wtorek, 2 kwietnia 2019

Sisters #12: Nadciąga tornado - Christophe Cazenove, William Maury

SISTERS NADCIĄGAJĄ… ZNOWU


Wydaje mi się, że serię „Sisters” zacząłem czytać całkiem niedawno temu, a tu już na rynek trafia dwunasty tom przygód niesfornych dziewczyn. Widać jednak, że opowieść ta przyjęła się wśród czytelników, bo inaczej pewnie już dawno zaprzestano by jej wydawania. Nie ma się, co jednak dziwić, bo to kawał dobrego komiksu humorystycznego. Typowego dla europejskich dzieł tego nurtu, ale wciąż udanego i dostarczającego świetnej rozrywki nie tylko posiadaczom rodzeństwa.


Wendy i Marine to dwie siostry. Dzieli je różnica wieku, dzieli podejście do różnych spraw, dzieli także wygląd (jedna jest brunetką, druga blondynką) a nawet to, jak zupełnie odmiennie opowiadają o tych samych sprawach, ale łączy je to, że są tak samo szalone, energiczne i podchodzące do życia, jak do wielkiego parku rozrywki. W tym tomie znów się kłócą, znów grają, znów przeżywają wzloty i upadki, wspominają wyjazd do Ameryki i biorą udział w Halloween. W skrócie: w ich życiu znów się dzieje!


Jak pisałem na wstępie „Sisters” to seria typowa dla europejskiego komiksu humorystycznego. Zaczynając od konstrukcji (każda strona to samodzielna humoreska, ale te potrafią złożyć się w większą całość), przez wykonanie (cartoonowej kreski nie da się pomylić np. z amerykańskimi komediami), na samym rodzaju dowcipów skończywszy (to już jedna trzeba poczuć, czytając). Powtórka z rozrywki? Nie, bo schemat ten nigdy się nie nudzi, pod warunkiem, że jest dobrze wykonany, a w tym wypadku tak właśnie jest. Na tym jednak nie koniec, bo twórcy postarali się by całość była atrakcyjna zarówno dla nowych odbiorców, jak i tych, doskonale znających już nieliczone tego typy dzieła, w ty – oczywiście – klasykę.


„Sisters” to seria śmieszna, ale też i pamiętająca, że humor powinien być życiowy, a wydarzenia i postacie przedstawione tak, aby czytelnik mógł się z nimi identyfikować. Oczywiście powinna być tu też odpowiednia dynamika i różnorodność tematyczna – i wszystko to czeka tutaj na czytelników. Czasem siostry tylko gadają, czasem pędzą na złamanie karku, a ich problemy dotyczą najróżniejszych rzeczy: od zabawek i gier, przez miłosne i szkolne zawirowania, po wydarzenia niemal fantastyczne, bo ich wyobraźnia nie zna granic. A wszystko to podlane solidną dawką popkulturowych elementów i ikon pojawiających się w tle. Jak więc nie ulec urokowi tej serii?


W tym tomie na dodatek pojawia się wątek z Halloween, który mnie osobiście zawsze kupuje w takim ujęciu. Już jako dziecko lubiłem horrory, zaczytywałem się też wtedy „Kaczorem Donaldem”, a z komiksów publikowanych w piśmie, obok tych Dona Rossy i Carla Barksa, najbardziej lubiłem właśnie halloweeonowe i wciąż mam do nich wielki sentyment. Dodajcie do tego wszystkiego fakt, że „Sisters” są naprawdę znakomicie i szczegółowo narysowane, czego nie da się przecież zaliczyć in minus – i znakomicie wydane, a otrzymacie coś, co spodoba się zarówno małym, jak i dużym czytelnikom. Nie ważne, czy mają rodzeństwo, czy nie i czy Halloween ich pociąga, czy odstrasza. Dlatego jak zwykle polecam gorąco.


A wydawnictwu Egmont dziękuję za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza