czwartek, 3 grudnia 2020

Niespokojna krew - Robert Galbraith (J.K. Rowling)

MILCZENIE CORMORANÓW

 

Rowling powraca z nową powieścią wydaną pod pseudonimem Robert Galbright. Powieścią, która w dniu swojej światowej premiery wywołała wiele kontrowersji i falę hejtu wobec autorki – jak zawsze bezsensownych. A abstrahując od całej tej otoczki, „Niespokojna krew” to kolejna niezła powieść o Cormoranie Strike’au, która miłośnikom serii dostarczy solidnej, bo ponad 900-stronicowej, rozrywki na ponure jesienne wieczory.

 

Cormoran Strike, wojenny weteran i prywatny detektyw, rozwiązał już niejedną zagadkową sprawę. Tym razem jednak przyjdzie mu się zmierzyć z tajemnicami przeszłości i zająć się przypadkiem zaginionej w 1974 roku kobiety. On i jego wspólniczka Robin, zabierają się do roboty, ale nie jest łatwo. Z jednej strony oboje zmagają się z problemami osobistymi i uczuciem, które ich łączy, z drugiej zaś odkrywają, jak zagmatwane i niebezpieczne może być śledztwo. Karty tarota, znaki zodiaku, seryjny morderca, świadkowie, którym trudno jest zaufać… Przeszłość nie śpi i może okazać się śmiertelnie niebezpieczna.

 

„Niespokojna krew” to powieść, która – jak już wspominałem – wywołała wiele kontrowersji. Wszystko przez to, że ktoś uznał – zupełnie bezsensownie – że są tu wątki transfobiczne. Ale taki znak naszych czasów, gdy bycie tolerancyjnym nie oznacza tolerowania innych, a jedynie tego, czego wymaga poprawność polityczna, a równość postrzegana jest jedynie przez pryzmat mody, a nie rzeczywistej równości. Gdyby postać, która tu wywołała tak wiele kontrowersji była białym chrześcijaninem, nikt by nie protestował, a ewentualne głosy sprzeciwu zaraz zniknęłyby we wrzasku tych, którym to nie przeszkadza. Patrząc na to wszystko, trzeba zacząć się bać, że niedługo takie dzieła, jak „Milczenie owiec” zostaną uznane za transfobiczne i zakazane, a „Predatora” przestanie się udostępniać, bo przecież główny zły, morderca z kosmosu nosi dredy (rasizm w prezentacji postaci) i siatkowe body (homofobia), a pokonuje go biały Austriak (zapewne nazista). To może i żartobliwe podejście do tematu, ale warto jednak pochylić się nad tym i zastanowić.

 

A wracając do książki, skupmy się na tym, co najważniejsze, czyli kryminale. Jak zwykle mamy tu do czynienia ze zbrodnią, zagadką, którą trzeba wyjaśnić i rzeszą ludzi w to zamieszaną. Rowling, która swoje opus magnum, cykl o Harrym Potterze, oparła na schematach thrillera, powinna się pod tym względem czuć jak ryba w wodzie. I w pewnym sensie czuje, ale jednocześnie podąża dość utartymi ścieżkami, stawiając nie na świeżość, a dobre odtwórstwo. Przy okazji w pewnym sensie kopiuje także konstrukcję fabularną znaną fanom przygód jej nastoletniego czarodzieja. Jednakże wszystko to jest udane. Książkę, choć liczy sobie ponad 900 stron i ma sporo leniwych momentów, bo pisarska lubi tworzyć rozbudowane opisy, czyta się szybko, lekko i przyjemnie. Styl Rowling co prawda wciąż korzeniami tkwi w literaturze młodzieżowej, ale nie na tyle, by miało to kogokolwiek odrzucić. Owszem, czasem przydałoby się więcej ciężaru i mroku, ale i tak jest dobrze.

 

Całość ma też swój klimat i urok. Nie jest to wielka literatura, ot lekka rozrywka z dreszczykiem, niemniej o wiele bardziej udana, niż większość współczesnych thrillerów / kryminałów. Dlatego jeśli lubicie całkiem udane dreszczowce, sięgnijcie śmiało, bo to dobra książka. A kontrowersje? Cóż, Rowling zmagała się z tym, kiedy jej „Harry’ego Pottera” posądzano o satanizm, zmaga się też teraz, a wszystko to nie ma znaczenia, jeśli literatura jest dobra. Gdyby było inaczej, trzeba by zakazać większości książek, bo w każdej znajdzie się coś, co może kogoś obrazić. Trzeba więc trochę dystansu, trochę otwartości umysłu i trochę samodzielnego myślenia, a wtedy można już po prostu dobrze się bawić.

 

Dziękuję grupie wydawniczej Publicat za udostępnienie egzemplarza do recenzji.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz