wtorek, 27 października 2015

Saga o Kotołaku: Ksin sobowtór - Konrad T. Lewandowski


W SIECI SPISKÓW


„Saga o Kotołaku” to obok „Wiedźmina” najważniejsza i najbardziej znana polska seria Fantasy. Seria zdawałoby się zakończona, jednak autor postanowił zaprezentować czytelnikom poprawioną wersję przygód Ksina, usuwając błędy, dopisując nowe sceny i rozbudowując czy po prostu wreszcie wykorzystując potencjał niektórych swoich pomysłów. I świetnie się stało, bo „Kotołak” w nowej odsłonie to porcja naprawdę świetnej literatury z pogranicza fantastyki i przygody!


Na kotołaku Ksinie zaciska się pętla spisków. Zamach na władcę okazuje się szybko kwestią mniejszej wagi, kiedy dość proste zdawałoby się zadanie przeradza się w niesamowitą i niebezpieczną misję grożącą wojną. W domostwie, w którym mieszkał pewien mag doszło do magicznego pojedynku, w wyniku którego wszelka moc wyrwała się spod kontroli. Zniknęli w nim szabrownicy, na piętrze zaś uwięziona pozostaje niewiasta. To jej z ratunkiem nadejść ma Ksin, jednak wejście do domu staje się dla niego przygodą, z jaką nie miał dotychczas do czynienia. Wyrwany z własnego świata, zmuszony do wędrówki przez alternatywne rzeczywistości, musi odnaleźć rozrzuconych po różnych światach szabrowników, bowiem ich obecność w miejscach im nienależnych zachwiewa magiczną równowagę…


Przygody Ksina (a zatem i w tym tomie jego nietypowych towarzyszy) to nie ciężkie Heroic Fantasy, a świetnie pomyślana, lekko i przyjemnie napisana, urzekająca wizjami wyobraźni autora seria, którą czyta się jednym tchem bez chwili nudy. Trafne komentarze, humor, świetne pomysły, jakaś swojskość bijąca od stworów zamieszkujących wymyślony przez Lewandowskiego świat, erotyka (swoją drogą pierwszy tom Kotołaka wydany ćwierć wieku temu był swoistą rewolucją w poruszaniu tego tematu) i dynamiczna akcja splatają się w intrygującą całość. I to taką, która względem „Wiedźmina” nie musi mieć najmniejszych kompleksów. Szczególnie, że lekkość pióra, jaką obdarowany został autor, potrafi uwieść czytelnika.


Nie mogę nie docenić także pięknej oładki, która przyciąga wzrok i pobudza apetyt. I nie mogę także nie zauważyć, że w tym wypadku nie przeszkadza wcale brak, zdawałoby się nieodzownej części każdego świata Fantasy, mapki. Dlatego jeśli lubicie naprawdę dobre książki spod szyldu tej odmiany fantastyki, nie powinniście się wahać i śmiało sięgnąć po Ksina. Naprawdę warto, dlatego też polecam, a wydawnictwu Nasza Księgarnia składam serdeczne podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.

1 komentarz:

  1. Seria zdawałoby się zakończona, jednak autor postanowił zaprezentować czytelnikom poprawioną wersję przygód Ksina,

    NIEEEEE
    To jest inny chłowiek o takim samym nazwisku który po swojemy napisał książkę i dopisuje jej dalsze części tak czytałem

    OdpowiedzUsuń