Armada #8: Ludzka natura – Jean David Morvan, Philippe Buchet


CZŁOWIEKIEM BYĆ

 

Ósmy tom „Armady” to powinno być naprawdę coś, coś znakomitego, coś porywającego, ważnego i poruszającego ze względu na tematykę, jakiej się podejmuje, a okazuje się chyba najsłabszym z dotychczasowych. Nie zrozumcie mnie źle, to nadal naprawdę dobry, fajny komiks, ale jednak też i spadek formy. Do tego przewidywalny, dość prosty, choć fajnie skupiony na emocjach. No i w końcu mamy tu temat ludzi, ziomków Navis, na który czekaliśmy, choć, jak wszystkie dotychczasowe jego poruszenia, tak i to jest dość powierzchowne i nie wyjaśnia nam niczego.

 

Wszystko zaczyna się od pogrzebu przyjaciela, który został poważnie ranny w wyniku zamachu terrorystycznego w tomie piątym. Navis nie ma jednak czasu na żałobę, bo po ostatnich odkryciach zna lokalizację planety, na której mogą znajdować się ludzie. Pytanie czy żywi schodzi na dalszy plan. Najpierw trzeba się tam dostać, a glob znajduje się niestety w strefie wpływów wrogów, z którymi Armada jest w stanie swoistej wojny. Próby dotarcia tam będą stanowiły jednak nie tylko złamanie prawa, ale i wielkie zagrożenie, na które zgodzić się nie chce zakochany w Navis kolekcjoner, działający cały czas zakulisowo. Jednakże, jak Navis coś postanowi, nic ją nie powstrzyma. Pytanie jednak, co spotka ją na planecie. I czy jest gotowa odkryć prawdziwą ludzką naturę…

 

Niby tom ważny, a jakby nieistotny. Czytają go odnosi się wrażenie, że twórcy jak najdłużej chcą odsuwać temat przeszłości i rasy Navis – ale dojdą do niego, spokojnie – ale jednocześnie unikają wszelkich konkretów, wyjaśnień, wątków. Całość jest tu od początku do końca oczywista, nie zaskakuje nic. Przez moment można mieć wrażenie, że album będzie eksplorował klimaty rodem ze średniowiecza, ale szybko okazuje się, że tym razem twórcy postawili na fantastykę, gdzie tematem przewodnim jest swoista komuna – środki odurzające, obojętność, ale i agresja, bo kiedy przychodzi co do czego, wykazują się bezwzględnością i chęcią do walki.

 

Brzmi to, jakby album był taki sobie? Być może, ale tak nie jest. To nadal dobry komiks, fajny, ze świetnymi scenami emocji Navis czy dobrze rozrysowanymi relacjami miedzy postaciami. Doceniam projekty ras i sprzętu, doceniam lekkość opowieści, dynamikę, dialogi. No i zachwycam się rysunkami, bo autentycznie uwielbiam grafikę tej serii i jej klimat. A to, że tym razem jest nieco słabiej, cóż, poziom i tak jest zbliżony do poprzednich tomów, zabawa jest przednia, a poza tym seria pokaże nam jeszcze wiele lepszych historii i tyle mi wystarcza, by cieszył się kolejnym albumem i nadal chciał więcej (i wracać do cyklu także).

Komentarze