Walentynki. Święto miłości. Uczcić można na wiele
sposobów, mówić nie będę, sami wiecie, ale i można sobie w klimacik wejść
lekturą czy filmem. No i jakoś tak naszła mnie ochota machnąć taką topkę
opowieści o miłości moim zdaniem absolutnie do poznania przez każdego.
Kryterium? Jedno – miłość ma królować w temacie, być spiritus movens wydarzeń,
a całość ma być wartościowa, więc i żadnego „Zmierzchu” tu nie uświadczycie.
Nie jest to żadne kompleksowe zestawienie, czysta prywata, ale przede wszystkim
to takie rzeczy, które poznać po prostu warto. A zatem lecimy.
Komiksy
o miłości:
·
Strangers in Paradise – nie ma w komiksie, czy to amerykańskim, czy
europejskim, serii o miłości takiej, jak ta. Czystej wody love story, pożenione
z komediodramatem, a co najważniejsze wypełnione emocjami po same brzegi.
Francine kisi się w związku z facetem, który nie jest jej wart. Impulsywna
Katchoo, jej najlepsza przyjaciółka i dziewczyna z tajemniczą przeszłością, pomaga
jej, bo jest w niej zakochana. W ten miłosny trójkąt wkracza jeszcze David,
gość z sekretami, który kocha się w Katchoo. Te miłosne zawirowania to jednak
początek problemów, bo tajemnice przeszłości też upominają się o swoje,
zagrażając wszystkim…
Terry Moore („Rachel Rising”) wspina się tu na
wyżyny swoich umiejętności, wzruszając, poruszając nuty w sercu i pokazując, że
o miłości można opowiadać dobrze, ciekawie i bez kiczu, nawet jeśli operuje się
tak tandetnymi momentami, jak tulenie się w strugach deszczu. Szkoda, że po
polsku wyszedł tylko jeden tom, z drugiej strony to tom zbierający pierwsze
dwie serie „SiP”, czyli to, co w serii najdoskonalsze.
·
Scott Pilgrim –
seria o typowym młodym człowieku, geeku w zasadzie, który trafia na fascynującą
go dziewczynę i… No i musi skonfrontować się z jej byłymi i ich pokonać. W
skrócie: odwieczna męska chęć okazania się lepszym od poprzedników obleczona
została tu w smakowitą, popkulturową otoczkę. Emocje, iście mangowa ekspresja i
szaleństwo formy robią wrażenie, grają na emocjach i sentymentach. A wszystko
to zostało potem fajnie przełożone zarówno na język filmu fabularnego, animacji
i gry.
·
Spider-Man: Niebieski – jedyne superhero na tej liście, ale za to jakie.
Duet Loeb / Sale za cel swojej kolorowej serii obrał odświeżenie klasycznych
motywów, a w tej historii serwuje nam swoiste przypomnienie miłości Petera i
Gwen. Peter po śmierci ukochanej odwiedza miejsca z nią związane i nagrywa na
taśmę wspomnienia, wiedząc, że dziewczyna nigdy ich nie odsłucha. Mocno czerpiąca
nie tyle z samej „Śmierci Stacych”, ile wczesnych opowieści o Spiderze, jak
tych z tomu „Nigdy więcej Spider-Mana”, przepiękna, przesycona emocjami i
dobrze skrojona od strony psychologicznej opowieść o miłości i stracie. Obaj
artyści w najlepszej formie, a Spider wzruszający jak nigdy.
·
Stwórca – komiks już nieco
zapomniany, ale niesłusznie. Dzieło autora „Zrozumieć komiks” to opowieść o
artyście, który za talent oddaje życie. A tu na jego drodze pojawia się kobieta
i… Może nie jest to stricte romans, ale autor z taką wprawą, emocjami i humorem
opowiada o miłości, że nie wyobrażam sobie, by tego tytułu mogło tu zabraknąć.
·
Sin City – seria
siedmiu czarnych kryminałów, z których niemal każdy jest opowieścią o miłości.
Pierwszy tom to historia Marva, bandziora, na którego nie spojrzała by żadna
kobieta, a który spędza noc z piękna Goldie. Gdy dziewczyna ginie, Marv będzie
zabijał i będzie gotów umrzeć, byle ją pomścić. W drugim tomie poznajemy losy
Dwighta, który kiedyś pokochał niewłaściwą kobietę, która teraz wraca do jego
życia. W czwórce uczciwy glina ratuje dziewczynkę z rąk pedofila, za co kończy
za kratkami. Przynajmniej do czasu, gdy mała, która zdążyła wyrosnąć na
kobietę, a która wciąż go kocha, zacznie znów potrzebować pomocy. Dalsze tomy
serii to m.in. zbiór krótkich historyjek czy opowieść o śledztwie w sprawie
strzelaniny, które i tak kończy się zemstą z miłości. A finałowa część,
traktująca o weteranie, który ratuje niedoszłą samobójczynie i zakochany w
niej, będzie chciał ocalić ją przed potężnymi ludźmi, nawet w podtytule ma
„love story”. I to najlepiej określa opus magnum Franka Millera – genialnych
czarnych kryminałów, o których często zapomina się, że przede wszystkim są
romansami właśnie.
Mangi o
miłości:
·
Kształt twojego głosu – wzruszająca, opowiedziana na serio historia
chłopaka, który przed laty znęcał się nad głuchą koleżanką. Teraz, kiedy w
życiu mu nie wyszło, chcąc się zabić, ale postanawia jeszcze przeprosić tamtą
dziewczynę i… I okazuje się, że najpierw się zaprzyjaźniają, a potem rodzi się
między nimi coś więcej. Ale, choć sama ofiara przebaczyła oprawcy, reszta
świata nie jest taka łaskawa…
Manga o ważnych sprawach, a przede wszystkim
wzorcowy wyciskacz łez, który rusza bardziej, niż jakikolwiek inny tytuł.
·
Video Girl Ai –
nieco już zapomniana, ale wciąż pamiętania warta manga, romantycznymi (i
erotycznymi) uniesieniami wypełniona od stóp do głów. Historia poczciwego
nastolatka, Moteuchiego Yoty, który kocha się w pięknej koleżance, ale gdy
odkrywa, że ta zakochana jest w jego przyjacielu, postanawia wesprzeć ją w jej
uczuciu. Wtedy na scenie pojawia się ona – Ai, dziewczyna z wideo, która ma go
pocieszyć i wesprzeć. Coś jednak idzie nie tak, dziewczyna z kasety wychodzi,
ale jakaś taka z charakterkiem, jakiego mieć nie powinna i zaczyna robić wszystko,
by chłopak zdobył wybrankę. Problem jest jedne, a nawet dwa – oboje zaczynają
czuć coś do siebie, a czas Ai jest mocno organiczny. Do tego na scenie
pojawiają się kolejne dziewczyny, które mogą sporo tu namieszać oraz tajemniczy
twórca Ai, który chce naszą bohaterkę wycofać.
Genialnie rysowana, wspaniale pisana manga, która
zachwyca. tyle w temacie. A przełom tomów 2 i 3, kiedy to Yota musi ratować Ai,
przemierzając szklane schody, które ranią go coraz bardziej, to już w ogóle
szczyt emocji i… Tak, nie brak tu tanich zagrań, ale to, jak „VGA” działa na
serducho, to fenomen, który udało się powtórzyć tylko niewielu tytułom.
