GARFIELD PEŁEN JEDZENIA… I MIŁOŚCI
„Garfield: Tłusty koci trójpak ” to najlepsza
seria dla całej rodziny, jaką możecie znaleźć na rynku i tyle w temacie. Tu
nawet nie ma o czym dyskutować, bo odkąd skończył się „Kaczogród” Carla Barksa,
przygody grubego kota nie mają sobie równych, a i w rzeczach dla dorosłych
praktycznie nie znajdziecie dla niego konkurencji (zostawiam pewien margines,
bo ukazuje się sporo wartościowych wznowień, a i parę świetnych tytułów wciąż
jeszcze ma szansę u nas się pojawić). Dobrze więc, że rzecz nadal się ukazuje,
a to już nie było wcale takie pewne. Kto czytał serię na bieżąco wie, że po
wydaniu w 2023 roku tomu pięta tego, daty premier kolejnego były przesuwane znów,
i znów i… dopiero po ponad dwóch latach pojawił się album szesnasty, a potem
niemal od razu siedemnasty i… No właśnie, na osiemnasty sporo czekaliśmy, ale
to jednak tylko sześć miesięcy było, a poza tym jeszcze w tym roku ma się
pojawić ciąg dalszy, więc i jest za co złapać teraz, i na co czekać, bo wielka
to seria. I na dodatek dla każdego.
Jeśli chodzi o fabułę, to „Garfield” to przede
wszystkim komiks prasowy w formie codziennych pasków i każdy z nich to
zamknięta opowieść, ale i tu znalazło się miejsce na pewne wątki przewodnie.
Wiadomo, znów są Święta Bożego Narodzenia i inne okazje, ale mnie osobiście
najbardziej cieszy tu ciągnięcie dalej wątku związku Johna. Chłopina po tylu
latach odtrąceń i bycia pośmiewiskiem całego kobiecego świata, znalazł w końcu
swoją drugą połowę i to mu się należało. I należało się nam, czytelnikom,
którzy mają z tej relacji tyle sam frajdy, co z jego fajtłapowatych randkowych
wpadek do tej pory. A cała reszta, od wiecznego pochłaniania jedzenia i spania
przez Garfielda, na relacji Garfielda z Arlane skończywszy, jest tutaj i jest
perfekcyjnie wykonana.
No i perfekcyjna jest cała ta seria.
Mistrzostwo humoru, satyry i wykonania. Ta seria istnieje od 1978 (a jej
prekursor wyszedł dwa lata wcześniej) i wciąż się ukazuje. Na chwilę obecną
mamy po polsku 18 tomów „Trójpaku”, czyli 54 oryginalne albumy (w „USA tych
oryginalnych albumów jest obecnie 78, a kolejny wyjdzie w czerwcu – a on
zbierać będzie paski z końcówki 2023 i początku 2024 roku) i to nie koniec, jak
sami widzicie. To, że seria jest popularna w naszym kraju dobitnie pokazuje
fakt, że pierwszy tom „Wielkiego kociego trójpaku” doczekał się już trzech
wydań, a przecież „Garfield” jest na polskim rynku obecny co najmniej od
wczesnych lat 90. (TM-Semic w formie zeszytowej wydawało go już w 1992, a i
ukazywał się w paskach w „Gazecie Wyborczej”, ale nie udało mi się znaleźć od
kiedy), miał też wiele najróżniejszych edycji, w tym czarnobiałych i bardziej
książkowych. Przez tyle dekad mógł się nam, nomen omen, przejeść, ale gdzie tam.
On z każdą kolejną lekturą jest tylko lepszy.
Jego siła jest bycie ponad. Ponad
ograniczeniami wiekowymi, ponad czasami, o których opowiada, nawet ponad
tematyką. Dzieci znajdą tu dla siebie humor, przygody, lekkość, cartoonowość i
urok, dorośli wszystko to, ale podlane goryczą, prawdą o nas samych i satyrą.
Satyrą, która się nie dezaktualizuje, bo dotyka fundamentalnych spraw i prawd o
świecie i nas samych. Nie idzie z modą, chociaż i ją potrafi perfekcyjnie
obśmiać, a pozostaje przy tym, co nie zmienia się nigdy: spraw codziennych i
naszej natury. Przepięknie to zilustrowane, równie pięknie wydane, zachwyca na
każdym polu i każdego, czy chce czystej, skrzącej się dowcipami, prześmiewczej
rozrywki, czy ambitnego komiksu z przesłaniem, które każe nam pochylić się nad
nim, a nawet jeśli będzie uwierać, da też katharsis. Jednym słowem: cudo. Nic
więcej do dodania nie mam.
Recenzja opublikowana na portalu sztukater.




Komentarze
Prześlij komentarz