Armada #16: Więzy krwi – Jean David Morvan, Philippe Buchet

NAVIS I SYN

 

Szesnasta część to kolejne domknięcie pewnych wątków serii. Tym razem padło na wyjaśnienie jakim cudem Navis może mieć syna, a także na doprowadzeniu do finału plątaniny z kolekcjonerem. Czy dobrze wychodzi? Tak, jak zawsze, ale jednocześnie to nie tom, który wyróżniałby się jakością. Ot trzyma poziom poprzednich kilku części, choć do najlepszych jednocześnie trochę mu brakuje.

 

Navis dowiedziała się, że człowiek, który pomaga Atsukau to jej syn. Jak to jednak możliwe, skoro jest w podobnym do niej wieku? To co prawda da się wyjaśnić genami Puntas, ale pozostaje pytanie jakim cudem dziewczyna nie wiedziałaby, że była w ciąży.

Żeby odkryć prawdę o synu, Navis chce wycisnąć informacje z Atsukau, problem w tym, że ten zniknął nie wiadomo gdzie. Szansa na jego odnalezienie jest, a pomóc jej w tym może najwyżej postawiony w Armadzie urzędnik. Ten za informacje chce jednak, by Navis wykonała dla niego misję. Co gorsza dochodzi jednak do ataku, który może zniszczyć całą Armadę, a i kosmiczna rasa najdoskonalszych zabójców, na przedstawicieli której poluje syn Navis, nie zamierza dać się łatwo wykończy i szykuje kontratak…

 

Sporo dzieje się w tym tomie „Armady”, oj sporo, ale jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to wszystko już było. Atak terrorystyczny, kolekcjoner i jego zagrywki, walka o przetrwanie. Poskładali twórcy tą część z takich właśnie rzeczy, które już były, łącznie z powrotami do przeszłości i nie wyszło to już tak dobrze, jak w najlepszych odsłonach, nadal jednak dobrze się bawię. Tom co prawda nieco retconuje (wróciłem do „W trybach rewolucji” by sprawdzić, gdzie mogło dojść do tête-à-tête między Navis, a… no sami doczytacie, jeśli nie wiecie, ale tam nic takiego nie ma), dodaje, plus wpada nieco dawno nieobecnego humoru w scenach rozmów o życiu seksualnym i stanie dziewictwa Navis, ale…

 


No więcej tu akcji, więcej szybkiego tempa i walki. Misja Navis schodzi na dalszy plan, w pewnym momencie nie ma się już pewności – a nawet nadziei – że wątek z synem zostanie rozwiązany, ale zostaje. Dowiadujemy się wszystkiego, sprawy zostają domknięte i w zasadzie zostaje przed nami już tylko kwestia pochodzenia i przeszłości Navis – a wraz z nią tego, co z Ziemią i jej mieszkańcami oraz jaką misję wykonać miała nasza heroina. Ale to już w serii niedługo i wtedy więcej powiem o całej sprawie, ale teraz mogę rzec, że warto będzie poczytać tą historię, bo będzie naprawdę dobra i kupę frajdy dostarczy.

 


Ale i ten tom frajdy też dostarczy, choć mniej. Ale graficznie jest zawsze jest satysfakcjonujący, nawet jeśli nie idzie tym razem jakoś mocno w klimat – spokojnie, „Armada” jeszcze nam to wynagrodzi. Idzie za to w dynamikę, a ta wpada w oko. A i wygibasy bohaterów w trakcie starć mają swój urok. popatrzeć jest na co, poczytać też. Dobra rzecz, ważna, ale seria miewała się już lepiej.

Komentarze