czwartek, 18 lipca 2019

Punisher Max #6 - Victor Gischler, Gregg Hurwitz, Duane Swierczynski, Laurence Campbell, Michel Lacombe, Jefte Palo, Goran Parlov

ŻEGNAJ, FRANK


W lutym tego roku minęło dokładnie 45 lat od chwili, kiedy postać Punishera zadebiutowała na łamach 129 zeszytu serii „Amazing Spider-Man”. Co więcej minęło także 15 lat od chwili zaczęcia wydawania „Punishera Max”, a także dekada od chwili zakończenia serii na 75 zeszycie. Można by wspomnieć jeszcze wiele podobnych rocznic, ale jaki w tym sens? Lepiej po prostu sięgnąć po najnowszy zbiorczy tom serii, który niedawno pojawił się wśród nowości. Co prawda zebrane tu komiksy pochodzą z okresu, kiedy najważniejszy scenarzysta cyklu Garth Ennis przestał już pracować nad tytułem (szkoda, że nie doczekaliśmy się albumu zbierającego jego krótkie opowieści, jak „Born”, „Tiger” czy „The End”, wszystko jednak wskazuje na to, że znajdziemy choć część z nich w kolejnym tomie), ale to wciąż kawał świetnego komiksu dla dojrzałego czytelnika, który w dobrym stylu kontynuuje świetną serię.


Frank Castle, Punisher, kontynuuje swoją krucjatę, wykańczając kolejnych przestępców. Nikt, kto zszedł na złą drogę, nie jest bezpieczny. Od meksykańskiej wioski, gdzie ktoś morduje młode kobiety, po walkę z krwiożerczą rodziną gdzieś na bagnach Missisipi, Punisher zjawia się wszędzie tam, niosąc ze sobą śmierć i zniszczenie. Ale, co kiedy śmierć zacznie dopadać także jego samego? Otruty Frank Castle będzie musiał zdecydować, co będzie dla niego najważniejsze w ostatnich sześciu godzinach jego życia…


Jaki był „Punisher” Gartha Ennisa, twórcy „Kaznodziei”, „Pielgrzyma” czy „Chłopaków”, każdy znający autora wie doskonale: krwawy, brutalny, kontrowersyjny, momentami wręcz odpychający, ale jednocześnie z nutą mądrości, dobrą psychologią i pewnym przesłaniem. Twórcy kontynuujący jego spuściznę starają się iść podobną drogą. Wszystko jest tu nieco lżejsze i łagodniejsze, niemniej wciąż udaje im się wykrzesać sporą dozę naprawdę mocnych elementów. Całość jest przy tym niegłupia i klimatyczna. Jednocześnie pozostawia po sobie naprawdę pozytywne wrażenie, po raz kolejny udowadniając, że Punisher nie przypadkiem jest jednym z najlepszych bohaterów stworzonych dla Marvela.


A skoro o bohaterach mowa, zarówno nasz Mściciel, jak i poboczne postacie, wypadają tu naprawdę dobrze. Ennis miał tendencję obdarzania wykreowanych przez siebie ludzi konkretnym zestawem jakże wyrazistych cech (co dla niektórych było powtarzaniem wciąż tego samego, szczególnie elementów związanych z erotyczną sferą życia), tu mamy pewne przełamanie tej tendencji, z jednoczesnym dobrym wpasowaniem się w schemat, który wszyscy miłośnicy serii zdążyli już pokochać. Mocna, kontrowersyjna, mroczna i krwawa rozrywka gwarantowana.


I na dodatek świetnie zilustrowana. Mamy tu prace artystów znanych już z wcześniejszych odsłon serii, mamy też nowych, świetnych rysowników, do tego udany kolor i świetne wydanie. Szkoda tylko, że zabrakło tu finałowego zeszytu serii, ale to akurat mały minus na tle wszystkich pozytywów, jakie oferuje ten doskonale wydany album. Dlatego polecam całość bardzo gorąco i z niecierpliwością czekam na kolejny tom, który na sklepowych półkach pojawi się już w listopadzie.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza