Po dłuższej przerwie na polski rynek trafiła
właśnie kolejna z gier „DC Deack Building Game”. Tym razem wybór padł na
produkcję „Metal”, stanowiącą karcianą interpretację całkiem udanego eventu
wydawcy. Wydanie to zbiegło się z publikacją nad Wisłą drugiego tomu komiksowej
historii „Batman: Death Metal”. O ile jednak przy komiksach bawię się tylko
dobrze, w tyle ta gra, jak i jej poprzedniczki, są po prostu rewelacyjne i chce
się spędzić nad nimi długie godziny. A że wraz z głównym zestawem na rynek trafił
też dodatek, zabawa bynajmniej szybko się nie skończy.
Jeśli chodzi o treść, Batman odkrywa mroczne uniwersum,
wszechświat, gdzie żyją wypaczone wersje bohaterów DC. W wyniku tego wydarzenia
nasz świat staje się celem ataku istot, które wydają się być uosobieniem
koszmarów superbohaterów. Batman i przyjaciele stają z nimi do walki. Stawka
jest wysoka, a wrogowie tacy, jak Batman, który się Śmieje czy Barbatos nie
będą łatwi do pokonania…
Gry karciane to straszliwe pożeracze czasu.
Wciągają, wymagając od nas zaangażowania i dostarczają niesamowitej rozrywki,
od jakiej ciężko się oderwać. Trudno mi zliczyć w ile karcianek grałem, jedno
wiem na pewno, gry z serii „DC Deack Building Game” należą do najlepszych.
Proste zasady, prosta rozgrywka i intrygująca forma sprawiają, że zabawa
autentycznie porywa i nie pozwala się nikomu nudzić. A co więcej zapewnia tak
doskonałą rozrywkę, że chce się do niej wracać i grać wciąż od nowa. A że w
grze duża rolę nomen omen odgrywa element losowy, każda rozgrywka różni się od
poprzednich.
Cała zabawa z „DC Deack Building Game” jest
dziecinnie prosta. Gracze kontrolują bohatera lub bohaterów, wraz z czasem
wzmacniają ich poprzez kupowanie kart ekwipunku, zarządzanie daną lokacją czy
dołączaniem do swojej talii sojuszników. A wszystko to robią w jednym tylko
celu – by pokonać wrogów i ocalić uniwersum. Taki pojedynek trwa w przypadku
„Metalu” ok. 45 minut, a dodatkowo na graczy, którzy są już z karciankami z tej
serii obeznani czeka kilka nowości. Tym razem nie ma np. kart kopniaków, w ich
miejsce mamy „Wyłomy”, które spełniają też dodatkową rolę, związaną z kolejnymi
zmianami. Tym razem gracz może kontrolować więcej, niż jednego herosa. Do tego
można rekrutować superbohaterów, wrogowie mogą ich więzić, a jakby tego było
mało „Słabości” mają tym razem dużo większe znaczenie.
Duże znaczenie ma tu także oprawa graficzna. Już samo
pudełko ze swoim mrocznym charakterem i przyjemnymi dla oka błyszczącymi
akcentami, ale środek jest równie znakomity. Zdecydowana większość kart prezentuje
ilustracje Grega Capullo, jednego z najlepszych artystów, jakich obecnie ma DC,
a obok niego mamy prace takich artystów, jak John Romita Jr. Na deser zaś
otrzymujemy tu porcję kart metalowych, które przykuwają wzrok.
Mało? To na rynku dostępny jest też dodatek
„Batman: Ninja”, który swoją droga można łączyć też z poprzednimi grami. Oparty
na filmie anime pod tym samym tytułem, zabiera nas do feudalnej Japonii, gdzie
poznajemy tutejsze wersje bohaterów DC. Tu też na graczy czeka kilka zmian,
między innymi możliwość używania w walce ninjutsu. Do tego istnieje coś
takiego, jak wzmacnianie czy odwet, urozmaicające rozgrywkę, a na koniec czeka
na nas... zamek, ale to już musicie odkryć sami.
Słowem podsumowania, naprawdę warto. „Batman: Metal”
to, tak jak „Pojedynek superbohater”, „Wieczne zło” i wszystkie dodatki do
nich, rewelacyjna gra, po którą sięgnąć powinien każdy miłośnik komiksów, a DC
i Batmana w szczególności. Dobrze oddaje charakter i uniwersum, i samej
opowieści „Metal” (z więzieniem Batmana włącznie) i gwarantuje świetną rozrywkę
każdemu miłośnikowi gier bez prądu, nawet jeśli nie przepada za komiksami.




Komentarze
Prześlij komentarz