czwartek, 12 lutego 2015

Mroczna Wieża: Wiatr przez dziurkę od klucza - Stephen King


"Wiatr przez dziurkę od klucza", 8 tom "Mrocznej Wieży" (czy raczej 4,5 jak chce tego chronologia wydarzeń) to powieść nieoczekiwana i zaskakująca. King bowiem zakończył cykl prawie dekadę temu i praktycznie rozwiązał wszystkie wątki. Może kilka kwestii pozostało niejasnych, ale nie na tyle by samemu nie odkryć ich znaczenia. a teraz Król powraca z nowym tomem i... właśnie, czy to może być udana książka?


Akcja rozpoczyna się tuż po tomie "Czarnoksiężnik i kryształ" i Roland ze swoim ka-tet wędruje nadal ścieżką promienia. Zmuszony schronić się przed morderczą burzą tzw Lododmuchem, zaczyna snuć opowieść ze swego życia o jednej ze swych pierwszych misji i chłopcu, któremu opowiadał historię czytaną  mu w dzieciństwie przez matkę czyli tytułowy " "Wiatr przez dziurkę od klucza"...


Przyznam, że donośnie "Wiatru..." miałem mieszane uczucia. Z jednej strony "MW" tomy 4-7 były ciężkie stylistycznie, nudnawe i przeładowane złymi pomysłami i nawiązaniami do popkultury, a z drugiej ostatnie dzieła Kinga nie tylko były świetne i wspaniale napisane, ale i, jak w przypadku "Dallas 63", stanowiły arcydzieła. Fragmenty dostępne w sieci (http://www.stephenking.com/other/book_previews/wind_through_the_keyhole_sample.pdf) nie nastrajały zbyt optymistycznie, ale zabrałem się do lektury i mogę powiedzieć jedno: było warto!


Wiele słyszałem o kiepskiej fabule, że King zrobiłby lepiej tworząc zamiast powieści zbiór nowel, że to nic innego jak tylko dodatek podobny do opowiadania "Siostrzyczki z Elurii" (ze zbiory "Wszystko jest względne") i nie wnosi nic ważnego, ale to nieprawda. Całość jest sensowna, logiczna i dobrze przemyślana, wszystkie 3 historie przeplatają się ze sobą na wielu poziomach (wspólne mając ze sobą przede wszystkim ukrywanie się bohaterów w każdej z nich przed burzą), a styl z jakim zostały napisane jest lekki i przyjemny, jak w najlepszych utworach Króla. I nie brak też emocji. W cz I książki ("Lododmuchu") jest i napięcie i klimat zagrożenia i wiele odniesień do całej serii i nie psuje tego fakt, że z poprzednich tomów wiemy co czeka nas dalej. CZ II "Skóroczłek" o młodości Rolanda jest wciągająca, szybka i czytając ją czułem się jakbym oglądał odcinek "Shapes" Z Archiwum X - tajemnicze zbrodnie, śledztwo i mroczny krwawy nastrój. A cz III, tytułowa, to historia niejakiego Timiego, chłopca, którego losy nie tylko przeplatają się z losami pewnych bohaterów znanych z poprzednich części, ale i przypominają "Talizman" duetu King/Straub - ciekawsze jednak i lepiej od Talizmanu napisane. Zakończenie też jest satysfakcjonujące i dużo wnoszące do sagi, a jednocześnie niekolidujące z tym, co było wcześniej. Poza tym kilka kwestii pozostaje otwartych i można mieć nadzieję, jeśli nie na kolejny tom sygnowany "Mroczna Wieża", to przynajmniej na powieść o dalszych losach Timiego. Oby tak się stało.


Tak więc "Wiatr..." polecam i to bardzo gorąco. Może nie jest to szczyt możliwości Kinga (a tłumaczenie tytułu jest trochę idiotyczne - po co wycinać słowo "wiejący" i odbierać sens brzmieniu całości?), ale na pewno jest to świetna powieść przygodowa i tylko szkoda, że taka krótka.


P.S. Nie rozumiem też zabiegu z olbrzymią czcionką - wolałbym żeby książka była cieńsza o te 100 stron niż raziła w oczy wielkimi literami, ale to tylko taka uwaga na marginesie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza