Spider-Man/Deadpool #2: Póki śmierć nas… - Gerry Duggan, Elliot Kalan, Christopher Hastings, Robbie Thompson, Joshua Corin, Chris Bachalo, Scott Koblish, Scott Hepburn, Elmo Bondoc, Salva Espin, Iban Coello, Todd Nauck
KONIEC
BROMANSU?
Drugi tom „Spider-Man / Deadpool” to rzecz
częściowo już kiedyś po polsku wydana. Pierwsze sześć zeszytów wyszło, jako
„Deadpool: Póki śmierć nas…” no i kto miał czytać, czytał i pewnie teraz sobie
pluje w brodę, że kupił wtedy, a teraz, chcąc dopełnić kolekcji, kupi to
jeszcze raz. Zwłaszcza, że to właśnie te numery są najlepsze w całym tomie.
Dlatego długo się wahałem, bo to wyszło w maju zeszłego roku, ale w końcu, tuż
przed premierą tomu ostatniego, się skusiłem. Poprzedni album zbierający serię
(rzecz opiera się na wydaniu Modern Epic) nie był żadnym cudeńkiem, ale
wchodził całkiem fajnie. I miał parę istotnych momentów, jak debiut córeczki…
sami wiecie. Tu tak naptrawdę istotny jest ten „rozwód” Deadpoola, ale to już
znamy, reszta jest umiarkowanie wciągająca i podobnie zabawna. Acz czyta się
całkiem nieźle.
Deadpool i Shiklah. Czy to małżeństwo mogło się
udać? Tym bardziej, że ostatnio Najemnik z Nawijką, rozdarty pomiędzy własnymi
problemami z Madcapem, a pracą dla Avengers trochę zaniedbał małżeństwo. Co
gorsza dochodzi do incydentu z potworami i Metropolia Potworów – tak, to
królestwo Shikli – wypowiada ludziom wojnę. no i się zaczyna, bo nie dość, że
teraz Deadpool jest jeszcze bardziej rozdarty, bo komu tu być wiernym, to
jeszcze do akcji miesza się masa postaci, od Blade’a zaczynając, na
Spider-Manie skończywszy i… No i się dzieje!
A potem dzieje się jeszcze więcej, bo nadchodzi
czas starcia Deadpoola ze Spider-Manem, pojawia się Deadpool, Inc., Kameleon,
sporo też innych postaci i… Co Spider i Deadpool robią, mając osiemdziesiątkę
na karku?!
„Póki śmierć nas…”, nie ten tom, ale ta tytułowa
opowieść, to z jednej strony po prostu kolejny fragment „Deadoopla”, a nie tam
wspólna przygoda ze Spiderem. Z drugiej jednak nie tak do końca to stricte
„Deadpool”, bo bliżej mu eventowi z tą postacią, a już na pewno konkretnemu
crossoverowi ze względu na to, że na całą opowieść składają się zeszyty trzech
różnych serii. To zaś oznacza, że mamy tu trzech scenarzystów, ale o dziwo dają
radę całkiem spójnie wejść w temat. A całość jest z rozmachem, z akcją, z
konkretem. I domyka wątek małżeństwa. Wielki komiks to to nie jest, ale czyta
się szybko i całkiem przyjemnie. Taka niewymagająca rozrywka dla tych, którzy
chcą trochę przełamania czwartej ściany i konwencji, acz też bez porzucania
ich.
Ja do historii z Shiklą mam sentyment, bo właśnie
od jej debiutu w „Wyzwaniu Draculi” (a tym tomie jest dużo odwołań do niego)
zacząłem poznawać serię. Wcześniej był to tylko jeden krótki i nie za dobry
komiks z gościnnym udziałem Deadpoola w „Amazing Spider-Manie” plus to, co
działo się w serii „Ultimate Spider-Man”, ale tam Deadpool nawet nie był sobą,
więc to od tego albumu zacząłem go poznawać i powiem, że przez dłuższy czas
regularnie sięgałem po kolejne tomy, aż w końcu za dużo już miałem tych serii i
przestałem sięgać, bo brakowało już miejsca, czasu i możliwości, więc
„Deadpool” odpadł. Ale zawsze chciałem doczytać wątek małżeństwa do końca i doczytałem
go po latach, nie w tym tomie akurat, ale całkiem nie tak dawno temu. No a
teraz dopełniłem całym tym albumem i…
No i tak i fajnie jest, i nie do końca. Fajnie, bo
fajne są pomysły, jak staruszek Spider i Deadpool, sporo też niezłych
gościnnych występów, ale scenarzyści (sporo ich) to już ekipa gości, którzy
jakimiś błyskotliwymi pisarzami nie są. Więc i wykonanie super nie jest. Czyta
się to lekko, choć czasem przywalą tu ścianą zbędnego tekstu, czasem się nawet
człowiek uśmiechnie pod nosem, ale niewiele poza tym. Są jednak fajne momenty,
są trafione drobiazgi. Poziom jest niższy, niż poprzednio, na poziomie tych
zeszytów pierwszego tomu, które dopełniały głównej opowieści, a nie ją
tworzyły, ale też nie tak, że jest nudno czy źle.
A graficznie? No graficznie jest… różnie, czasem
lepiej, czasem gorzej, częściej to drugie. Ogólnie źle nie jest, tu to jeszcze
uchodzi, kiedy jest tak cartoonowo, z tak kiepskimi proporcjami, jak niekiedy i
w ogóle. Najlepszy jest Bachalo, jak zawsze, Nauck i paru innych w ogóle ołówka
do ręki nie powinno dostać, ale co poradzić. Okładka też jest słaba, a i
szczerze, sam pomysł wydania tego wraz z zeszytami, które wyszły po polsku i
większość fanów na pewno ma trochę drażni, tym bardziej, że album z nimi można
bez trudu kupić i gdyby tak puścić ten tom bez tego, każdy byłby zadowolony:
kto by chciał, dokupiłby sobie, co brakuje, a kto już ma, nie płaciłby aż tyle.
Ale to już takie marudzenie nieco na marginesie, bo w końcu rzecz wychodzi tak,
jak w oryginale, a sam tom… no niezły jest. Tylko tyle i aż tyle. Bardziej dla
fanów Deadpoola, ale i miłośnicy Pająka znajdą tu coś dla siebie (jakby kogoś
to ciekawiło, seria dzieje się równocześnie z czwartym volumem „Amazing
Spider-Mana”, ten tom tak mniej więcej po „Spisku klonów”). Szkoda, że nie
więcej.



Komentarze
Prześlij komentarz