·
Bakuman – bez tej mangi nie
mogło się obejść. Ja wiem, romansów w komiksach z kraju kwitnącej wiśni jest
multum, tego zliczyć się nie da, ale niewiele jest historii, które mogłyby się
równać z tą. Może i miłość nie jest tu głównym wątkiem, ale spiritus movens
całości jak najbardziej. Mashiro kocha szkolną piękność, Azuki. Chętnie by jej
wyznał miłość, ale odwagi mu brak. Kiedy szkolny kolega, Takagi, odkrywa jego
talent do rysowania, chce go wciągnąć w tworzenie mangi, ale Mashiro, nauczony
przykładem wujka mangaki, nie chce wchodzić w ten biznes. Ale co właściwie
chciałby i miałby w swoim życiu robić? Kiedy w końcu decyduje się na zajęcie
rysowaniem komiksów, w jego głowie rodzi się plan: on i kumpel osiągną sukces,
zostaną zekranizowani, a wtedy Azuki, która marzy o byciu aktorką głosową,
zdubinguje postać w anime na podstawie ich mangi i… No i kiedy już coś osiągną,
oni dwoje staną na ślubnym kobiercu. I tak dwóch nastolatków wkracza w świat
komikisarzy, gdzie czekają ich nieustanne walki w rankingach popularności, zmagania
z własnymi słabościami i niedociągnięciami, a także próba stworzenia w końcu
czegoś wartego uwagi.
Historia miłosna, historia o kulisach komiksowej
branży i pracy i miks wszystkiego, co się tylko da. Świetna komedia, wciskający
w fotel dramat, doskonały akcyjniak. I cała masa miłości, bo nie tylko Mashiro
i Azuki mają się tu ku sobie. I jeszcze genialna szata graficzna. Plus masa,
jak na mangę czytania, bo tekstu tu naprawdę dużo.
·
Czarodziejka z księżyca – klasyka i klasa sama w sobie. Historia nastolatek
w mundurkach, które zmieniają się w walczące ze złem czarodziejki. Przede
wszystkim jednak kwintesencja shoujo – czyli mang dla dziewcząt – a co za tym
idzie, pełne uniesień romansidło pełną gębą. I słowa romansidło używam tu w jak
najbardziej pozytywnym znaczeniu.
·
Orange – zgrabne połączenie
shoujo i fantastyki. Oto pewnego dnia główna bohaterka dostaje list od samej
siebie z przyszłości. List, w którym prosi samą siebie o pomoc w ocaleniu życia
pewnego chłopaka. chłopaka, który dołącza właśnie do klasy bohaterki, a w
którym ona sama się zakochuje. Czy trzeba dodawać coś więcej?
Filmy o
miłości:
·
W pogoni za Amy –
jeden z filmów mojego życia. Historia komiksiarza, który zakochuje się w
dziewczynie z branży, by odkryć, że ta jest lesbijką. Ale jej przeszłość skrywa
swoje tajemnice, które mogą wywrócić wszystko do góry nogami.
Piękne love story w wykonaniu Kevina Smitha.
Opowieść o seksualności, o szukaniu siebie, ale i o wkraczaniu geeków w dorosłe
życie i radzeniu sobie z problemami, których nie było w komediach
romantycznych. I ten finał, bez słów, z gestami i „We 3” Soul Asylum w tle.
·
Zakochany bez pamięci – Facet, który poznał kobietę, a potem się z nią
rozstał, na wieść o tym, że ta wymazuje sobie jego z pamięci, decyduje się na
podobny zabieg. Ale gdy w trakcie się rozmyśla, zaczyna walczyć o ocalenie
wspomnień.
Piękna, przewrotna komedia romantyczna, która, jak
każda dobra komedia, więcej ma w sobie z tragedii, niż żartu. I tylko żal
oryginalnego, poetyckiego tytułu., który po polsku tak tandetnie zabito.
·
Ruby Sparks –
nie jest to film, o którym byłoby głośno, a jednak. Historia pisarza, którego
bohaterka ożywa i zostaje jego partnerką, to nie tylko kawał świetnego kina
analizującego relacje w związku, ale i popis Paula Dano i Zoe Kazan
(scenarzystki), którzy w życiu prywatnym są parą. Przekonujące, pomysłowe i
emocjonujące.
