sobota, 20 października 2018

Ptyś i Bill: Do ataku - Cric, Pierre Veys, Laurent Verron, Laurent Verron

WSPÓŁCZESNA KLASYKA


Czwarty z tytułów wydanych w ramach linii „Komiksy są super” to pozycja inna, od pozostałych trzech. Co ją wyróżnia? Przede wszystkim fakt, że jest ona najbardziej klasyczna ze wszystkich – stanowi bowiem kontynuację cyklu zapoczątkowanego w 1959 roku. Poza tym zamiast pierwszych trzech tomów, dostajemy tu albumy od 32 do 34. Co oczywiście jest jedynie ciekawostką, bo w najmniejszym stopniu nie wpływa na odbiór całości. A jak odbiera się „Ptysia i Billa”? Wprost znakomicie, z humorem, przyjemnością i ochotą na więcej.


Głównym bohaterem serii jest Ptyś, chodzący do podstawówki chłopiec, jakich wiele. Szkoły nie lubi, bo kto w tym wieku ją lubi? Podobnie jak warzyw, do wykonywania wszelkiej maści obowiązków też nie ma zbyt wielkiej ochoty, za to kiedy chodzi o figle, psoty i najróżniejsze szalone akcje, zawsze jest pierwszy i pełen chęci. Towarzyszą mu w tym jego najlepszy przyjaciel Piotrek, chłopak o podobnych zapędach, oraz dwójka rezolutnych zwierzaków: spaniel Bill, pies charakterem bardzo podobny do swego pana a także żółwica Karolina. Ta czwórka zawsze potrafi wpakować się w jakieś tarapaty, zawsze też wychodzi z nich obronną ręką i wszędzie umie znaleźć materiał do zabawy. A że nie samą zabawą człowiek (i zwierzę) żyje, uczuć i jedzenia także zabraknąć nie może! W skrócie: z tą bandą nie sposób się nudzić!


Inspirowane „Fistaszkami”, stworzone przez zmarłego w 2006 roku Jeana Roba, belgijskiego komiksiarza znanego choćby z serii „Sprycjan i Fantazjusz” przygody Ptysia i Billa to komiks mocno klasyczny pod każdym względem. Nawet w tych, pisanych i ilustrowanych przez kontynuatorów jego spuścizny (w tym znanego ze „Studia tańca” Cripa) albumach. Co to właściwie oznacza?


Przede wszystkim nieco inną od pozostałych trzech tytułów z kolekcji szatę graficzną. Zarówno „Studio tańca”, „Lou”, jak i „Ernest i Rebeka” są rysowane w sposób współczesny, kreską dość lekką i na gęsto rozlokowanych kadrach. „Ptyś i Bill” wygląda podobnie, jak inne humorystyczne serie europejskie sprzed lat – choćby „Smerfy” czy swojskie komiksy Janusza Christy oraz zmarłej niedawno Szarloty Pawel. Jest prostszy, bardziej szczegółowy, a rozkład ilustracji jest przejrzysty i luźny. Ma to swój urok, a czystość samych rysunków i świetny, stonowany i utrzymany w klasycznym tonie kolor autentycznie robią wrażenie.


Fabularnie całość też przypomina dawne prace, ale rzecz w tym, że i inne współczesne dzieła nadal mocno z nich czerpią. Dlatego krótkie, jednostronicowe humoreski i typ żartów spodobają się również tym przyzwyczajonym już do obecnych hitów. Całość jednak jest tak urocza i ujmująca, że z pewnością niejednego czytelnika zachęci do sięgnięcia po starsze pozycje i odkrycia fascynującego świata europejskich komiksów humorystycznych. Ja ze swej strony polecam i mam nadzieje, że wydawnictwo Egmont (podobnie, jak to ma miejsce z wydawanymi przez nie od kilku lat „Smerfami”), sięgnie także po klasyczne albumy „Ptysia i Billa”.


A na koniec dziękuję wydawcy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza