środa, 22 sierpnia 2018

Psy na mangę #1 - Ema Toyama

NIE TYLKO "BAKUMAN"


Wyobraźcie sobie następującą sytuację. Nastoletni bohater tworzy mangę, jednocześnie chodząc do szkoły i zmagając się z kłopotami na tym polu. Z czym się Wam to kojarzy? Pierwsza myśl to pewnie "Bakuman", ale jest jeszcze pewna seria, młodsza od  niego, choć na polskim rynku wydana nieco wcześniej. "Psy na mangę", bo o tym tytule mowa, to nic innego, jak taki "Bakuman" w wersji shoujo właśnie, prostszy od niego (szczególnie jeśli chodzi o konstrukcję postaci) i mniej emocjonalny, choć też ciekawy i potrafiący poprawić humor.


Poznajcie Kannę Tezukę, nastolatkę jakich wiele. Tylko jakby bardziej ponurą, wycofaną, cichą, poważną… Ok, daleko jej do bycia zwyczajną dziewczyną, tym bardziej, że zadebiutowała już jako mangaczka i na co dzień zmaga się z zawodowymi problemami. Dlatego też, by móc rysować również w szkole, wybiera liceum o profilu mangowym. Jak się szybko okazuje, placówka nie jest w ogóle przygotowana na taki program nauczania, nauczyciele nic nie potrafią, a uczniowie nie podchodzą do przedmiotów choćby z gramem powagi. Otoczona przez idiotów-otaku, którzy rozpoznają w niej autorkę prawdziwej mangi, Kanna musi jakoś poradzić sobie z ich uwielbieniem i słomianym zapałem, a także goniącym ją terminami i spadkiem popularności jej serii. Co gorsza, ci skończeni debile, od których nawet stereotypowa blondynka mogłaby się wiele nauczyć, są niepokojąco przystojni…


"Psy na mangę" to seria, a właściwie należałoby chyba rzec miniseria, liczy sobie bowiem zaledwie trzy tomiki, która przede wszystkim ma nam poprawić humor. Podczas gdy "Bakuman" starał się jak najdokładniej przybliżyć nam proces twórczy i wydawniczy, a także bawić się naszymi emocjami, dzieło Emy Toyamy stawia przede wszystkim na dostarczenie niewymagającej rozrywki. Owszem, mamy tu nieco zakulisowych ciekawostek i odrobinę uczuć, ale wszystko to podane na śmiesznie i w bardzo lekki sposób.


Postacie w "Psach" nie są szczególnie złożone, a czasem wręcz głupiutkie, fabuła też jest prosta, całość jednak nie nudzi ani nie zawodzi. I przy okazji szybko się czyta. Design mangi, jak się można spodziewać, jest uproszczony, ale swój urok ma. Tak samo jak ogół szaty graficznej. W skrócie: lekkie shoujo pełną gębą, że powiem to w tak kolokwialny sposób.


Miłośnicy (miłośniczki?) gatunku będą zadowoleni. Fani "Bakumana" na kolana nie padną, ale jeśli będą chwili poznać zupełnie inną stronę mangi opowiadającej o podobnych rzeczach, też będą bawić się nieźle. A że całość liczy niewiele tomów, śmiało można po "Psy na mangę" sięgnąć i zrelaksować się niezobowiązująco, bez poświęcania serii zbyt wiele czasu.


Dziękuję wydawnictwu Waneko za udostępnienie egzemplarza do recenzji.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz