sobota, 7 września 2019

Witchblade/Aliens /Darkness/Predator: Mindhunter - David Quinn, Mel Rubi

ALIENS ANNIVERSARY VI


W szóstej odsłonie mojego alienowego cyklu, powracam do kolejnego komiksowego blockbustera. „Witchblade/Aliens/Darkness/Predator: Mindhunter”, bo o nim mowa, to historia, po której nikt – z twórcami włącznie – nie oczekiwał niczego wybitnego. I nikt niczego takiego nie dostał. Choć, oczywiście, mogło być gorzej.


Sylwester. Nowy Rok. Detektwy Sara Pezzini bierze udział w imprezie, pracując pod przykrywką w celu, jak się pewnie domyślacie, dorwania pewnego gangstera. Ale coś jest nie tak. Witchblade dziwnie się zachowuje, a Sara zaczyna mieć wizje zgotowanej nam przez Alienów apokalipsy. Jakby tego było mało, cała rzeczywistość wydaje się być oszustwem, gangster umiera zabity przez Aliena, zjawia się Darkness, a w mieście pojawia Predator-kobieta... A to dopiero początek!


"Mindhunter" to bezpośrednia kontynuacja komiksu "Overkill", który - logiczne - w Polsce ukazał się rok po "Mindhunterze". Fabuła jest wprawdzie na tyle luźno powiązana z poprzednim spotkaniem czterech postaci z tytułu, że nie robi to czytelnikom większej różnicy, ale jednak jest i taki zabieg nie ma większego sensu. Zostawmy to jednak i skupmy się na samej opowieści.  


Jak się możecie spodziewać, „Mindhunter” jest komiksem zdecydowanie słabszym od sympatycznego poprzednika. Fabularnie to rzecz, którą trudno nazwać ambitną. Ma skupić się tylko na akcji i kolejnych spektakularnych sekwencjach, mieszając do całości elementy, które nijak do opowieści nie pasują. Oczywiście początek kazał mieć nadzieję, że nie będzie najgorzej, bo czuć w nim naprawdę dobre napięcie i widać konkretnie zbudowany klimat. Zeszyt jednak szybko go traci na rzecz bezsensownej akcji i pomieszania z poplątaniem, ale i tak nie sposób nie docenić tego drobiazgu.


Scenariusz jest więc niezły (Quinn znany jest z m.in. z serii „Dr. Strange”, „Carnage” czy „Ghost Rider”) i ma dobre momenty – nawet jeśli te toną w mieliznach fabularnych, miałkości i nijakości. I niezłe są też rysunki Rubiego, niepowalające, ale lepsze niż w „Aliens vs. Predator vs. Terminator”. Wszystko to składa się na komiks godzien, któremu bez bólu można poświecić kwadrans. Tyle bowiem zajmuje lektura całości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz