NAVIS I
SYN
Szesnasta część to kolejne domknięcie pewnych wątków
serii. Tym razem padło na wyjaśnienie jakim cudem Navis może mieć syna, a także
na doprowadzeniu do finału plątaniny z kolekcjonerem. Czy dobrze wychodzi? Tak,
jak zawsze, ale jednocześnie to nie tom, który wyróżniałby się jakością. Ot trzyma
poziom poprzednich kilku części, choć do najlepszych jednocześnie trochę mu brakuje.
Navis dowiedziała się, że człowiek, który pomaga
Atsukau to jej syn. Jak to jednak możliwe, skoro jest w podobnym do niej wieku?
To co prawda da się wyjaśnić genami Puntas, ale pozostaje pytanie jakim cudem
dziewczyna nie wiedziałaby, że była w ciąży.
Żeby odkryć prawdę o synu, Navis chce wycisnąć informacje
z Atsukau, problem w tym, że ten zniknął nie wiadomo gdzie. Szansa na jego odnalezienie
jest, a pomóc jej w tym może najwyżej postawiony w Armadzie urzędnik. Ten za
informacje chce jednak, by Navis wykonała dla niego misję. Co gorsza dochodzi jednak
do ataku, który może zniszczyć całą Armadę, a i kosmiczna rasa najdoskonalszych
zabójców, na przedstawicieli której poluje syn Navis, nie zamierza dać się
łatwo wykończy i szykuje kontratak…
Sporo dzieje się w tym tomie „Armady”, oj sporo,
ale jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to wszystko już było. Atak
terrorystyczny, kolekcjoner i jego zagrywki, walka o przetrwanie. Poskładali twórcy
tą część z takich właśnie rzeczy, które już były, łącznie z powrotami do przeszłości
i nie wyszło to już tak dobrze, jak w najlepszych odsłonach, nadal jednak dobrze
się bawię. Tom co prawda nieco retconuje (wróciłem do „W trybach rewolucji” by
sprawdzić, gdzie mogło dojść do tête-à-tête między Navis, a… no sami doczytacie,
jeśli nie wiecie, ale tam nic takiego nie ma), dodaje, plus wpada nieco dawno
nieobecnego humoru w scenach rozmów o życiu seksualnym i stanie dziewictwa
Navis, ale…
No więcej tu akcji, więcej szybkiego tempa i walki.
Misja Navis schodzi na dalszy plan, w pewnym momencie nie ma się już pewności –
a nawet nadziei – że wątek z synem zostanie rozwiązany, ale zostaje. Dowiadujemy
się wszystkiego, sprawy zostają domknięte i w zasadzie zostaje przed nami już
tylko kwestia pochodzenia i przeszłości Navis – a wraz z nią tego, co z Ziemią
i jej mieszkańcami oraz jaką misję wykonać miała nasza heroina. Ale to już w serii niedługo i wtedy więcej powiem o całej
sprawie, ale teraz mogę rzec, że warto będzie poczytać tą historię, bo będzie
naprawdę dobra i kupę frajdy dostarczy.
Ale i ten tom frajdy też dostarczy, choć mniej. Ale
graficznie jest zawsze jest satysfakcjonujący, nawet jeśli nie idzie tym razem
jakoś mocno w klimat – spokojnie, „Armada” jeszcze nam to wynagrodzi. Idzie za
to w dynamikę, a ta wpada w oko. A i wygibasy bohaterów w trakcie starć mają
swój urok. popatrzeć jest na co, poczytać też. Dobra rzecz, ważna, ale seria
miewała się już lepiej.



Komentarze
Prześlij komentarz