·
To właśnie miłość – czyli komedia romantyczna idealna. Świąteczne
kino posklejane z przecinających się wzajemnie losów różnych ludzi, którzy
kochają, chcą być kochani albo coś w tej swojej miłości tracą. Richard Curtis,
brytyjski spec od komedii romantycznych z charakterem („Cztery wesele i
pogrzeb”) wspomina się na wyżyny talentu, zbierając gwiazdorską obsadę i
serwując nam najróżniejsze odcienie miłości. Ot, jakby wziąć wszystkie
najlepsze komedie romantyczne i połączyć w jedno.
·
Przed wschodem słońca – zanim powstało określenie mumblecore, był ten
film. Historia o tym, jak on i ona poznają się w pociągu i siedzą i gadają, a
potem wysiadają i jeszcze chodzą i gadają. I w tym braku akcji, w często
improwizowanych dialogach i oszczędnej formie, budzą się nie tylko uczucia bohaterów,
ale przede wszystkim emocje miażdżące odbiorców. Dorzućcie do tego świetny klimat
plus porcję filozofowania, i macie kino, które przeżywa się całym sobą.
Anime o miłości:
·
Twoje imię –
znacie takie sytuacje, gdzie siadacie do oglądania filmu i znacie tak dobrze
zagrywki twórcy, że wiecie na sto procent, iż Was to nie ruszy, a potem się
orientujecie, że siedzicie na brzegu fotela i zaciskacie pięści? No to właśnie
taki przypadek. Głównym bohaterem jest licealista Taki Tachibana, który pewnego
dnia odkrywa, że zamienił się na ciała z dziewczyną o imieniu Mitsuha Miyamizu.
Chwilowa fascynacja nowym ciałem przeradza się w coś zupełnie innego. Kiedy
oboje zaczynają się komunikować, jasne staje się, że oboje w końcu zechcą się
spotkać. Nie mają jednak pojęcia co takiego stanie im na przeszkodzie i jak
bardzo wydarzenie to odmieni życie obojga...
Jest w tym filmie taka scena na schodach, gdzie
mamy ten cały romantyczny kicz, ale tak podany, że siedziałem, jak na szpilkach
i po wszystkim zorientowałem się, że siedzę na brzegu krzesła, a pięści zaciskałem
tak mocno, że powbijałem sobie paznokcie w dłonie. I chyba nie tylko ja miałem
tak emocjonalne doświadczenia, skoro schody te stały się swoistą turystyczną
atrakcją.
·
Millenium Actress –
moje pierwsze zetknięcie z kinem Satoshiego Kona i od razu, jak cios obuchem w
łeb. Piękna historia o dziennikarzu przeprowadzającym wywiad z dawną gwiazdą
kina, który zmienia się w metafikcyjną opowieść o miłości, gdzie nie wiadomo
już co jest prawdą, a co jedynie odbiciem filmów, w których kobieta zagrała. Emocje,
wzruszenia i fascynacja w biegłości poruszania się w różnych gatunkach, od dramatu
wojennego, na epickim SF skończywszy. Szkoda, że Kon odszedł tak wcześnie, bo
był wielkim artystą.
·
Tenchi Muyo in Love 2 – „Tenchi Muyo” to szalona haremowa komedia
romantyczna, ale nie tu. Druga pełnometrażówka to całkowita zmiana klimatu na
poważny, nasycony emocjami dramat romantyczny, z elementami SF. Gdy nasz
bohater wpada w sidła pewnej „kobiety”, zakochane w nim kosmitki ruszają mu na
pomoc, jednak co mają zrobić, kiedy Tenchi nawet ich nie pamięta, a ich
przeciwniczka potrafi robić rzeczy, wykraczające poza ich pojmowanie?
Pamiętana z czasów kaset VHS i istnienia Planet
Manga produkcja to do dziś najlepsze, co z Tenchim powstało, a przy okazji
rzecz idealna do rozpoczęcia przygody z serią, jak i dopełnienia jej: w
finałowej scenie, będącej odbiciem identycznej sceny z rodzicami Tenchiego, w
końcu twórcy dają nam jasno do zrozumienia kogo główny bohater wybierze.
