CZŁOWIEKIEM
BYĆ
Ósmy tom „Armady” to powinno być naprawdę coś, coś
znakomitego, coś porywającego, ważnego i poruszającego ze względu na tematykę,
jakiej się podejmuje, a okazuje się chyba najsłabszym z dotychczasowych. Nie
zrozumcie mnie źle, to nadal naprawdę dobry, fajny komiks, ale jednak też i
spadek formy. Do tego przewidywalny, dość prosty, choć fajnie skupiony na
emocjach. No i w końcu mamy tu temat ludzi, ziomków Navis, na który czekaliśmy,
choć, jak wszystkie dotychczasowe jego poruszenia, tak i to jest dość
powierzchowne i nie wyjaśnia nam niczego.
Wszystko zaczyna się od pogrzebu przyjaciela, który
został poważnie ranny w wyniku zamachu terrorystycznego w tomie piątym. Navis
nie ma jednak czasu na żałobę, bo po ostatnich odkryciach zna lokalizację
planety, na której mogą znajdować się ludzie. Pytanie czy żywi schodzi na
dalszy plan. Najpierw trzeba się tam dostać, a glob znajduje się niestety w
strefie wpływów wrogów, z którymi Armada jest w stanie swoistej wojny. Próby
dotarcia tam będą stanowiły jednak nie tylko złamanie prawa, ale i wielkie zagrożenie,
na które zgodzić się nie chce zakochany w Navis kolekcjoner, działający cały
czas zakulisowo. Jednakże, jak Navis coś postanowi, nic ją nie powstrzyma.
Pytanie jednak, co spotka ją na planecie. I czy jest gotowa odkryć prawdziwą
ludzką naturę…
Niby tom ważny, a jakby nieistotny. Czytają go
odnosi się wrażenie, że twórcy jak najdłużej chcą odsuwać temat przeszłości i
rasy Navis – ale dojdą do niego, spokojnie – ale jednocześnie unikają wszelkich
konkretów, wyjaśnień, wątków. Całość jest tu od początku do końca oczywista,
nie zaskakuje nic. Przez moment można mieć wrażenie, że album będzie
eksplorował klimaty rodem ze średniowiecza, ale szybko okazuje się, że tym
razem twórcy postawili na fantastykę, gdzie tematem przewodnim jest swoista
komuna – środki odurzające, obojętność, ale i agresja, bo kiedy przychodzi co
do czego, wykazują się bezwzględnością i chęcią do walki.
Brzmi to, jakby album był taki sobie? Być może, ale
tak nie jest. To nadal dobry komiks, fajny, ze świetnymi scenami emocji Navis
czy dobrze rozrysowanymi relacjami miedzy postaciami. Doceniam projekty ras i
sprzętu, doceniam lekkość opowieści, dynamikę, dialogi. No i zachwycam się
rysunkami, bo autentycznie uwielbiam grafikę tej serii i jej klimat. A to, że
tym razem jest nieco słabiej, cóż, poziom i tak jest zbliżony do poprzednich
tomów, zabawa jest przednia, a poza tym seria pokaże nam jeszcze wiele lepszych
historii i tyle mi wystarcza, by cieszył się kolejnym albumem i nadal chciał
więcej (i wracać do cyklu także).

Komentarze
Prześlij komentarz