaniu od „WKKM”.

 


Podobnie rzecz ma się z kolejnymi dwoma zeszytami serii „Strażnicy Galaktyki”, też Bendisa. Były po polsku, były w lepszym, kompletnym wydaniu w tomie „Strażnicy Galaktyki: Grzech pierworodny”. Wciśnięcie jej do tego tomu jednak to zupełny bezsens, bo to historia dopełniająca to, co widzieliśmy w „Imperatywie Thanosa”, ale niesprawdzająca się jako samodzielna rzecz. No ale jest i warto o niej wspomnieć. Wszystko to za to jest naprawdę dobrze narysowane, Bagley w formie pokazuje na co go stać, jest dynamiczny, klimatyczny i ma w sobie coś, co powoli zatraca w nowszych komiksach. A rozkładówki w jego wykonaniu to już w ogóle miodzio wyglądają w tym albumie. Choć wiadomo, w wersji z Carrefoura na papierze offsetowym, ich jakość spada i nie robią aż takiego wrażenia. Ale jako, że i sam komiks nie jest wybitnym osiągnięciem, Bendis prezentuje to poziom zbliżony do tego, co pokazał nam choćby w „Supermanie”, więc nie jest to taka historia, którą musiałbym mieć jakoś super wydaną. Mi wystarczyło, Wy możecie poszukać wersji „WKKM” jeśli chcecie. Czy trzeba? A no nie, to bardziej ciekawostka, nic co znać koniecznie trzeba, ale miło wchodzi. O niebo lepiej niż ta tandeta z „Avengers” w tytule, którą dostajemy po polsku regularnie od Aarona.

Komentarze