·
Kształt twojego głosu – filmowa, zwarta i cholernie emocjonująca adaptacja
doskonałej mangi. Tak samo w obu dziełach, chłopak, który w młodości źle
czynił, a teraz chcąc się zabić, stara się naprawić nieco tego zła, wchodzi w
relację ze swoją dawną ofiarą. I co tu dużo mówić, emocje buzują, łezki się
kręcą w oczach, a niejednemu płyną po policzkach, a całość nie jest jednocześnie
kiczowatym romansidłem i ma sporo do powiedzenia. I warto wysłuchać co.
·
Czarodziejka z księżyca: Serca w lodzie – druga kinówka z Sailorkami to kwintesencja tej
serii. Historia o księżniczce Kaguyi, która chce zniszczyć Ziemię to jednak w
zasadzie tło dla historii miłości… Luny. 90’s-owe dzieło pełną gębą, shoujo tak
typowe, że aż wzorcowe i przypomnienie, jaka magia tkwiła w tej serii. Plus
nieśmiertelne „Moonlight Densetsu”, bezwzględnie najlepszy opening w dziejach
anime, nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma z czym dyskutować.
Książki
o miłości:
·
Udław się – pornograficzna,
satyryczna, nihilistyczna ballada o tym, co w życiu jest najważniejsze – tak,
tak, miłości. Główny bohater, seksoholik, który spotkania anonimowych
seksoholików traktuje jako okazję do kolejnych numerków, pewnego dnia odkrywa,
że jest potomkiem Jezusa i chce się zbuntować przeciw swojemu przeznaczeniu. Co
to wszystko ma wspólnego z miłością? Postać pani doktor, która pomaga mu odkryć
sekrety, a która tak go zafascynowała, że bohaterowi nawet seks przestaje
smakować – liczy się tylko to uczucie, które przysłania wszystko, aż… Jak to u
Palahniuka, znów wniosek jest jeden – miłość może ocalić każdego, ale potrzeba prawdziwych
wariatów, bo tylko oni w obecnym świecie mogą jeszcze dotrzeć do prawdziwej
miłości. Brudna, kontrowersyjna powieść, która niesie piękne katharsis.
·
Konające zwierzę –
główny bohater to stary wykładowca podrywacza, który zaczyna relację ze swoją
studentką. To jednak, co miało być jeszcze jednym przelotnym romansem, zmienia
się w obsesję, która bohatera sprowadza do poziomu konającego z namiętności zwierzęcia,
całkowicie zatraconego w uczuciach.
Krótka, ale treściwa lektura, która na czynniki
pierwsze rozkłada obsesyjną namiętność i zatracenie.
·
Ścieżki północy –
opus mangum Richarda Flanagana. Opowieść o człowieku, jeńcu wojennym, który
pracuje przy morderczej budowie kolei. Ale i opowieść o człowieku, który wciąż
wspomina jedną kobietę i romans z nią. I to bynajmniej nie swoją żonę.
Ciężka, ponura lektura, pełna brudu i obrzydliwości
jenieckiego życia. A jednocześnie bardzo dobry, psychologicznie dopieszczony
obraz człowieka, który płeć piękna kocha, a także historia fascynacji wykraczającej
poza proste ramy „miłości”, „pragnienia” czy „zauroczenia”.
·
Na plaży Chesil –
krótkie i cudowne ukazanie związku, miłości i seksualności spętanych okowami konwenansów
i niedomówień. Krytyka społeczeństwa i mentalności obleczona w opowieść o parze,
która wzięła ślub i szokuje się do skonsumowania małżeństwa, ale nie wiedzą jeszcze,
jak ta chwila odmieni ich życia.
·
4321 – imponująca, epicka
powieść, a właściwie cztery powieści w jednej. Historia życia, a dokładniej czterech
żyć Archibalda Isaaca Fergusona, które przeżywa na różne sposoby, ale jest w
nich jedna stała - Amy Schneiderman, którą kocha. I można mówić, że poszczególne
żywota same w sobie grają lepiej, niż jako część monumentalnej powieści, ale i
tak całość robi wielkie wrażenie.

Komentarze
Prześlij komentarz