środa, 16 stycznia 2019

Hellboy, tom 5: Zew ciemności / Dziki Gon - Mike Mignola, Duncan Fegredo

HELLBOY MA SIĘ DOBRZE


Jeśli sądziliście, że wiecie już wszystko o Hellboyu i że najlepsze jego przygody macie już za sobą, to nic bardziej mylnego. W piątym tomie zbiorczego wydania serii na fanów Piekielnego Chłopca czeka kolejna porcja mroku, emocji, zaskoczeń i szalonej akcji, która trzyma poziom najlepszych albumów cyklu. Jednocześnie opublikowany tu „Dziki gon” to jedna z najlepszych długich hellboyowych opowieści, którą znakomicie czyta się nawet bez znajomości całej pozostałych części.


Po odejściu z BBPO i poszukiwaniu własnych korzeni, a zarazem prawdy o wszystkim, co go dotyczy i co na niego czeka, Hellboy, ciskany przez los, wędruje po całym świecie. Teraz, próbując znaleźć spokój i swoje miejsce, trafia do Brytanii, jednak i tu nie ma na to szans. Nie dość, że wiedźmy chcą by został ich królem, to jeszcze przeszłość upomina się o niego, kiedy żądna zemsty Baba Jaga, porywa go do Rosji by zapłacił za wszystko, co jej zrobił. Najlepiej byłoby, gdyby ceną za jej krzywdy była jego śmierć, niemniej zadowoli się także, jeśli pozbawi go choćby tego, czego pozbawił ją on – oka. Jednakże starcie z siłami, które przeciw niemu rzuca, to zaledwie przedsmak tego, co już wkrótce czeka na Piekielnego Chłopca. Po uporaniu się z tym problemem Hellboy dostaje zaproszenie do wzięcia udziału w polowaniu. Ludzkości znów grozi zagłada, której tylko on może zapobiec, ale by to zrobić, będzie musiał poznać prawdę o samym sobie…


To już przedostatni tom zbiorczych przygód Hellboya. Owszem, potem czeka nas jeszcze kompletne wydanie „Hellboya w piekle” (a przynajmniej mam taką nadzieję, bo seria ta wśród komiksowych nowości gościła dość niedawno), ale główna opowieść wkrótce dobiegnie końca. Dlatego należy się cieszyć, że mimo iż ma za sobą tyle doskonałych historii, całość wciąż trzyma ten sam rewelacyjny poziom. I nie zaszkodziło jej ani podzielenie uwagi jej twórcy na jednoczesną pracę nad przygodami Piekielnego Chłopca i BBPO, ani tym bardziej zmiana rysownika. Scenariusz jest równie świetny i świeży, co dotychczas, a ilustracje, choć odmienne, zapewniają godną kontynuację niesamowitego klimatu całości.


Jeśli chodzi o szczegóły, to fabularnie „Hellboy” zachwyca zarówno nastrojem grozy i tajemnicy, jak i dynamicznymi sekwencjami walki. To, co jednak najważniejsze, to włączenie do tego wszystkiego folkloru i legend z najróżniejszych stron świata, nuty odlschoolowej, czasem mocno zahaczającej o retrofuturystykę fantastyki i szczypty przygodowo-awanturniczych klimatów. Czyta się to rewelacyjnie, szybko i z ochotą na więcej, a jak dużo w tym uroku i siły.


Podobnie rzecz ma się z rysunkami. Duncan Fegredo stara się naśladować styl Mignoli, jednocześnie wzbogacając go o typowe dla siebie bogactwo detali i bardziej złożoną kreskę. Kolor też nieco różni się od tego wcześniejszego. Co prawda zachowano tu prostotę i charakterystyczną paletę barw, jednak dobrano je konkretnie pod kreskę artysty, dzięki czemu komiksy te są odrobinę bogatsze pod tym względem, a jednocześnie jakże spójne.


Podsumowując: jak zwykle warto. „Hellboy” to rewelacyjna seria, jedna z najlepszych, jakie komiksowa branża ma do zaoferowania. Mimo upływu lat nic nie stracił na sile, a fakt, że znów możemy się nim cieszyć po polsku, w wydaniu piękniejszym niż kiedykolwiek i z jednoczesną publikacją serii „BBPO”, jak najbardziej należy docenić. Ja ze swej strony polecam bardzo gorąco, nawet ci, którzy nie przepadają za komiksami, będą zachwyceni.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz