Świat Dysku: Mappa – Terry Pratchett, Stephen Briggs

DYSK I JEGO EKSPLORATORZY

 

„Świat Dysku: Mappa” to nie kolejny tom serii, a dodatek. W pewnym momencie autor, który nie chciał tworzyć mapy swojego uniwersum, doszedł do wniosku, że musi, żeby sens się nie posypał i można było odnaleźć się w tym świecie, bez niekonsekwencji na dodatek. W efekcie powstała ta publikacja, czyli kolorowa mapa Świata Dysku uzupełniona o broszurkę z informacjami o najsłynniejszych jego eksploratorach, odkrywcach etc. treści tu niewiele, ale nie o to chodzi. Pratchett z pomocą Briggsa zrobił nie tylko mapę, która w końcu pokazuje co, gdzie i jak, ale też i fajny dodatek rozwijający uniwersum i udzielający odpowiedzi na część pytań. Albo i nie.

 

Świat Dysku. Płaska ziemia lecąca przez kosmos na skorupie wielkiego żółwia, podtrzymywana przez cztery stojące na niej – skorupie, nie ziemi – słonie. Znacie ją. tu jest Ankh-Morpork, Ramtopy, Klatch i wiele, wiele innych miejsc. Ale gdzie one leżą, jak to wszystko wygląda?

I przy okazji kto i jak to odkrywał. Tak poznajemy losy ludzi, których nazwiska zapisały się na stałe w annałach: Rodericka Purdeigha, Larsa Larsbratasona, Alice Venturi, Llamedosa Jonesa, Ponce'a da Quirma, Ventera Borrasa… Czasem byli to osobnicy, którzy płynęli i odkrywali, choćby metodą „gdzieś dobiję i zapytam o drogę”, czasem ludzie, którzy nie ruszali się za bardzo z domu, ale tak wpływali na otoczenie, że to chciało oddalić się od nich jak najbardziej i trafiało gdzieś w świat, czy nawet ci, którzy poszukiwali źródła młodości, niepomni na to, co w wodzie być może… Ale zawsze były to wielkie jednostki.

 

I co tu dużo mówić. Mapa, jak mapa, każdy dobry świat fantasy musi mieć własną, a tu mamy w dobrym formacie i w ogóle. Ładna, kolorowa, miły dodatek, ale jakaś jego wersja nie zaszkodziłaby w samych książkach. Ale doceniam wykonanie, doceniam sam zamysł i wszystko co się na to składa. Szkoda tylko, że nikt tego nie wznawia, chociaż seria ma się dobrze i coraz wychodzą nowe edycje z odmienną szatą graficzną okładek czy zbiorcze tomy.

 

A ten dodatek? No jak to dodatek. Mamy teksty autorów ujawniające nam kulisy, ale przede wszystkim mamy to o odkrywcach. Jest słówko o dinozaurach Świata Dysku, jest nieco o zmianie kręcenia się Dysku na przestrzeni wieków, jest też nieco o niewyjaśnionych zjawiskach, jak padające pytanie dlaczego na Dysku jest jeszcze w ogóle woda, skoro cały czas wycieka za krawędź. Itp. itd. Etc. wszystko z jajem, satyrą i dobrym wykonaniem. Lubicie „Dysk”, śmiało możecie a nawet powinniście. Fajnie się czyta książki i zagląda do mapy. A właściwie mappy. Ale i bez tego czytanie idzie znakomicie.

Komentarze