piątek, 2 października 2015

Kochankowie z Księżyca - Wes Anderson

W KSIĘŻYCOWYM KRÓLESTWIE


Hasło komedia spłyca zbyt wiele rzeczy. Widzimy – komedia, myślimy – slapstick. Myślimy – sitcom. Myślimy – debilizm. Ale dwukrotnie nominowany do Oscara Wes Anderson, specjalista od kina dziwnego i nie nadającego się jednoznacznie sklasyfikować, niszowo-artystycznych hitów kinowych (wiem, że brzmi to jak oksymoron, ale taka jest prawda), potrafi pokazać co można upchnąć pod tym hasłem.


Mała wyspa u wybrzeży Nowej Anglii staje się w roku 1965 scenerią zwykłego/niezwykłego zdarzenia. Oto dwójka dwunastolatków ucieka z domu. On inteligentny, choć ciapciakowaty skaut, którego nikt nie lubi, ona mądra, inteligentna dziewczyna z depresją, która potrafi przywalić. Kochają się i chcą przeżyć przygodę życia. Ale w pogoń za nimi rusza okoliczny stróż prawa, skauci gotowi bić i zabić, najlepiej w bardzo bolesny sposób, oraz – oczywiście – bliscy. A zakochana para odkrywa powoli uroki bycia razem, pierwsze ocierające się o seks doświadczenia i własne sekrety…


Brzmi poważnie? I tak po części jest, jednakże na przełamanie tonu, całość utrzymana jest w absurdalnym, mocno przerysowanym, wystylizowanym klimacie, spotęgowanym na dodatek przez pełne filtrów i nietypowych jazd kamery zdjęcia. Humor jest niby prosty, niby ociera się o czasem o niskich lotów żarciki (ociera, ale nimi nie staje), ale zarazem refleksyjny. I jakże sentymentalny. A co najważniejsze daje wielkiego prztyczka w nos amerykańskiej kulturze. I choć finał wypada nieco zbyt słodko, całość urzeka i zachwyca.


Udane jest też aktorstwo. Tradycyjnie zmęczony Willis, sztywno-nieudolny Norton, stonowany Murray, a wreszcie chłodna i urocza dwójka głównych bohaterów, przykuwają uwagę widza na równi z samą historią.


Dodatków prawie jest tu brak, ot zwiastuny zaledwie, sama książka natomiast dołączona do płyty, to kawał solidnej filmografii i dokonań obsady, jaka przewija się przez ekran. Ascetycznej pod względem graficznym, treściwej pod względem faktów. I ciekawej, choć bardziej dla fascynatów kina, niż zwykłych zjadaczy chleba.


Konkluzja? Polecam gorąco i aż chciałbym, żeby takich filmów było więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz