czwartek, 17 stycznia 2019

Aliens: Bunt #1 - Brian Wood, Riccardo Burchielli, Tristan Jones

W PARZE Z „IZOLACJĄ”


Jeżeli lubicie uniwersum Alienów (a czy można go nie lubić?) i nie stronicie od gier komputerowych, pewnie graliście w znakomitą produkcję, jaką bez dwóch zdań była gra „Aliens: Izolacja”. Gra, stanowiąca na dodatek swoistą kontynuację filmowej serii. Jeśli było Wam mało tamtych przygód i tamtego klimatu, teraz macie okazję przedłużyć przyjemność, sięgając po jedną z ciekawych opowieści o Obcych dostępnych na naszym rynku, „Aliens: Bunt”, osadzoną właśnie w tamtejszych realiach.


Jest 14 grudnia 2137 roku. Zula Hendricks, jedna z Kolonialnych Marines, budzi się z trwającego miesiąc snu, by odkryć, że wszystko się zmieniło. Kilka tygodni temu zmagali się z plagą Alienów, która opanowała statek Europa. Udało się powstrzymać zagrożenie, ale teraz została tylko Zula i android, który złamał wszelkie protokoły, uprowadził ją i zbuntował się przeciw korporacji Weyland-Yutani, bo odkrył jej plany przejęcia Obcych w celu użyci ich jako broni. Tak zaczyna się krucjata, w którą wyruszają oboje, mając tylko jeden cel: ubiec swoich pracodawców i wyeliminować wszystkich odkrytych Alienów. Miejsc do odnalezienia jest jednak wiele, a zagrożenie wydaje się zbyt wielkie, jak na możliwości jedynie człowieka i androida…


No dobrze, zapytacie, ale gdzie tu nawiązania do „Izolacji”? Być może nie powinienem tego zdradzać, ale ponieważ drobiazgi te pojawiają się już na pierwszych stronach tego tomu, nie będzie to zbyt wielkim nietaktem. A zatem mamy tu takie rzeczy, jak np. Seegson czy stacja Sevastopol, a na scenie pojawia się nawet Amanda Ripley, główna bohaterka gry i córka bohaterki całej oryginalnej filmowej sagi Oczywiście „Bunt” to maxiseria (całość składa się z dwunastu zeszytów, w tym tomie dostajemy połowę) doskonale nadająca się do czytania bez znajomości gry, ale wyłapywanie elementów z innych dzieł to też część zabawy, jaką oferują te komiksy.


Jednocześnie jednak to kawał dobrze napisanego i tak samo zilustrowanego komiksu. Brian Wood, któremu zawdzięczamy świetne „Miejsca” czy „Ludzi północy”, stworzył naprawdę udany scenariusz. Fabuła jest dobrze poprowadzona, pełna akcji, mrocznego klimatu typowego dla filmów, nie brak też brutalności i kosmicznych scenerii, ale wszystko to jest przyziemne i realistyczne. Bohaterowie zostali nieźle skrojeni, a jakość całości jest zadziwiająco wysoka, jak na komiksy z Alienami.


Do tego dochodzi znakomita, brudna, ale szczegółowa szata graficzna, niezły kolor i świetne wydanie. Kiedyś przygody Obcych i Predatorów były tak popularne na naszym rynku, że zdominowały linię Mega Komiks wydawnictwa TM-Semic. Teraz znów wróciły do łask, stając się jednym z filarów wydawnictwa Scream Comics i regularnie goszczą wśród nowości. Miłośnicy kosmicznej sagi mogą więc się cieszyć, tym bardziej, że mamy tak znakomite opowieści, jak „bunt”, należące do najlepszych, jakie seria ma do zaoferowania. Polecam, bo to znakomity komiks do celebracji czterdziestolecia istnienia Alienów i świetni uzupełnienie sagi/gry.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz