czwartek, 5 września 2019

Aliens versus Predator versus Terminator - Mark Schulz, Mel Rubi

ALIENS ANNIVERSARY IV


W czwartej części wspominek o alienowych komiksach nadszedł czas przyjrzenia się zapomnianej już (i całkiem słusznie) kontynuacji filmu „Obcy: Przebudzenie”, gdzie Ellen Ripley spotyka się nie tylko po raz kolejny z Alienami, ale na jej drodze stają także Predatorzy oraz… Terminatorzy. Jeśli więc szukacie komiksowego odpowiednika filmów Michaela Baya, takiego graficznego blockbustera, w którym nie liczą się sens ni logika, a akcja i widowiskowe sceny, dobrze trafiliście.


Fabuła całości jest prosta. Jakiś czas po wydarzeniach znanych z "Aliens: Przebudzenie" Ellen Ripley wiedzie na Ziemi życie pozbawionego domu, odciętego od technologii wyrzutka. Wtedy właśnie  odnajduje ją Annalee Call i zmusza do pomocy w misji. Oto na stacji Tajfun niejaki dr Trollenberg pracuje nad połączeniem ludzi i obcych w superżołnierzy. Nikt nie ma jednak pojęcia, że Trollenberg to tak naprawdę Terminator, a na stacji czają się też Predatorzy. Wkrótce nadchodzi czas pierwszej i kto wie czy nie ostatniej konfrontacji…


Pamiętam jak się cieszyłem, kiedy kupiłem ten komiks lata temu temu. Kochałem filmu o Terminatorze, Obcych i Predatorach i myśl, że nie dość iż w komiksie spotykają się wszyscy trzej, to jeszcze jest to sequel dla filmów z serii Terminator i Aliens, po prostu zachwycała. Jakie jednak było moje rozczarowanie, kiedy album okazał się średnim, nudnawym komiksem?


Scenariusz to pierwsze, co nie zachwyca. Dużo akcji, pokazu wizualnych możliwości, nawiązań i przepowiadań przyszłego kierunku (Riplay bardzo przypomina tu Connora z „Terminatora 3”, który wtedy jeszcze nie powstał), ale zero w tym inwencji, polotu i klimatu. Przede wszystkim brak tu mroku i brutalności. Została efekciarska historyjka, w której nawet rysunki Rubiego też nie powalają na kolana. Nie przekonują, nie intrygują, po prostu są i nie zwracają uwagi. Szkoda potencjału.


Ale kto kocha filmy i komiksy o wspomnianym trio "AvPvT" może przeczytać, jako ciekawostkę, która została skonstruowana na tyle sprytnie, że nie koliduje z żadnym z późniejszych filmów o Obcych, Predatorach czy Terminatorze. Nie jest w końcu tak źle, bym chciał Wam całość odradzić, a dla kilku niezłych scen, mogę Was nawet zachęcić. Poza tym to epilog do opowieści Riplay i chyba warto na niego spojrzeć, nawet jeśli nikt nie rozpatruje go jako kanonu. I kto wie, może kiedyś doczekamy się też crossovera z Robocopem. W końcu Frank Miller pokazał co łączy tego „robota” z Terminatorami.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza