poniedziałek, 28 października 2019

Darwin: Jedyna taka podróż - Fabien Grolleau, Jérémie Royer

GROLLEAU I ROYER – DRUGA TAKA PODRÓŻ


Twórcy, którzy dali nam udany album „Audubon. Na skrzydłach świata” powracają. Tym razem Fabien Grolleau i Jérémie Royer na warsztat biorą postać, która pojawiła się na krótko w ich poprzednim dziele, samego Darwina. Jeśli więc podobały Wam się losy człowieka, który postanowił stworzyć atlas ptaków, również dzieje słynącego z teorii ewolucji uczonego przypadną Wam do gustu. W końcu to komiks niemal identyczny z „Audubonem”, zarówno pod względem tematyki, wykonania, jak i podejścia do samej biografii.


Rok 1831. Młody Charles Darwin, jeszcze nie ten sławny naukowiec, a lekkomyślny, ale pełen pasji student, trafia na pokład okrętu „Beagle”. Nie wie jeszcze co go czeka i jak odmieni go ta pięcioletnia wyprawa. Kiedy w roku 1836 Darwin z niej powróci, nie będzie już tym samym człowiekiem, co dotychczas…


Na wstępie wspomniałem, że album „Darwin: Jedyna taka podróż” to rzecz niemal identyczna z pozycją „Audubon. Na skrzydłach świata” powracają”. Ci, którzy ją czytali, doskonale wiedzą, czego się spodziewać, ale tym, którzy niemieli w swoich dłoniach owego komiksu (a zachęcam, bo to ciekawa rzecz), należy się kilka wyjaśnień. A zatem tu i tam mamy do czynienia z biograficznym komiksem przygodowym. Z tym, że w obu przypadkach jest to biografia luźna i swobodna. Konkretny i dbałość o detale historyczne autorzy pozostawiają historykom i biografom, sami zaś skupiają się na lekkiej, wciągającej opowieść o podróży. I pasji, która owej podróży staje się początkiem. A wszystko to osadzone w dziwach świata sprzed niemal dwóch wieków, gdzie nie brak humoru i zachwytu nad naturą i otoczeniem.


Wszystko to jest lekkie, proste i przyjemne w odbiorze. Całość czyta się szybko, ale z ciekawością, w końcu nie brak tu faktów i ciekawostek. Zresztą lekkość ta nie wyklucza kilku dramatycznych czy nawet nieco makabrycznych scen. Poza tym całość ma też interesujący klimat i nawet jeśli postacie nie są jakoś genialnie skrojone, zapadają w pamięć. A co z rysunkami? Cóż, te są niemal identyczne, jak w „Audubonie”, a co za tym idzie, dość cartoonowe postacie trafiają do naprawdę dobrze uchwyconego świata. Całość jest barwna (kolory zresztą budują znakomity nastrój albumu), odpowiednio realistyczna i mająca swój urok. Nie wszystkie plansze zachwycają tak samo, ale jest tu kilka perełek, przy których lepiej zatrzymać się na dłużej.


Jako całość to kawał dobrego komiksu. Bardziej przygodowego, niż biograficznego, ale sympatycznego i wartego poznania. Ładnie wydany, „Darwin” spodoba się miłośnikom lekkich historii podróżniczych. Zainteresowani postacią głównego bohatera też znajdą tu coś dla siebie.


Dziękuję wydawnictwu Marginesy za udostępnienie egzemplarza do recenzji.





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza